„Pamiętaj, że
wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość
tego, co robisz.”
— Paulo Coelho.
Pewnie macie czasem takie odczucia, jak to czas stoi w
miejscu, a chciałoby się go przyspieszyć. Lecz i jest na odwrót. Czas leci, a
chcecie go zatrzymać. Dziwne jest to zjawisko. Nie uważacie? Ja jednak w ostatnich chwilach czuje to
drugie odczucie.
No bo… kto by
pomyślał, że jest już marzec, a nie dawno miałam wrażenie jak siedzimy z
rodziną przy świątecznym stole. No i Dafne za niedługo będzie rodzić. Jeszcze dwa
miesiące i mały pojawi się na świecie. Odwiedzałam moją siostrę wraz z mamą, bo
ona nie mogła zbytnio chodzić. Co jak co, ale brzuch miała bardzo wielki.
Byłyśmy w sypialni siostry i utrzymywaliśmy jej towarzystwo.
A jak Dafne
odczuwa to, że za dwa miesiące będzie rodzić?
Jest przerażona
i panikuje. Boi się porodu. Mama ją rozumie i powtarza jej, aby się jednak tak
nie denerwowała.
- Może i
pierwszy poród jest bardzo bolesny – mówiła jej – lecz kiedy będziesz trzymać
tego szkraba w rękach, o bólu już tak nie będziesz myślała.
Dafne się
uspakajała trochę tym. Nawet ja. Przecież i mnie będzie czekał pierwszy poród.
Ale nie myślcie, że jestem teraz w ciąży. Nie, nie. Niestety nie.
Próbujemy to
fakt, ale jakoś nie czuję się osłabiona, czy też by mi się zbierało na wymioty.
Trochę to mnie jednak smuciło. Chcę bardzo zajść w ciąże, a tu nie mogę.
Naprawdę już nie rozumiem tego zegara biologicznego.
Niestety w
dzisiejszym dniu zostałam sama w domu wraz ze służbą. Rodzice wyjechali do Francji, aby odwiedzić
starą ciotkę Florence (siostra babci od strony taty). Nie lubiłam do niej
jeździć. O wszystko mogła was się doczepić. To, że masz za duży dekolt, że źle
zachowujesz się przy stole. No normalnie czysta zrzęda. To, to jest nic. Gorzej
jest, kiedy odwiedzała nas z wizytą. Pięć minut nie minęło, a już skrytykowała
nas i cały dom w paru zdaniach.
Rozśmieszyła
mnie kiedyś opowieść mamy związane właśnie z ciotką, kiedy to jeszcze nie
byłyśmy z Dafne na świecie. Wyszła na balkon, aby podlać kwiaty, a tu nagle
widzi ciotkę prowadzoną przez mego ojca. Kiedy to zobaczyła… głośno krzyknęła z
przerażenia, puszczając konewkę z wodą. Oczywiście ciotka to zobaczyła i
usłyszała. Tata jednak uratował sytuację, mówiąc: „To tak z radości, długo
cioci nie widziała”. Przypominając sobie to, od razu robi mi się przyjemnie na
sercu*.
Wiadomość o tym,
że muszą do niej jechać, mama się niespecjalnie ucieszyła. Lecz co mogła zrobić,
kiedy ciotka tak bardzo prosiła ich o przyjazd. Pewnie musiało coś się stać. Na
pewno tak było. Pewnie znów czegoś się od kogoś dowiedziała o nas i znów będzie
narzekać. No ale cóż… taki człowiek.
Do Dafne też nie
mogłam przyjść, ponieważ miała wizytę kontrolną u uzdrowiciela, a potem mają
przyjść do niej goście. Ponoć ma się przywłaszczyć do nich starszy brat Evana
Ryan wraz ze swą małżonką Serafin. Ja to się zastanawiam, jak jego brat
traktuję swoją żonę. Och… Astorio… O czym
ty myślisz?... Nie możesz wszystkich podejrzewać. Tak, muszę zachować spokój.
Nie myśleć w ogóle o tym. To za bardzo
głęboko tkwiło w mojej głowie.
Dobra, wracam do
normalnego funkcjonowania.
Sonia i także
mnie nie może odwiedzić, ani ja jej. A to z tego względu, że ma jakieś egzaminy
w pracowni i nie może się urwać. Ma jednak znów przyjechać na parę dni do mnie.
Och, jak ja bym była ucieszona, gdyby jednak znalazła pracę tutaj i by została.
Będąc na tarasie
balkonowym, patrzyłam na śliczny krajobraz. Śniegu nie było już aż tak dużo.
Jedynie na nielicznych gałęziach drzew, czy też trawie. Roślinność powoli w
około kwitła, wypuszczając swoje młode owoce. Łabędzie, które pływały na
jeziorze tuż obok naszego lasu, swobodnie teraz mogły mknąć po wodzie. Kawałki
lodu już im nie przeszkadzały.
Wpadłam na
pomysł, aby pójść nad jezioro i pokarmić te łabędzie. Wyczarowałam sobie
bochenek chleba i poszłam w stronę jeziora. Mogłam powiedzieć, że nieco tu było
stromo. Jeden niepohamowany ruch i skutki byłyby tragiczne.
Ostrożnie więc
przechadzałam się po trawniku i zsuwałam się z lekkiego urwiska delikatnie, aby
nie zlecieć. Gdy wreszcie do nich
dotarłam, ukucnęłam i ręką rozdrabniałam bochenek chleba. Ptaki to wyczuły, bo
od razu do mnie podpłynęły. Było ich cztery. Dwóch dorosłych i dwóch młodych.
Okruszki, które im dawałam, jadły z wielkim zapałem. Piękny widok.
Powoli zbierałam
się, aby iść do domu. Przechadzałam się, podziwiając roślinność oraz wsłuchując
się w piękny śpiew ptaków. Przez to, niefortunnie zsuwałam się w dół. Boże, aby
tylko nie zlecieć!
Niestety.
Urwisko to nie wytrzymało i leciałam w dół. Krzyczałam przerażona. Nie
wiedziałam czego mam się chwycić. Żadnego drzewa obok. Przeklinałam w duchu,
czemu akurat tutaj nie rośnie drzewo?
Spadłam do wody
z hukiem. Próbowałam machać rękami, aby nie nabrać do ust wody. Szukałam gruntu
pod nogami, lecz go nie znalazłam. Ale te jezioro głębokie. Bałam się, ponieważ
nie umiałam pływać. Machanie rąk wcale nie pomagało.
Nie wiem czemu,
ale zrezygnowałam. Nie miałam już siły. Moje kończyny w jednej chwili odmówiły
mi posłuszeństwa. Zsuwałam się na dół. Traciłam powoli wokół mnie
rzeczywistość. Obraz się rozmazał. Jedyne co udało mi się zobaczyć, to jakaś
czarna plama, poruszająca się w wodzie…
~~*~~
Otwierając oczy,
poczułam zimny dreszcz na całym ciele. Czując wodę w ustach, wyplułam ją na
ziemie. Obok mnie jakimś cudem stał mój mąż. Jego twarz była przerażona, a
zarazem spokojna. A więc to była ta czarna plama. Draco płynący mi na ratunek.
Osunęłam się na ziemie. Czułam jak pulsuje moje ciało od zimna.
- Już zabieram
cię do domu – odezwał się. – Tam się ogrzejesz.
Wziął mnie na
ręce. Oplotłam rękami jego szyję, kładąc głowę na jego torsie. Trzymał mnie
mocno i szybkim krokiem powędrowaliśmy do domu.
- Spokojnie,
zajmę się nią – rzekł Draco, gdy tylko zobaczył zmartwioną minę lokaja.
Szybkim pędem
zaprowadził nas do naszej sypialni. Ułożył mnie wygodnie na łóżku i sam na nim usiadł.
- Musisz się
rozebrać – powiedział. – Musimy ogrzać nasze ciała.
- Draco –
jęknęłam – a nie lepiej użyć zaklęcia.
Spojrzał na mnie
z zaskoczoną miną, przerywając rozpinanie swojej mokrej koszuli.
- Astorio –
powiedział zalotnie co mnie nieco zdziwiło – wolisz bym użył zaklęcia, czy też
może chcesz, abym to ja cię nieco rozgrzał póki jestem w domu?
Uśmiechnęłam
się. Z trudem, ale jednak. Bo wiecie dobrze czego kobiecie potrzeba.
Szczególnie, że pół dnia byłam sama w domu. Draco zrozumiał moje milczenie i
zaczął do końca rozpinać guziki. Zsunął koszulę z ramion, a potem zajął się
spodniami.
Powoli i ja
zaczęłam rozpinać swoją białą bluzkę, lecz z trudem mi to szło. Palce mi drżały
z tego zimna. Mój mąż widząc, że sobie nie radzę, pomógł mi ją rozebrać.
- Powinnaś się
cała rozebrać, moja droga.
- Nie pozwalaj
sobie na to teraz, Draco – wybełkotałam.
- Och, Astorio –
westchnął. – To podstawy survivaru**.
Kiedy zobaczyłam,
że i on jest cały nagi, postanowiłam rozebrać się już do tego końca.
Przykryliśmy się kołdrą, a następnie Draco wtulił się we mnie. Poczułam od razu
ciepły, lekki dreszczyk, jak jego brzuch dotknął mych pleców. Kiedy jego dłonie i nogi oplotły się z moimi,
zaczął mnie masować z góry na dół.
Czułam jak me
ciało powraca do życia. Ciepły prąd wtargnął w moje wnętrze. Ogrzewało mnie.
Ogrzewało całe me ciało. Mój oddech stawał się coraz płytszy.
I nagle…
poczułam jak me powieki opadają. Jak
zatapiam się w ramionach Morfeusza.
~~*~~
Kiedy się
obudziłam, zorientowałam się, że od wypadku minęła pełna godzina. Nie czułam
już Dracona, bo go nie było już w łóżku. Czyżby udał się do ministerstwa?
Zapewne tak było. Odkrywając się kołdrą, zobaczyłam, że mam na sobie moją
koszulę nocną. Och, ten mój mąż. On potrafi być zaskakujący.
Musiałam się
dowiedzieć, gdzie jest. Czy jeszcze jest w domu? Czy też już znikną i jak zwykle
udał się do pracy? Gdy tylko znalazłam się na dole, zauważyłam naszego lokaja,
który kierował kroki w moją stronę. Podeszłam więc do niego.
- Panie Worth,
widział pan mojego męża?
- Tak. Jest jeszcze
w jadalni i je obiad. Czy pani także przyszykować nakrycie?
- Nie, dziękuję.
Nie jestem głodna.
Chciałam
już szybko zobaczyć Dracona, który siedział parę metrów ode mnie, jednak lokaj
mnie jeszcze zatrzymywał.
-
Jak pani się czuję?
- W porządku.
- Niczego pani sobie
nie życzy? Może zrobię ciepłej herbaty?
- Nie, nie
trzeba. Ze mną już jest dobrze, panie Worth.
Opuścił mnie, a
ja prawie biegnąc udałam się do jadalni. Na moje szczęście Draco właśnie
skończył obiad, wycierając usta serwetką.
- Draco – zawołałam.
- O, już wstałaś
Astorio. Jak się czujesz?
- Dobrze.
Dzięki tobie, doszłam do siebie.
- To cieszę
się, że już ci lepiej. Spokojnie teraz mogę iść do pracy.
- Nie!
Draco aż
podskoczył, kiedy powiedziałam stanowcze „nie”. Jego twarz była teraz w wielkim
szoku. Podeszłam do niego i odsunęłam
trochę stołu, aby móc się wcisnąć. Stanęłam naprzeciw męża, który nadal był zaskoczony.
- Nie chcę… byś
szedł. Proszę, zostań ze mną – westchnęłam, po czym oparłam swoje dłonie o jego
ramiona i usiadłam na nim okrakiem. Spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Nie mogę.
Muszę iść – szepnął.
- Wcale nie
musisz. Jeżeli chcesz iść… to zabierzesz mnie ze sobą. Nie puszczę cię.***
Przytuliłam się
mocniej do niego. Po chwili usłyszałam jego głośny śmiech. Zamurowało mnie.
Spojrzałam na niego, a on dalej się śmiał. O co mu chodzi?
- Czemu się
śmiejesz? - zapytałam z nutką
zdenerwowania.
- Bo nigdy nie
sądziłem, że mam aż tak… stanowczą żonę – mówił z uśmiechem. – Kiedy taka
jesteś, bardziej zaczynam cię pożądać – gdy to mówił, oparł swe dłonie na mych
kolanach. Gładził je, odsuwając mi lekko beżową sukienkę. Kiedy dotarł do mych
ud i bioder, jęknęłam cichutko. – Jeśli chcesz, to… zostanę tę godzinkę dłużej
w domu – westchnął, prosto do mego lewego ucha.
- Dwie godziny
– teraz ja szepnęłam mu do ucha.
Uśmiechnął się
znowu, lecz tym razem krótko. Ja także się uśmiechnęłam i pocałowałam delikatnie
jego ucho.
- Półtorej –
negocjował.
- Dobrze. Niech
ci będzie.
Wstał wraz ze
mną i podążyliśmy (a raczej, teleportowaliśmy się) do naszej sypialni. Mogę
jedynie tyle zdradzić, że został jednak moje dwie godziny.
~~*~~
Odkąd Draco
opuścił nasze wspólne małżeńskie łoże, chodzę bez celu po moim domu. Już nie
wychodziłam na zewnątrz. Po dzisiejszym wypadku, nie chce się już narażać. Kto
by mnie teraz uratował? Pan Worth? Wzięłam więc z naszej biblioteki książkę
„Tajemnica starej farmy” i zaczęłam czytać na tarasie.
Trochę mnie to
zaciekawiło, bo ta książka była mugolska. Skąd u licha w rodzinie Malfoyów są mugolskie
rzeczy? Czyżby zmienili swój pogląd?
Przeczytałam
właśnie stronę owej książki, kiedy do moich uszu dobiegł trzask drzwi.
Odłożyłam lekturę na bok i weszłam do środka. Zauważyłam Dracona, który był w
nie najlepszym humorze.
Podeszłam do
niego, lecz szybko mnie wyminął. Bez żadnego „cześć”. Żadnego pytania w stylu:
„Jaki ci minął dzień?”. A co najważniejsze, żadnego czułego przywitania.
- Draco, co się
stało?
- Nic!
–wykrzyknął, zdejmując szybko swój krawat.
- Jak to nic?
Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Jeśli coś
jest nie tak, to na pewno ma cię to nie interesować. To nie twoja sprawa.
- Jak to nie
moja sprawa? Jestem twoją żoną.
- Więc masz
przestać zadawać pytania!
- Chyba mam
prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje.
- Och, już nie
bądź taka troskliwa! Nie chce żadnego pocieszenia!
- Draco, czemu
ty się tak zachowujesz?
Nie
odpowiedział mi. Odwrócił się ode mnie i zaczął w milczeniu rozpinać koszulę, a
na jego twarzy, ciągle były wyraz złości. Podeszłam do niego wolnym krokiem i
dotknęłam go delikatnie jego ramienia.
- Draco,
proszę, pozwól…
- Zostaw mnie!
– wrzasnął.
Tego się nie
spodziewałam. Obrócił się, a jego ręka mocno dotknęła mego prawego policzka.
Pod jego wpływem, upadłam na łóżko. Spojrzałam na niego zaskoczona. Był
zdezorientowany. Patrzył na swe ręce tak, jakby popełnił jakąś zbrodnie.
Poczochrał nimi włosy, chodząc po pokoju.
Uderzył mnie.
Po raz pierwszy użył wobec mnie siły. I to z jakiego powodu. Chciałam jedynie
się dowiedzieć, dlaczego jest taki zły?
Draco podszedł
do mnie. Usiadł i położył dłoń na mym kolanie.
- Nie chciałem.
- Daruj sobie –
rzekłam ochryple.
Odtrąciłam jego
rękę, po czym odwróciłam się, idąc do drzwi balkonowych, które zamknęłam. Nie
chciałam, aby ujrzał moje łzy.
Po chwili,
poczułam jego oddech na ramieniu, a potem jak mnie obejmuje. Chcę go odtrącić,
lecz nie potrafię. Jego dotyk powoduje u mnie zadowolenie, tak, że chce czuć
jego dotyk dłoni na mej skórze. Tylko, dlaczego akurat w tej chwili? Przecież
jestem na niego zła.
- Przepraszam –
szepnął. – Nie chciałem tego, zapomnij o tym co się stało.
Zapomnieć? Jak
można zapomnieć o czymś, co się zdarzyło kilka minut temu?
- Proszę,
zapomnijmy i chodźmy do łóżka – kontynuował. – Postarajmy się wreszcie o tego
naszego potomka.
Wzmianka o
dziecku, mnie nieco zaskoczyła. Myślał, że tym sposobem mnie złamie. No nie
powiem, trafił u mnie w czuły punkt. Pragnęłam dziecka. A mój mąż właśnie mi
zaproponował, abyśmy się o nie postarali.
Zaczął mnie
całować po szyi. Jego dłonie pieściły moje ramiona. Było mi tak dobrze. Dreszcz
przeszedł przez moje ciało.
Zaraz, stop.
Muszę to przerwać. Nie może mu to ujść płazem.
- Draco,
przestań!
Tym razem ja
podniosłam głos. Odepchnęłam go
niechętnie, a potem szybko wparowałam do łazienki. Wiem, że mogę tego żałować.
Że straciłam ponowną okazję zbliżenia się do niego. Poczuć jego zapach ciała,
kiedy jest blisko mnie. Nie mogłam jednak tak po prostu mu ulec. Nie mogę
pozwolić, aby Draco ze mną teraz wygrał.
Ubrałam się w
koszulę nocną, po czym wyszłam powolnym krokiem z łazienki, kierując się do
łóżka. Draco już leżał. Gdy szłam, patrzył na mnie, śledząc każdy mój ruch.
Położyłam się i odwróciłam się do niego plecami. Zgasiłam świecę, po czym
wtuliłam się w kołdrę.
- Przepraszam –
usłyszałam jeszcze w ciemności.
~~*~~
*podobna
sytuacja miała miejsce z serialu „Ranczo”.
**wiem,
pojechało trochę „Zmierzchem”, a dokładniej „Zaćmieniem”. Ale po prostu nie
mogłam się powstrzymać;)
***pasuje chyba
taka stanowcza Astoria, do kobiety z szablonu, który wykonała mi Elfaba?
Rozdział bardzo mi się podobał. Cóż, w każdym małżeństwie są wzloty i upadki. Przedstawiłaś to idealnie. Czuły i kochający Draco... Z drugiej strony nie potrafiący panować nad złością. Dobrze, że Astoria mu nie uległa. Niech wie, że uderzenie kobiety jest niewybaczalne.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci weny i tego, żeby wszystko Ci się poukładało w życiu.
PS. Szablon jest bardzo ładny, pasuje do stanowczej Astorii z tekstu ;) ;*
Bardzo mi się podobało, ta stanowcza Astoria oczywiście najbardziej, a Dracze jest niegrzeczny jak on mógł ją tak potraktować!, ale bardzo mnie ciekawi co się wydarzy dalej, a jak przeczytałam zapowiedź 8 to już nie mogę się doczekać kiedy się ona ukarze! ciekawe co się takiego stanie, że Asti bd musiała dbać o tego swojego paradoksalnego męża?. Buziaczki :) i czekam niecierpliwie i życzę i powrotu dobrego humoru i poukładania wszystkich twoich spraw:* Choć wiadomo w życiu często bywa ciężko.
OdpowiedzUsuńRozdział jest bardzo ciekawy.
OdpowiedzUsuńCoś mi się wydaje, że Draco i Astoria, będą mieli przez pewien czas ciche dni, zresztą wynika tak przecież z zapowiedzi, która bardzo mi się podoba.
Ale jak on mógł ją uderzyć?!
Przecież nic złego nie zrobiła. Dobrze, że Astoria się tak od razu nie poddała.
Ale wydaje mi się też, że Draco żałuje tego, co zrobił. Hmm...
Mam nadzieję, że się pogodzą (oczywiśćie nie od razu, bo Draco musi zrozumieć, co narobił) i Malfoy niegdy nie powtózy tego wyskoku, w szczególności, że Astoria po prostu się martwiła.
Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam
Asia
Ach, ten Draco... Powinien się wstydzić. Ja na miejscu Astorii postąpiłabym dokładnie tak samo. Rozdział ogólnie bardzo mi się podobał. Były jakieś tam błędy, ale to nie było nic wielkiego :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJak miło, że pojawił się nowy rozdział :D Nie powiem, trochę mnie zaskoczył - najpierw tak romantycznie, a później bum! i wszystko się posypało. Czekam na kolejną notkę! Pozdrawiam Arvene
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba ;D Najpierw było tak pięknie, romantycznie, a później scena się zmieniła i... klapa! Jak Draco mógł się tak zachować?! Jak?! I co się właściwie stało, że był taki zdenerwowany...? No nie, i znowu trzymasz mnie w niepewności xdd ;p I co ja mam z tobą zrobić? xdd Wiem, znajdę cię i będę tak długo męczyć aż powiesz! ;D
OdpowiedzUsuńNajbardziej podobała mi się stanowczość Astorii... Masz rację, idealnie pasuje do tej z szablonu :)
Pozdrawiam i trzymam kciuki, aby wszystkie sprawy ci się ułożyły! ;D :****
ieszę się, że wróciłaś:) Mam też nadzieję, że szybko wyjdziesz z problemów.
OdpowiedzUsuń"Trudne momenty w życiu są potrzebne po to, żeby później było łatwiej" - To cytat z jednej z moich ulubionych książek, może jakoś poprawi Twoje samopoczucie:)
No, ten rozdział zawierał sporo wątków. Przestraszyłam się, kiedy Astoria zaczęła tonąć, ale na szczęście dobrze się to ułożyło. Podobała mi się początkowa postawa Dracona, to, że poświęcił Astorii czas. Jednak strasznie mnie zirytował tym uderzeniem żony. Nie mogłam uwierzyć w to, że się do tego posunął! A na domiar złego, zaraz po tym chciał zaciągnąć ją do łóżka. To okropne.
Na początku rozdziału wspomniałaś, że Dafne ma rodzić już za dwa miesiące, a kilka zdań potem napisałaś, że dziecko pojawi się za miesiąc. To drobna pomyłka, ale warto byłoby poprawić.
Błędy:
"- Astorio – powiedział zalotnie co mnie nieco zdziwiło – wolisz bym użył zaklęcia, czy też może chcesz, abym to ja cię nieco rozgrzał póki jestem w domu." - znak za pytanie na końcu
"Patrzył na swe ręce tak, jakby popełnił jakoś zbrodnie." - jakąś zbrodnię
"Nie chciałam, aby ujrzał mych łez." - moje łzy
"Wzmianka o dziecku, mnie nie co zaskoczyła." - nieco
A, no i oczywiście trudno nie zauważyć nowego szablonu. Jest ślicznie skomponowany:) Ach, Elfaba naprawdę ma talent:D
Pozdrawiam xD
Dziekuję za dedykację :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy już o tym pisałam (najwyżej się powtórzę), ale szablon jest sliczny :)
A co do notki to bardzo mi się podobała :) Normalnie serce zaczęło mi walić przy jej scenie z jeziorem. Gdy Astoria szła już w jego stronę i było wspomniane, że jest stromo, to wiedziałam, że coś wykombinuje. I stało się. Dobrze, że draco był w pobliżu, bo aż nie chcę mysleć, co mogłoby się stać. Bo przecież nikt ze służby nie wiedział, że ona tam idzie i gdyby się zorientowali na ratunek mogłoby być juz za późno.
Muszę stwierdzić, że Draco to bydlak. W pierwszej części tej notki miałam jeszcze o nim dobre zdanie, ale potem juz się zmieniło. Przecież mógł sobie zrobić dzień wolny. Nic by mu się nie stało i ministerstwo też by się nie rozpadło. A po tym jak ją uderzył i chciał zciągnąć do łóżka i jeszcze o dziecku wspomniał, to stracił w moich oczach. Na miejscu Astorii nie wybaczyłabym mu tak łatwo. Niech się głupek z tym wszystkim męczy. A co!
A tak jeszcze na marginesie, to jedzenia nie można wyczarować.
Pozdrawiam serdecznie :)
[wspomnienia-severusa]
rozdział bardzo mi się podoba. Warto było czekać na takie cudo ^^ pamiętam tą scenę z "Rancza". Moja mama ogląda ten serial, a ja obserwuję go ukradkiem z mojego pokoju. Z łóżka mam świetny widok na telewizor. Draco nie powinien tak postępować z Astorią. Nie wiem co wydarzyło się w jego robocie, ale nie powinien wyładowywać frustracji na żonie. Choć na początku pomógł jej w tym jeziorze... kurczę... sama nie wiem
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na Twój powrót ^^
Jednak myślałem, że Draco w Twoim opowiadaniu się zmienił, a jednak wylazł z niego prawdziwy Draco. No i po co on ją uderzył?Po to tylko, że ona się o niego martwiła? To naprawdę jest świnia. Nigdy go nie lubiłem. Ja na miejscu Astorii wyprowadziłbym się.
OdpowiedzUsuńMoże zacznę od tego, że z całego serca dziękuję za dedykację ;*** Rozdział naprawdę wspaniały. Tyle opisów, w tym uczuć. I podobał mi się Draco. Szczerze mówiąc, nie wiem co by się stało z Astorią, gdyby nie on... Chociaż ten kawałek o uderzeniu Astorii zepsuł trochę jego wizerunek w tym rozdziale, uważam, że wymyśliłaś ten wątek wyśmienicie! I dobrze, że Astoria nie dała nie udobruchać nawet wspomnieniem o potomku.
OdpowiedzUsuńA ten motyw z Zaćmienia idealnie tu pasował. Czasem dostrzegam plusy czytania tej książki (bo tworów Meyer szczerze powiedziawszy nienawidzę, choć czytałam wszystkie części sagi ;3).
Całuję,
Leszczyna ;***
Hejka!!! Notka jest świetna! Strasznie mnie zdezorientowało to jak Draco uderzył Astorie. Moim (skromnym) zdaniem, czarodziejowi z takiego rodu nie pasuje, bić kobiety. Cieszę się, że Astoria i Draco starają się o dziecko :>. Lecę czytać notkę na Scorpiusie!
OdpowiedzUsuńPs. Przepraszam, że tak późno, ale byłam na wakacjach i nie miałam dostępu do internetu.
Ps2. Życzę weny!
Świetny rozdział. Naprawdę doskonale to wszystko przedstawiłaś. Podoba mi się Draco. Raz czuły, raz drań. Pozdrawiam i życzę weny ;))
OdpowiedzUsuńW każdym rozdziale pokazujesz wrażliwą i pragnącą ciepła Astorię i trochę bałam się tego, że nie będzie umiała sprzeciwić się Draco, jednak na całe szczęście jej się to udało. Nie może pokazać, że on ma nad nią kontrolę. Mimo wszystko zastanawia mnie zachowanie Draco. Czemu wrócił taki zdenerwowany z pracy.
OdpowiedzUsuńRozdział... po prostu świetny. Szkoda mi trochę Astorii, nie myślałam, że Draco kiedykolwiek ją uderzy. No cóż... Mimo wszystko mam nadzieję, że w następnej notce będą już pogodzeni. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNa wszechmocną Morganę! Napisałam przedwczoraj taki długi komentarz i, cholera jasna, usunął mi się. A wczoraj… Nic. Dziesięć razy próbowałam i się nie dodał. Ach ten Onet. Ach, dobra, dobra. Już jestem grzeczna.
OdpowiedzUsuńAstoria postąpiła nieco nierozważnie schodząc po tym zboczu. Strome zbocza są w zimie bardziej strome i nie wystarczy na nich uważać. Najlepiej omijać je szerokim łukiem. Dobrze, że Draco był w pobliżu i ją uratował. Ale co on tam robił? Nie był w pracy.
Straszny z tego Dracona pracoholik. Wciąż tylko: "Muszę iść do pracy" i "Muszę iść do pracy". Nie sądzę, żeby Malfoyowie mieli takie podejście do zarabiania pieniędzy. Co innego je zarabiać, a co innego harować jak woły. To niearystokratyczne i nie Malfoyowskie. Moim zdaniem ;P
O Morgano, nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Jak on mógł? Uderzyć kobietę? Cholerny, czystokrwisty kretyn! Aghr! Ja bym mu oddała na miejscu Astorii, a co tam! Ale wcale jej się nie dziwię, że tego nie zrobiła. No była w szoku, a poza tym zawsze uważałam, że jest na to zbyt delikatna. Ale... Ach, wkurzyłam się. Broń mnie Morgano, żebym mu nie przyłożyła za to.
Stanowcza Astoria? Mnie to nie pasuje. Dla mnie zawsze była takim delikatnym kwiatkiem. A szablon piękny. XD
Pozdrawiam,
Świetny rozdział. Nie spodziewałam się tego po Draco, ale w każdym małżeństwie czasem tak bywa. Wracaj szybciutko! Czekam na kolejny rozdział. Buzia ;*
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, że na twojego bloga wpadłam jakiś miesiąc temu, na jakiejś ocenialni, a że na nazwisko Malfoy reaguje szerokim uśmiechem, nie zastanawiałam się długo nad wejściem. I cóż mogę rzec? Bardzo polubiłam twoje opowiadanie:) chociaż są rzeczy, nad którymi musiałabyś trochę popracować. Jednak najpierw to, co mi się podobało:
OdpowiedzUsuńPierwsze to będzie grafika, bo za każdym razem wita mnie piękny szablon wykonany przez Elfabę. Gratuluję konszachtów^^
Drugie to intrygujący prolog. Jest świetnie napisany.
Trzy to "Ślub" i "Boże Narodzenie" moja dwa ulubione rozdziały. Czytałam je kilka razy i nadal nie mam ich dość. Są kapitalne.
Cztery to małżeństwo Daphne i Evana, które stanowi dla mnie zagadkę.
Kochający i czuły Draco to numer pięć.
Pewnie znalazłoby się jeszcze sześć i siedem aczkolwiek nie pamiętam, co jeszcze miałam napisać, jak mi się coś kiedyś przypomni to ci na pewno napiszę :)
Teraz przeszedł czas na te niekoniecznie dobre rzeczy, ale ich jest mniej, znacznie mniej
Tak więc pierwsze co mnie denerwuje to małżeństwo Astorii i Dracona. Czy oni ze sobą w ogóle rozmawiają? Od czasu do czasu mogłabyś przytoczyć jakąś ich rozmowę. Bo tak to trochę wychodzi na to, że ich małżeństwo opiera się głównie na współżyciu...
I taka druga rzecz mniej rażąca, ale też ważna. Brakuje mi magii. Tych zaklęć, eliksirów, pojedynków, tego wszystkiego. Zdaje sobie sprawę, że to co chciałaś pokazać w swoim opowiadaniu to trudy urodzenia się w arystokratycznym rodzie i tworzenia własnej rodziny bez miłości (tak mi się wydawało po przeczytaniu prologu, uświadom mnie jeśli się myliłam^^), ale czarodzieje nie obywali się bez swoich różdżek, a u ciebie magia schodzi na drugi plan, więc czasami mam wrażenie, że to są zwykli mugole. Czasami przydałoby się jakieś zaklęcie, czy też eliksir... może jakiś magiczny sprzęt albo romantyczny Draco zabiera Astorię na randkę na miotle *.* piękna wizja... Ogólnie chodzi mi o to, żeby, co jakiś czas machnęli tymi swoimi patyczkami i szlus.
Tak pod koniec to chciałam przeprosić. Za to, że chociaż opowiadanie przeczytałam już jakiś miesiąc temu, to nie skomentowałam. Każdemu zależy na komentarzach, ale każdy kto ma trochę honoru i dumy o nie nie prosi. Tak, więc przepraszam za swoje lenistwo, bo to one jest tego powodem :]
A i proszę jeszcze o powiadamianie mnie o nowych notkach. Nie jestem pewna, czy trzeba się u ciebie gdzieś wpisać, ale zaraz to sprawdzę i jeśli tak to zrobię to w odpowiednim miejscu. Na wszelki wypadek adres zostawiam też tutaj
catherine-black.blog.onet.pl
Pozdrawiam
Piękny szablon, ta Elfaba naprawdę dobrze się spisała. Twoje opowiadanie też jest bardzo fajne i wciągnęło mnie. Astoria naprawdę była uległa i cicha. Na wszystko wszystkim pozwalała jakby własnego zdania nie miała, ale ta, którą teraz nam pokazałaś jest lepsza i mam nadzieję, że będzie częściej.
OdpowiedzUsuńDraco, choć darzę go wielką sympatią, tutaj zachowuje się jak idiota, głupek itp. Powinien więcej myśleć o własnej żonie.
Mam nadzieję, że będziesz mnie powiadamiała o nowych notkach jak i zajrzysz do mnie.
www.dziewczyna-z-gryffindoru.blog.onet.pl
Pozdrawiam
Achhh... jak zwykle świetnie :) Przez chwilę zamarłam ze strachu, że Astoria jednak się utopi i może będzie krążyć w opowiadaniu jako duch... ale ufff... Draco zdążył. :D Może teraz powinna dla zabicia czasu wziąć się za naukę pływania? :) Świnia z niego, że ją uderzył. Na jej miejscu ja bym go w ogóle do pokoju nie wpuściła. Niech idzie spać na kanapę. :D
OdpowiedzUsuńFakt, był jeden wulgaryzm ;)
Piękne i zaskakujące. Piszesz swietnie:)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to opowiadanie i chętnie czytam je jeszcze raz ale chciałam zwrócić na coś uwagę. Jedzenie jest jednym z pięciu wyjątków prawa Gampa dotyczącym transmutacji. Czyli nie można go tak wyczarować z powietrza :(
OdpowiedzUsuń