„Miłość może i nie
wprawia świata w ruch, ale muszę przyznać, że nadaje temu ruchowi sens”.
— Sean Connery.
Cóż za prześliczny dzień. Nieco mniej wilgoci w powietrzu,
niebo intensywne lazurowe nad całkowicie spokojnym lustrem drzew i jeziora.
Miło było patrzeć na to, jak roślinność budzi się do życia. Krajobraz wokół był
przepełniony mocną zielenią.
Korzystając
więc z tak przecudownego, słonecznego dnia, postanowiłam troszeczkę się
poopalać. Wzięłam ręcznik, okulary przeciwsłoneczne, butelkę z wodą i nałożyłam
na siebie dwuczęściowy niebieski kostium kąpielowy.
Potrzebowałam
tego. Spokoju. Chciałam uspokoić swego ducha w środku, aby nie kotłował się z
nerwów i stresów. A pewnie domyślacie się, dlaczego.
Od
tamtego razu kiedy się pokłóciliśmy z Draconem, nie odzywaliśmy się do siebie.
Ale muszę przyznać, że z dnia na dzień
sytuacja poprawiała się, mianowicie, zaczęliśmy nieco rozmawiać, używając
takich słów jak: „Cześć”, „ Dobranoc”. Potem zaś było lepiej, bo mogliśmy już
używać pełnych zdań pytających takich jak: „Jak się czujesz?” , „Jak ci minął
dzień?”
Wolałam
omijać temat jego pracy. Wiem, że coś było nie tak. Aż do teraz. Draco zawsze
chodził struty i przygnębiony. Coś go gryzło, to na pewno. Tyle pytań mi się nasuwa
na usta. Jednak, jeśli on nie chce, abym się tym interesowała, to dam mu z tym
święty spokój. Może któregoś dnia mój mąż ośmieli się i powie mi co go tak
niepokoi.
Niestety
przez tą naszą kłótnie, myśli o dziecko poszły na dalszy plan. Szlag by to trafił.
Marzę o dziecku, chce je mieć, a jednak odpycham Dracona od siebie. Nie
wiedziałam już, czy mu to wybaczyć, że mnie uderzył? Zapomnieć o jego furii i o
tym, że poczułam ból na swym policzku? Co wy byście zrobili?
Wybaczylibyście?
Teraz
już wiem, że Narcyza będzie niezadowolona, jeśli powiem jej wreszcie o naszej
sprzeczce. Nie miałam jak powiedzieć wcześniej, bo wyjechała ze swym mężem na
Wyspy Kanaryjskie świętować swoją rocznicę ślubu (nie wiem jak wy, ale ja na
przykład nie wyobrażam sobie swoim teściów zadowolonych, opalonych i ubranych w
stroje kąpielowe). Przyjechała wczoraj i napisała, że dziś mnie odwiedzi.
A
propo listów. Zapomniałam wspomnieć, że napisała do mnie Sonia. Przyjedzie do
mnie jutro o dwunastej ze swoimi nowymi wiadomościami. Już nie mogę się
doczekać pogaduchów z nią. I wreszcie ją zobaczę.
Gdy
zobaczyłam na swej skórze lekkie opalenie, postanowiłam wrócić do domu. Czekała
już tam na mnie uradowana Narcyza. Kipiała aż pełnym optymizmem. Twarz miała
opaloną, a ubrana była w zieloną zwiewną sukienkę. Jak na swój wiek, tętniła
pełnią życia.
-
Witaj kochana – rzekła, tuląc mnie do siebie.
- Dzień dobry,
mamo.
- Widzę, że i
ty nie marnujesz upalnego dnia.
- Tak –
uśmiechnęłam się szeroko, poprawiając trochę górę kostiumu.
- Jesteś taka
piękna i szczuplutka.
- Oj tam –
powiedziałam speszona.
- Nie dyskutuj
ze mną. Taka jest prawda. Na pewno, gdy zajdziesz w ciążę, twoja figura nie
zniknie. Jestem tego pewna.
Nie
odpowiedziałam jej. Jedynie co mogłam zrobić to uśmiechnąć się. Ja to jestem
ciekawa, jaką minę zrobi, kiedy powiem jej o naszych problemach. Nie wiem, czy
będzie po mojej stronie? Czy też będzie bronić swego syna?
Musiałam się w
końcu komuś wygadać. Mojej mamie jedynie wysłałam tylko list, ponieważ teraz
ciągle siedzi u Dafne, dbając o nią. Jakby nie mówić, za nie długo mija termin
jej porodu. W każdej chwili może poczuć skurcze.
Z Sonią widzę
się jutro, więc pozostaje mi jedynie matka Dracona. Przed ślubem mi
powiedziała, że jak coś będzie mnie gryzło, mogę śmiało liczyć na jej pomoc.
Tak więc,
poprosiłam naszą służbę o zrobienie dwóch kaw i poszłam na górę się ubrać. Dołączyłam
potem do swej teściowej, która siedziała na kanapie w naszym głównym salonie gościnnym.
Rozmowę zaczęła
Narcyza. Opowiadała mi jak to świetnie bawiła się z Lucjuszem na wakacjach.
Wierzcie mi, nie chcielibyście być na moim miejscu. Jednak musiałam mieć
kamienną twarz. Trochę mi było z tym głupio, ale kto by chciał tego słuchać.
Kiedy skończyła
opowiadać swoje wrażenia na ponownym miesiącu miodowym, kazała mi opowiadać co
u nas słychać i oczywiście jakby to nie było inaczej, jak idą postępy w sprawie
dziecka.
- Mówiła mi
mama na przyjęciu zaręczynowym, że… jeśli będę mieć jakikolwiek kłopot… mogę na
mamę liczyć.
- Oczywiście –
rzekła nieco zdziwiona. – Coś się stało?
- Tak…
Opowiedziałam
Narcyzie o tym co się stało między mną a Draconem. Okazało się jednak, że
bardzo dobrze to przyjęła.
- … i co mam
zrobić? Wybaczyć mu i zapomnieć?
- Astorio, na
twoim miejscu postąpiłabym tak jak ty. Nie przypuszczałam, że mój syn jest do
tego zdolny.
- Ja tak samo.
Nie chcę się kłócić. Chciałam jedynie dowiedzieć się, co takiego się stało. To
chyba należy do moich obowiązków, jako żonę. Wspierać go, kiedy jest źle.
Przysięgliśmy to sobie.
- Masz
całkowitą rację. Musisz jednak być cierpliwa. Na pewno Draco za tęskni za tobą
i powie ci co się stało. Gwarantuję ci, że tak będzie.
- Mam taką
nadzieje, bo… pragnę mieć w końcu to dziecko.
- Kochana, nie
musisz się tym martwić – pocieszyła
mnie. – Na wszystko znajdzie się czas.
Uspokoiła mnie.
Narcyza ma rację. Nie będę się już tym zamartwiać. Prędzej czy później Draco
powie mi jaka była przyczyna jego furii.
~~*~~
Po wyjściu
Narcyzy poszłam na taras balkonowy, aby nacieszyć się widokiem pięknego
krajobrazu, który otaczał mnie w około oraz skończyć książkę, którą niegdyś
zaczęłam czytać.
Przeczytałam
zaledwie parę stron, jak usłyszałam teleportację i dyszenie Dracona.
Natychmiast weszłam do środka.
Przeraziłam
się. Zobaczyłam jak mój mąż chwieje się na nogach, a z jego lewego ramienia
tryskała krew. Tak samo jak z łuku brwiowego i okolicach ust. Podbiegłam do
niego i bez żadnych słów zaprowadziłam go do łóżka.
- Draco, co się
stało? – na to pytanie chyba powinien mi odpowiedzieć.
- Wybuchła
panika – wydyszał.
- Biłeś się?
- Tak - po
mojej minie, Draco szybko jeszcze dodał:
- Ale to była wyższa konieczność.
Już nie przejmowałam się jego
słowami. Wyczarowałam miskę z wodą oraz przywołałam zaklęciem ręcznik. Widząc
całe zakrwawione ramie, zaczęłam zdejmować mu koszulę. Trochę jąknął z bólu,
kiedy próbowałam zdjąć materiał przez jego lewe ramię. Namoczyłam końcówkę
ręcznika w wodzie i odmyłam go z krwi. Naprawiłam mu na twarzy rany za pomocą
zaklęcia, lecz rana z ramienia była zbyt głęboka. Nie wiedziałam, co mogłam z
nią zrobić.
- Co ci się
stało w tą rękę?
- Jak się
teleportowałem to… rozszczepiło mnie.
Przeraziłam
się. Natychmiast przywołałam dyptam z naszej apteczki, który był w łazience.
- Trochę cię
zapiecze – ostrzegłam go.
Polałam na jego
ramię kilka kropel. Draco zasyczał i spojrzał na mnie.
- Nie chcesz
się dowiedzieć, co się stało?
- No… po tym
jak ostatnio cię o to spytałam, skończyło się niedobrze.
- Wiem…
Milczenie.
Przerwał je, po pewnym czasie.
- Mogę ci o tym
opowiedzieć?
Zaskoczyło mnie
to, ale także zadowoliło.
- Jeśli chcesz.
Wreszcie się
otworzył. Opowiadał mi o wszystkim, a ja w tym czasie opatrywałam jego ramię.
- To się stało
tego dnia, w którym byłem w wielkiej furii. W pracy mieliśmy takiego
pracownika, Denis Shammer. Zajmował się naszymi finansami. Ufaliśmy mu, ale on
okazał się zdrajcą, kanciarzem. Zabrał nam większość pieniędzy, na które ciężko
pracowaliśmy. Ojciec, gdy tylko wrócił z urlopu i dowiedział się o tym, wściekł
się. Evan zaproponował nam, abyśmy powiadomili aurorów, lecz ojciec odmówił,
chcąc to sam załatwić. Nie widzieliśmy Denisa, ale widzieliśmy jak nasze akcje
słabną. Dokładnie wiedzieliśmy, że to jego sprawka. No i dzisiaj…
- Pojawił się –
dokończyłam.
- Tak.
Przyszedł ze swoimi ludźmi do Ministerstwa i zaczęli nas atakować.
- Jak to się
skończyło?
- Pojawili się
aurorzy na czele z… - urwał.
Na początku nie
wiedziałam czemu przerwał swoją wypowiedź, lecz po chwili dotarło do mnie o
kogo chodzi.
- Na czele z
Potterem.
- Tak.
- I co było
dalej? – zapytałam, a ja w tej chwili za pomocą zaklęcia, zabandażowałam mu jego
lewe ramię.
- Gdy Shammer
zobaczył aurorów, wziął mnie za ramię i teleportował gdzieś na odludzie.
- Dlaczego
akurat ciebie?
- Byłem blisko
niego. Chciałem go dopaść i dorwał mnie. Kiedy się teleportowaliśmy, uderzył
mnie tu – pokazał mi miejsce obok oka, gdzie przed paroma minutami był siniec,
lecz go już zlikwidowałam. - Pojedynkowaliśmy się, a po pewnym czasie, udało mi
się teleportować tutaj.
- Czemu tutaj?
Mogłeś się teleportować do Ministerstwa i byś powiadomił aurorów co się stało.
- Astorio, to
trwało z sekundy na sekundy. Ja po prostu pomyślałem o… domu i teleportowałem
się.
- Rozumiem.
Zamilkliśmy.
Opatrzyłam jeszcze jego rany, a Draco spoglądał na mnie z wielką uwagą.
- Co mi się tak
przyglądasz?
- Ja… po
prostu… ach… tak się o mnie troszczysz.
- Jestem twoją
żoną. To należy do moich obowiązków. Troszczyć się w chorobie i zdrowiu.
Przysięgliśmy to sobie.
- Dziękuję ci i
wybacz mi proszę te ciche dni.
Patrzyłam na
niego uważnie w skupieniu. Poczułam w głębi, że jego oczy nie kłamią. Były
pełne żalu i strachu.
Zobaczyłam, że
na lewym rękawie mojej białej bluzki była plamka krwi mego męża. Dotknęłam
tego, lecz czerwona maź zastygła.
Mogłam ją
usunąć jednym prostym zaklęciem, lecz moje ręce nie wzięły różdżki z komody,
tylko zaczęły rozpinać guziki. Ściągnęłam ją z ramion i położyłam na krześle.
Zrobiłam to tak samo z moją czarną spódnicą. Wślizgnęłam się pod posłanie w
samej bieliźnie i ułożyłam się wygodnie na biodrach mego męża, obejmując go
swymi nogami.
- Astorio, co
ty… - nie dokończył, bo palcem dotknęłam jego warg.
- Cii… nic nie
mów – westchnęłam do jego ucha.
Spojrzałam na
niego oczami pełnymi pożądania i tęsknoty za jego dotykiem. Zapomniałam o
naszej kłótni. Zapomniałam o wydarzeniach, które miały miejsce przed kilku
minutach. Liczył się teraz tylko on.
Musnęłam lekko
ustami jego wargi, a potem przeszłam na jego szyję. Jak to miło usłyszeć cichy
jęk zadowolenia mężczyzny.
- Draco, całuj
mnie – szepnęłam w jego ucho.
Gdy tylko
spojrzałam na niego, przywarł do mnie i pocałował mnie gwałtownie, ale i
namiętnie. Jak ja to uwielbiałam. Jego ręce pieściły moją skórę, a ja cała drżałam.
Oboje byliśmy spragnieni naszych ciał. Oboje chcieliśmy napawać się naszą
bliskością. Objęłam go mocno, poddając się rozkoszy.
~~*~~
Po paru
minutach odwróciłam się do swojego męża, opierając się na prawym łokciu.
- Draco –
szepnęłam.
- Tak –
odwrócił głowę w moją stronę, a ja położyłam rękę na jego nagim torsie.
- Jestem twoją
żoną i… chyba się w tobie zakochałam.
- Chyba? –
zapytał, opierając się także na łokciu, aby być naprzeciw mnie.
No właśnie. To
słowo „chyba” było nie potrzebne wypowiedziane w moich ustach. Kochałam go i
byłam tego pewna. Więc, po co powiedziałam to „chyba”?
Moja matka
miała rację. Odnalazłam tą miłość. Tak bardzo byłam przeciwna temu związkowi, że
teraz jest mi naprawdę głupio. Kochałam mego męża, mimo tego, że to był związek
przymusowy.
- Bez „chyba”.
Na pewno.
- Naprawdę?
- Tak.
Uśmiechnął się
do mnie i ręką pogłaskał mój policzek.
- Kocham cię –
powiedziałam szczerze, ujmując jego rękę i delikatnie ją pocałowałam.
Draco milczał.
Ciągle się uśmiechał i głaskał mój policzek. Zbliżył się i pocałował mnie lekko
w usta.
- I wyżej
Astorio – szepnął mi do ucha.
Zaskoczyło mnie
to. Ja mówię, że go kocham, a on mi odpowiada „I wyżej”. Co to w ogóle ma
znaczyć?
- Draco, co to…
- urwałam, bo mój mąż położył mi palce na ustach.
Pocałował mnie
jeszcze raz, lecz tym razem dłużej. Pod jego wpływem opadłam na poduszki.
- Dobranoc –
powiedział i położył się na plecach, zamykając oczy.
~~*~~
Obudziło mnie
jakieś mrowienie w okolicach karku. Zdałam sobie z tego sprawę, że to jest ręka
Dracona. Uśmiechnęłam się. Po raz pierwszy odkąd zostaliśmy małżeństwem
obudziłam się, a w łóżko nie byłam sama.
Delikatnie pogłaskałam jego ramię. Oparłam się na łokciach, przewracając
się na brzuch. Draco miał zamknięte oczy. Czy aby jeszcze spał? Wszystko
wskazywało na to, że jednak tak.
Schyliłam się,
aby pocałować jego rękę, a potem coraz wyżej, docierając do jego ramienia,
które miał zabandażowane. Draco już nie spał. Jego szare oczy spoglądały teraz
na mnie. Zbliżyłam się, by go muc pocałować. Uśmiechnął się, a potem odgarnął
moje włosy do tyłu. Pocałował moje ramię, szyję, kończąc na mych ustach.
- Jak to miło
obudzić się obok męża.
Wtuliłam się w
jego ramiona, a Draco gładził moje włosy i całował ukradkiem me czoło.
- Jak ręka? –
zapytałam.
- Dobrze –
odpowiedział. – Nie boli już. Dzięki tobie.
- Czemu nie
idziesz do pracy? Boisz się?
- Nie, nie
boję. Muszę iść, aby to wszystko załatwić.
- To dobrze,
ale… zwykle ciebie nie ma o tej porze.
- Wiem.
Chciałem trochę poleniuchować z tobą, chociaż do tej pierwszej.
Zerknęłam na
zegarek. Była już dwunasta. Godzina leżenia z ukochanym mężczyzną. Czegoż można
więcej.
Ale chwila. O
czymś zapomniałam mu wspomnieć. Niech to szlak.
- Draco, chyba
nie będziemy mogli już leżeć.
- A to
dlaczego?
Moja odpowiedź
już się wyjaśniła. Do naszej sypialni wparowała Sonia. I to bez pukania. Nie
zauważyła nas od razu. Była czymś podenerwowana.
- Niech to
szlak Astorio. Jakiś mugol upaprał mi bluzkę. Nie mogłam użyć zaklęcia, bo było
mnóstwo ludzi. Leciałam pół miasta z brudną koszulą, żeby wreszcie… - urwała.
Zauważyła nas i się przeraziła. – O kurdę, przepraszam – zawołała przerażona.
Pędem schowała się do garderoby. Po chwili jednak, uchyliła lekko drzwi. – Miło
mi, Sonia jestem.
- Draco –
rzekł. – Mi także miło.
- Przepraszam,
że tak wyszło – szepnęłam. – Zapomniałam ci powiedzieć, że Sonia przychodzi.
- Nic się nie
stało. Ja może lepiej pójdę do tej pracy.
Draco wyszedł z
łóżka i pospiesznie zaczął się ubrać. Podszedł do mnie, aby jeszcze mnie
pocałować na pożegnanie.
- Do widzenia,
Soniu – rzekł Draco do drzwi garderoby.
- Do widzenia –
usłyszeliśmy jej głos.
- To miłego
dnia życzę – rzekł na koniec i wyszedł z pokoju.
Sonia wyszła
wreszcie z garderoby z bardzo przepraszającą miną. Ja jedynie się uśmiechałam.
No to się zapowiada cudowny dzień.
~~*~~
Haa!!!! Pierwsza!!!! Też nie wyobrażam sobie Lucjusza i Narcyzy w tej scenie. Ha Ha!!! Notka świetna!!! To jak Sonia wpadła do sypialni Dracona i Astorii mnie rozwaliło!!! Życzę weny!!!
OdpowiedzUsuńPierwsze co mi się nasuwa to obraz Narcyzy i Lucjusza opalających się na plaży. Cyźka w seksownym bikini i Lucek w kąpielówkach... O matko! Boże drogi! Gumochłonie jedyny! Gorgono jasna! Meduzo najczystsza! Już nigdy nie wypiorę tej wizji z mojego zrytego mózgu...
OdpowiedzUsuńDrugie to jak piszesz "te ciche dni" to zaraz mi staje przed oczami scena z disneyowskiego sitcomu "do dzwonka"... tak wiem jest dziwna i infantylna. A moją infantylność potwierdza fakt, że używam takiego słowa jak infantylna. Ale ludzie mnie lubią :) Przy mnie każdy może poczuć się jak normalny, niepsychiczny człowiek.
A teraz tak na poważnie(o ile ja tak potrafię) to z nawet cieszę się, że Draco się pobił. W końcu powrót do jakichś ekscytujących wydarzeń, zaklęć świstających obok ucha. To jest życie!
Kocham cię za rozszczepienie - to takie proste i jasne, a takie typowo magiczne. Typowo potterowskie. O to mi właśnie chodziło.
Sonia kryjąca się do garderoby. No nie, jedyne co mi się nasuwa, to moje nieodłączne "hue hue hue", które jest od jakiegoś miesiąca moją odpowiedzią na wszystkie pytania.
Jedyny błąd jaki zauważyłam to "szlag", bo chyba o niego ci chodziło, a nie o np. "szlak... turystyczny"
Pozdrawiam
Jestem! Wreszcie skończyłam jakieś moje beznadziejne czytanie ze zrozumieniem na polski i mogę skomentować twoją notkę:). Oczywiście bardzo mi się podobało przeczytałam już wczoraj, ale ostatnio brakuje mi czasu, powtórzenia, wypracowania, lekcje prywatne i dodatkowe, prawo jazdy to ostatnio mój świat, ale do rzeczy, nie mogłam się już doczekać, w końcu dowiedziałam się co takiego stało się Draco! świetnie to wszystko opisałaś:), a Astoria to naprawdę świetna dziewczyna, podoba mi się również postawa Narcyzy, ale coś czuje, że po tak uroczym zakończeniu powrotu Draco do domu nie bd musiała już rozmawiać z synem, a może kto to wie już bd i Scorpius:), wiesz jak ja na niego czekam. A zakończenie to z Sonią boskie: Sonia Jestem:P, nie powiem Dracze mnie też pozytywnie zaskoczył nawet jemu się zdarza:). Pozdrawiam i do napisania u mnie do soboty lub do piątku zobaczymy kiedy się wyrobie:)
OdpowiedzUsuńRozdział świetny;)
OdpowiedzUsuńTeż nie wyobrażam sobie Lucjusz i Narcyzy na wyspach Kanaryjskich.
Podoba mi się, że Narcyza nie stanęła murem za Draconem, tylko też była zbulwersowana czynem syna.
Ale też dobrze, że się pogodzili, w sensie Draco i Astoria. Dobrze też, że Draco zwierzył się żonie.
Nie za bardzo rozumiem odpowiedź Dracona na wieść, że Astoria go kocha. Ale może ma to jakiś ukryty sens.
Wparowanie Sonii do sypialni było świetne;)
Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam
Asia(A&J)
Czy ja kiedykolwiek doczekam się dedykacji dla mnie?!! Przepraszam, że teak wybuchłem, ale czekam 8 rozdziałów, aż pojawi się dedykacja z nickiem "Dexteer_hp" A rozdział jest wspaniały. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNota świetna. Obraz Narcyzy i Lucjusza na wyspach Kanaryjskich mnie rozwalił. To z Sonią też. Rok szkolny niestety się zaczął ale w miarę dobrze. A jak tobie?
OdpowiedzUsuńDzięki za informacje :) Przeczytałam oczywiście, bardzo mi się podobał rozdział xd Proszę o dalsze informowanie. Weny! Arvene
OdpowiedzUsuńHah, Lucjusz i Narcyza na Kanarach! Stroje kąpielowe, drinki z palemnką... Niech mnie wezmą jako bagaż (nie ważę aż tak dużo ^^), bo muszę to zobaczyć! Trochę zdziwiła mnie szczerość Astorii do swojej teściowej. Nie wiem czy zdobyłabym się na taką szczerą rozmowę.
OdpowiedzUsuńEh, Sonia... Szkoda, że tak wparowała. Dracuś od razu czmychnął... Astoria przyznała już, że się zakochała. A Draco? I co miało znaczyć to "wyżej"? ;D
Pozdrawiam,
Leszczyna [dowiesc-niewinnosci]
PS. Albo raczej Greengrass. Tak, tak. To ja. Daphne (choć nie lubię używać tego imienia ;D Jestem Grenngrass i już! xD) - ale to tajemnica, więc "ciii!". Dlatego nie mogłam Cię ocenić, bo jestem stałą czytelniczka^^
mam nadzieje, ze się nie obrazisz, ale niezbyt podoba mi się ten rozdział. Chyba nie za bardzo wyszła Ci w nim "magia". Astoria używała jej do błahych czynności, a całe wypowiedzi Draco były przesiąknięte mugolstwem. Np. akcje, finanse itp. Popracuj też nad opisami "połączeń" dwójki ludzi bo można się nieźle pogubić wyobrażając to sobie.
OdpowiedzUsuńI niech Astoria myśli o czymś innym... a nie tylko dziecko i dziecko.
Przepraszam za ostre słowa, ale ta notka po prostu nie należy do Twoich najlepszych.
Pozdrawiam.
Ten rozdział średnio mi się podobał. Szczególnie zachowanie Draco nie przypadło mi tutaj do gustu. Rozumiem, że po walce z tym Denisem pierwsze co pomyślał to dom, ale przecież na pewno ojciec i aurorzy martwili się o niego, gdy deportował się z tym kanciarzem. Powinien po opatrzeniu ran przez Astorię (nie wiem też dlaczego posłała go od razu do łóżka, zamiast najpierw zająć się ranami) powiadomić rodzinę, że nic mu się nie stało i że wrócił w miarę cały i zdrowy.
OdpowiedzUsuńPodobały mi sie natomiast wzajemne relacje pomiędzy Narcyzą i Astorią. To dobrze, że dziwczyna może swojej teściowej o wszystkim powiedzieć, no i że ona ja rozumie. I trzyma słuszną stronę, a nie stronę swojego syna, bo to jej syn. Podoba mi się to w Narcyzie.
Oho, w końcówce to pewnie wszyscy troje byli bardzo zawstydzeni. Chociaż z drugiej strony to wina Soni, bo nikt jej nie kazał wchodzić do sypialni bez pukania.
Pozdrawiam serdecznie :)
Przeczytałam 11, ale nie miałam czasu skomentować, wybacz. Rozdział wzbudził we mnie pozytywne odczucia. Podoba mi się pomysł z tym facetem, i to, że między Draco a Astorią jest już dobrze. Końcówka śmieszna, naprawdę, że też Sonia musiała wpaść w tym momencie ;)
OdpowiedzUsuńNa dziecko jeszcze będzie czas, uda im się. Póki co Dafne musi urodzić zdrowego chłopczyka. To pojawienie się aurorów na czele z Potterem wydało mi się takie dziwne, bo zapomniałam, że poza ich domem istnieje jeszcze tak dobrze znany świat ;D
Pozdrawiam serdecznie ;) ;*
Oj o roku szkolnymn nawet nie wspominaj, proszę ciebie.
OdpowiedzUsuńRozdział Super,jak zawsze zresztą.
Czekam na kolejny.
ps. ciekawe o co chodziło Draconowi... hmmm.
http://o-prawdziwej-przyjazni-remus-lupin.blog.onet.pl/ zapraszam do mnie.
Błędów nie zauważyłam, a rok szkolny zaczął się w miarę dobrze... Wiesz, pierwsze dni w pierwszej klasie gimnazjum ;)
OdpowiedzUsuńUważam, że nie warto zbyt dużo pisać. 8 stron worda wystarczy...
Notka jest... Po prostu świetna. Bardzo się cieszę, że Astoria pogodziła się z Draco. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
Życzę weny i pozdrawiam ;*
Cieszę się, że Draco otworzył się przed Astorią. I powiedział jej wszystko. Porządnie się zmartwiłam rozszczepieniem Draco, ale na szczęście wszystko ułożyło się dobrze. Co do uczuć to nie wiem co miała znaczyć odpowiedź Draco, ale uśmiechnęłam się ponieważ to znaczy, że Astoria nie jest obojętna swojemu mężowi. Wspiera go, ale on też powinien ją wspierać. Powinien jej pomagać i rozumieć ją. NO i oczywiście jest bezbłędna Sonia, która wpadła w najlepszym momencie do małżeńskiej sypialni :D. Uśmiałam się przy tym.
OdpowiedzUsuńBardzo cię przepraszam, że jestem taka spóźniona, ale szkoła całkowicie pożera mój czas ;(.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci ślicznie za dedykację, to bardzo wiele dla mnie znaczy ;). Ja jestem po uszy zakochana w Twojej twórczości! <33 Rozdział jest cudowny! Wreszcie Draco i Astoria się pogodzili, no i już wiem co było przyczyną furii Malfoya. Ten Denis to prawdziwa świnia! Jestem strasznie ciekawa co tam dalej z nim wymyślisz, ale znając Twoją bezgraniczną wyobraźnię, to będzie to coś co będzie nas trzymać w napięciu aż do ostatniego słowa ;D.
Genialny był ten fragment o Soni xdd. Uśmiałam się przy nim, świetnie to wymyśliłaś! ;)) No i mi też trudno jest sobie wyobrazić opalającuch się Narcyzę i Lucjusza, uśmiechniętych radośnie, z drinkami z palemkami w dłoni ;D To musi być niezapomniany widok! ;))
Pozdrawiam serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejną notkę! ;***
Weny! ;D
gratuluję zdania matury! Mogą zapytać z czego miałaś poprawkę? Ja osobiście najbardziej boje się ustnego angielskiego. Mam masakryczną barierę językową i na korepetycjach rozmawiam normalnie i swobodnie ale po prostu boję się że nic nie powiem...
OdpowiedzUsuńa co do rozdziało, bardzo mi się podobał. jestem ciekawa jak potoczy się wątek tego oszusta. Dobrze też że Draco nie stało się nic złego. Dobrze mieć taką żonę, powinien bardziej ją doceniać.
pozdrawiam i czekam na nowy rozdział :)
Przepraszam, że tak późno komentuję, ale miałam taki zapieprz w szkole, że w tym tygodniu prawie wcale nie siedziałam przy komputerze. No, ale nie narzekam na ten zapieprz, w końcu znalazłam swoje miejsce na Ziemi:)
OdpowiedzUsuńCóż, to miło, że Astoria i Draco się pogodzili. Choć muszę przyznać, że szybko. Myślę, że ja bym tak szybko nie wybaczyła. No, ale ja to ja. Wiesz, zaskakuje mnie, w pozytywnym sensie, zachowanie Narcyzy. Jest wyrozumiała, sprawiedliwa. Trochę to do niej niepodobne:P W każdym razie, to dobrze, że jest po stronie Astorii:)
Ciekawa jestem, co z tym facetem, Shammerem. Liczę, że szybko dodasz nowy rozdział, bo chcę się tego dowiedzieć!
Błędy:
"Ale muszę przyznać, że z dnia na dzień sytuacja poprawiała się, mianowicie, zaczęliśmy nieco rozmawiać, używając takich słów jak: „Część”, „ Dobranoc”." - cześć
"- No… po tym jak ostatnio cię o to spytałam, skończyło się nie dobrze." - niedobrze
"Spojrzałam na niego oczami pełen pożądania i tęsknoty za jego dotykiem." - pełnymi
" Objęłam go mocno, poddając się rozkoszą." - rozkoszy
"- Dowidzenia Soniu" - "do widzenia" i przecinek między wyrazami. W zdaniu niżej też jest ten sam błąd w pożegnalnym słowie.
Oczywiście, gratuluję dostania się na studia:) Hm, a na jaki kierunek się dostałaś?
Pozdrawiam:)
Cudowny rozdział! Akcja,natmietnosc,magia...Czekam na ciąg dalszy:) Aha i dziękuję za to, ze ty dziękujesz mi. To miło z twojej strony;)
OdpowiedzUsuńLucjusz w obcisłych slipkach... a Narcyza w dwuczęściowym kostiumie.... nie, to mi nie pasuje. Nigdy nie wyobrażałam sobie Narcyzy, jako dobrej i kochanej matki. Nie pasują mi do niej takie cechy. :) No, nie dziwię się, że był taki wściekły wtedy, kiedy uderzył Astorię... Ah a to zaopiekowanie się nim, kiedy teleportował się ranny, a potem igraszki w łóżku. Cudne :D Nie zapominajmy o Soni, która musiała się poczuć straaasznie zażenowana sytuacją, w jakiej ich nakryła ;) Rozdział po porstu cudo :)
OdpowiedzUsuńW końcu odnalazłam twojego bloga. Czytałam go, chciałam nadrobić notki, aż gdzieś zgubiłam twój adres i dopiero dzisiaj Cię odnalazłam.
OdpowiedzUsuńUwielbiam twoje opowiadanie, ale niestety na dzisiaj muszę urwać w tym miejscu.
Cieszę się, że Astoria pokochała Dracona pomimo swoich obaw. Co nie można powiedzieć chyba o Draconie. Czemu on nie chciał jej powiedzieć, że ją kocha? Nie kocha jej, czy się bał? Mam nadzieje, że to jest ta druga opcja.
Wtedy jak Draco ją uderzył to naprawdę to ja miałam ochotę go walnąć. I co teraz z akażdym razem, gdy będzie się coś działo to on będzie się tak zachowywać? Podejrzewam, że niestety tak.
Cieszę się, że Narcyza wspierała Astorią zamiast bronić syna i wmawiając jej, ze on taki nie jest. Chociaż z drugiej strony ona wyszła za Lucjusza, który podejrzewam, że jest gorszy ;P choć nie wiem jaki jest w twoim opowiadaniu, bo jego postać rzadko się u Ciebie pokazuje.
Czekam na pojawienie się Scorpiusa, a widziałam, że już rozdział taki wstawiłaś i już nie mogę się doczekać kiedy go przeczytam ;)
Wstawiam do linków oraz dodaje do obserwowanych ;)
Pozdrawiam, Qinsia [oczy-odzwierciedleniem-duszy]