sobota, 12 maja 2012

Rozdział 7 „Złość”





„Pamiętaj, że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz.”
— Paulo Coelho.


Pewnie macie czasem takie odczucia, jak to czas stoi w miejscu, a chciałoby się go przyspieszyć. Lecz i jest na odwrót. Czas leci, a chcecie go zatrzymać. Dziwne jest to zjawisko. Nie uważacie?  Ja jednak w ostatnich chwilach czuje to drugie odczucie.  
No bo… kto by pomyślał, że jest już marzec, a nie dawno miałam wrażenie jak siedzimy z rodziną przy świątecznym stole. No i Dafne za niedługo będzie rodzić. Jeszcze dwa miesiące i mały pojawi się na świecie. Odwiedzałam moją siostrę wraz z mamą, bo ona nie mogła zbytnio chodzić. Co jak co, ale brzuch miała bardzo wielki. Byłyśmy w sypialni siostry i utrzymywaliśmy jej towarzystwo.
A jak Dafne odczuwa to, że za dwa miesiące będzie rodzić?
Jest przerażona i panikuje. Boi się porodu. Mama ją rozumie i powtarza jej, aby się jednak tak nie denerwowała.
- Może i pierwszy poród jest bardzo bolesny – mówiła jej – lecz kiedy będziesz trzymać tego szkraba w rękach, o bólu już tak nie będziesz myślała.
Dafne się uspakajała trochę tym. Nawet ja. Przecież i mnie będzie czekał pierwszy poród. Ale nie myślcie, że jestem teraz w ciąży. Nie, nie. Niestety nie.
Próbujemy to fakt, ale jakoś nie czuję się osłabiona, czy też by mi się zbierało na wymioty. Trochę to mnie jednak smuciło. Chcę bardzo zajść w ciąże, a tu nie mogę. Naprawdę już nie rozumiem tego zegara biologicznego.
Niestety w dzisiejszym dniu zostałam sama w domu wraz ze służbą.  Rodzice wyjechali do Francji, aby odwiedzić starą ciotkę Florence (siostra babci od strony taty). Nie lubiłam do niej jeździć. O wszystko mogła was się doczepić. To, że masz za duży dekolt, że źle zachowujesz się przy stole. No normalnie czysta zrzęda. To, to jest nic. Gorzej jest, kiedy odwiedzała nas z wizytą. Pięć minut nie minęło, a już skrytykowała nas i cały dom w paru zdaniach.
Rozśmieszyła mnie kiedyś opowieść mamy związane właśnie z ciotką, kiedy to jeszcze nie byłyśmy z Dafne na świecie. Wyszła na balkon, aby podlać kwiaty, a tu nagle widzi ciotkę prowadzoną przez mego ojca. Kiedy to zobaczyła… głośno krzyknęła z przerażenia, puszczając konewkę z wodą. Oczywiście ciotka to zobaczyła i usłyszała. Tata jednak uratował sytuację, mówiąc: „To tak z radości, długo cioci nie widziała”. Przypominając sobie to, od razu robi mi się przyjemnie na sercu*.
Wiadomość o tym, że muszą do niej jechać, mama się niespecjalnie ucieszyła. Lecz co mogła zrobić, kiedy ciotka tak bardzo prosiła ich o przyjazd. Pewnie musiało coś się stać. Na pewno tak było. Pewnie znów czegoś się od kogoś dowiedziała o nas i znów będzie narzekać. No ale cóż… taki człowiek.
Do Dafne też nie mogłam przyjść, ponieważ miała wizytę kontrolną u uzdrowiciela, a potem mają przyjść do niej goście. Ponoć ma się przywłaszczyć do nich starszy brat Evana Ryan wraz ze swą małżonką Serafin. Ja to się zastanawiam, jak jego brat traktuję swoją żonę. Och… Astorio… O czym ty myślisz?... Nie możesz wszystkich podejrzewać. Tak, muszę zachować spokój. Nie myśleć w ogóle o tym.  To za bardzo głęboko tkwiło w mojej głowie.
Dobra, wracam do normalnego funkcjonowania.
Sonia i także mnie nie może odwiedzić, ani ja jej. A to z tego względu, że ma jakieś egzaminy w pracowni i nie może się urwać. Ma jednak znów przyjechać na parę dni do mnie. Och, jak ja bym była ucieszona, gdyby jednak znalazła pracę tutaj i by została.
Będąc na tarasie balkonowym, patrzyłam na śliczny krajobraz. Śniegu nie było już aż tak dużo. Jedynie na nielicznych gałęziach drzew, czy też trawie. Roślinność powoli w około kwitła, wypuszczając swoje młode owoce. Łabędzie, które pływały na jeziorze tuż obok naszego lasu, swobodnie teraz mogły mknąć po wodzie. Kawałki lodu już im nie przeszkadzały.
Wpadłam na pomysł, aby pójść nad jezioro i pokarmić te łabędzie. Wyczarowałam sobie bochenek chleba i poszłam w stronę jeziora. Mogłam powiedzieć, że nieco tu było stromo. Jeden niepohamowany ruch i skutki byłyby tragiczne.
Ostrożnie więc przechadzałam się po trawniku i zsuwałam się z lekkiego urwiska delikatnie, aby nie zlecieć.  Gdy wreszcie do nich dotarłam, ukucnęłam i ręką rozdrabniałam bochenek chleba. Ptaki to wyczuły, bo od razu do mnie podpłynęły. Było ich cztery. Dwóch dorosłych i dwóch młodych. Okruszki, które im dawałam, jadły z wielkim zapałem. Piękny widok.
Powoli zbierałam się, aby iść do domu. Przechadzałam się, podziwiając roślinność oraz wsłuchując się w piękny śpiew ptaków. Przez to, niefortunnie zsuwałam się w dół. Boże, aby tylko nie zlecieć!
Niestety. Urwisko to nie wytrzymało i leciałam w dół. Krzyczałam przerażona. Nie wiedziałam czego mam się chwycić. Żadnego drzewa obok. Przeklinałam w duchu, czemu akurat tutaj nie rośnie drzewo?
Spadłam do wody z hukiem. Próbowałam machać rękami, aby nie nabrać do ust wody. Szukałam gruntu pod nogami, lecz go nie znalazłam. Ale te jezioro głębokie. Bałam się, ponieważ nie umiałam pływać. Machanie rąk wcale nie pomagało.
Nie wiem czemu, ale zrezygnowałam. Nie miałam już siły. Moje kończyny w jednej chwili odmówiły mi posłuszeństwa. Zsuwałam się na dół. Traciłam powoli wokół mnie rzeczywistość. Obraz się rozmazał. Jedyne co udało mi się zobaczyć, to jakaś czarna plama, poruszająca się w wodzie…

~~*~~

Otwierając oczy, poczułam zimny dreszcz na całym ciele. Czując wodę w ustach, wyplułam ją na ziemie. Obok mnie jakimś cudem stał mój mąż. Jego twarz była przerażona, a zarazem spokojna. A więc to była ta czarna plama. Draco płynący mi na ratunek. Osunęłam się na ziemie. Czułam jak pulsuje moje ciało od zimna.
- Już zabieram cię do domu – odezwał się. – Tam się ogrzejesz.
Wziął mnie na ręce. Oplotłam rękami jego szyję, kładąc głowę na jego torsie. Trzymał mnie mocno i szybkim krokiem powędrowaliśmy do domu.
- Spokojnie, zajmę się nią – rzekł Draco, gdy tylko zobaczył zmartwioną minę lokaja.
Szybkim pędem zaprowadził nas do naszej sypialni. Ułożył mnie wygodnie na łóżku i sam na nim usiadł.
- Musisz się rozebrać – powiedział. – Musimy ogrzać nasze ciała.
- Draco – jęknęłam – a nie lepiej użyć zaklęcia.
Spojrzał na mnie z zaskoczoną miną, przerywając rozpinanie swojej mokrej koszuli.
- Astorio – powiedział zalotnie co mnie nieco zdziwiło – wolisz bym użył zaklęcia, czy też może chcesz, abym to ja cię nieco rozgrzał póki jestem w domu?
Uśmiechnęłam się. Z trudem, ale jednak. Bo wiecie dobrze czego kobiecie potrzeba. Szczególnie, że pół dnia byłam sama w domu. Draco zrozumiał moje milczenie i zaczął do końca rozpinać guziki. Zsunął koszulę z ramion, a potem zajął się spodniami.
Powoli i ja zaczęłam rozpinać swoją białą bluzkę, lecz z trudem mi to szło. Palce mi drżały z tego zimna. Mój mąż widząc, że sobie nie radzę, pomógł mi ją rozebrać.
- Powinnaś się cała rozebrać, moja droga.
- Nie pozwalaj sobie na to teraz, Draco – wybełkotałam.
- Och, Astorio – westchnął. – To podstawy survivaru**.
Kiedy zobaczyłam, że i on jest cały nagi, postanowiłam rozebrać się już do tego końca. Przykryliśmy się kołdrą, a następnie Draco wtulił się we mnie. Poczułam od razu ciepły, lekki dreszczyk, jak jego brzuch dotknął mych pleców.  Kiedy jego dłonie i nogi oplotły się z moimi, zaczął mnie masować z góry na dół.
Czułam jak me ciało powraca do życia. Ciepły prąd wtargnął w moje wnętrze. Ogrzewało mnie. Ogrzewało całe me ciało. Mój oddech stawał się coraz płytszy.
I nagle… poczułam jak me powieki opadają.  Jak zatapiam się w ramionach Morfeusza.

~~*~~

Kiedy się obudziłam, zorientowałam się, że od wypadku minęła pełna godzina. Nie czułam już Dracona, bo go nie było już w łóżku. Czyżby udał się do ministerstwa? Zapewne tak było. Odkrywając się kołdrą, zobaczyłam, że mam na sobie moją koszulę nocną. Och, ten mój mąż. On potrafi być zaskakujący.
Musiałam się dowiedzieć, gdzie jest. Czy jeszcze jest w domu? Czy też już znikną i jak zwykle udał się do pracy? Gdy tylko znalazłam się na dole, zauważyłam naszego lokaja, który kierował kroki w moją stronę. Podeszłam więc do niego.
- Panie Worth, widział pan mojego męża?
- Tak. Jest jeszcze w jadalni i je obiad. Czy pani także przyszykować nakrycie?
- Nie, dziękuję. Nie jestem głodna.
            Chciałam już szybko zobaczyć Dracona, który siedział parę metrów ode mnie, jednak lokaj mnie jeszcze zatrzymywał.
            - Jak pani się czuję?
- W porządku.
- Niczego pani sobie nie życzy? Może zrobię ciepłej herbaty?
- Nie, nie trzeba. Ze mną już jest dobrze, panie Worth.
Opuścił mnie, a ja prawie biegnąc udałam się do jadalni. Na moje szczęście Draco właśnie skończył obiad, wycierając usta serwetką.
- Draco – zawołałam.
- O, już wstałaś Astorio. Jak się czujesz?
- Dobrze. Dzięki tobie, doszłam do siebie.
- To cieszę się, że już ci lepiej. Spokojnie teraz mogę iść do pracy.
- Nie!
Draco aż podskoczył, kiedy powiedziałam stanowcze „nie”. Jego twarz była teraz w wielkim szoku. Podeszłam do niego  i odsunęłam trochę stołu, aby móc się wcisnąć. Stanęłam naprzeciw męża, który nadal był zaskoczony.
- Nie chcę… byś szedł. Proszę, zostań ze mną – westchnęłam, po czym oparłam swoje dłonie o jego ramiona i usiadłam na nim okrakiem. Spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Nie mogę. Muszę iść – szepnął.
- Wcale nie musisz. Jeżeli chcesz iść… to zabierzesz mnie ze sobą. Nie puszczę cię.***
Przytuliłam się mocniej do niego. Po chwili usłyszałam jego głośny śmiech. Zamurowało mnie. Spojrzałam na niego, a on dalej się śmiał. O co mu chodzi?
- Czemu się śmiejesz?  - zapytałam z nutką zdenerwowania.
- Bo nigdy nie sądziłem, że mam aż tak… stanowczą żonę – mówił z uśmiechem. – Kiedy taka jesteś, bardziej zaczynam cię pożądać – gdy to mówił, oparł swe dłonie na mych kolanach. Gładził je, odsuwając mi lekko beżową sukienkę. Kiedy dotarł do mych ud i bioder, jęknęłam cichutko. – Jeśli chcesz, to… zostanę tę godzinkę dłużej w domu – westchnął, prosto do mego lewego ucha.
- Dwie godziny – teraz ja szepnęłam mu do ucha.
Uśmiechnął się znowu, lecz tym razem krótko. Ja także się uśmiechnęłam i pocałowałam delikatnie jego ucho.
- Półtorej – negocjował.
- Dobrze. Niech ci będzie.
Wstał wraz ze mną i podążyliśmy (a raczej, teleportowaliśmy się) do naszej sypialni. Mogę jedynie tyle zdradzić, że został jednak moje dwie godziny.

~~*~~

Odkąd Draco opuścił nasze wspólne małżeńskie łoże, chodzę bez celu po moim domu. Już nie wychodziłam na zewnątrz. Po dzisiejszym wypadku, nie chce się już narażać. Kto by mnie teraz uratował? Pan Worth? Wzięłam więc z naszej biblioteki książkę „Tajemnica starej farmy” i zaczęłam czytać na tarasie.
Trochę mnie to zaciekawiło, bo ta książka była mugolska.  Skąd u licha w rodzinie Malfoyów są mugolskie rzeczy? Czyżby zmienili swój pogląd?
Przeczytałam właśnie stronę owej książki, kiedy do moich uszu dobiegł trzask drzwi. Odłożyłam lekturę na bok i weszłam do środka. Zauważyłam Dracona, który był w nie najlepszym humorze.
Podeszłam do niego, lecz szybko mnie wyminął. Bez żadnego „cześć”. Żadnego pytania w stylu: „Jaki ci minął dzień?”. A co najważniejsze, żadnego czułego przywitania.
- Draco, co się stało?
- Nic! –wykrzyknął, zdejmując szybko swój krawat.
- Jak to nic? Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Jeśli coś jest nie tak, to na pewno ma cię to nie interesować. To nie twoja sprawa.
- Jak to nie moja sprawa? Jestem twoją żoną.
- Więc masz przestać zadawać pytania!
- Chyba mam prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje.
- Och, już nie bądź taka troskliwa! Nie chce żadnego pocieszenia!
- Draco, czemu ty się tak zachowujesz?
Nie odpowiedział mi. Odwrócił się ode mnie i zaczął w milczeniu rozpinać koszulę, a na jego twarzy, ciągle były wyraz złości. Podeszłam do niego wolnym krokiem i dotknęłam go delikatnie jego ramienia.
- Draco, proszę, pozwól…
- Zostaw mnie! – wrzasnął.
Tego się nie spodziewałam. Obrócił się, a jego ręka mocno dotknęła mego prawego policzka. Pod jego wpływem, upadłam na łóżko. Spojrzałam na niego zaskoczona. Był zdezorientowany. Patrzył na swe ręce tak, jakby popełnił jakąś zbrodnie. Poczochrał nimi włosy, chodząc po pokoju.
Uderzył mnie. Po raz pierwszy użył wobec mnie siły. I to z jakiego powodu. Chciałam jedynie się dowiedzieć, dlaczego jest taki zły?
Draco podszedł do mnie. Usiadł i położył dłoń na mym kolanie.
- Nie chciałem.
- Daruj sobie – rzekłam ochryple.
Odtrąciłam jego rękę, po czym odwróciłam się, idąc do drzwi balkonowych, które zamknęłam. Nie chciałam, aby ujrzał moje łzy.
Po chwili, poczułam jego oddech na ramieniu, a potem jak mnie obejmuje. Chcę go odtrącić, lecz nie potrafię. Jego dotyk powoduje u mnie zadowolenie, tak, że chce czuć jego dotyk dłoni na mej skórze. Tylko, dlaczego akurat w tej chwili? Przecież jestem na niego zła.
- Przepraszam – szepnął. – Nie chciałem tego, zapomnij o tym co się stało.
Zapomnieć? Jak można zapomnieć o czymś, co się zdarzyło kilka minut temu?
- Proszę, zapomnijmy i chodźmy do łóżka – kontynuował. – Postarajmy się wreszcie o tego naszego potomka.
Wzmianka o dziecku, mnie nieco zaskoczyła. Myślał, że tym sposobem mnie złamie. No nie powiem, trafił u mnie w czuły punkt. Pragnęłam dziecka. A mój mąż właśnie mi zaproponował, abyśmy się o nie postarali.
Zaczął mnie całować po szyi. Jego dłonie pieściły moje ramiona. Było mi tak dobrze. Dreszcz przeszedł przez moje ciało.
Zaraz, stop. Muszę to przerwać. Nie może mu to ujść płazem.
- Draco, przestań!
Tym razem ja podniosłam głos.  Odepchnęłam go niechętnie, a potem szybko wparowałam do łazienki. Wiem, że mogę tego żałować. Że straciłam ponowną okazję zbliżenia się do niego. Poczuć jego zapach ciała, kiedy jest blisko mnie. Nie mogłam jednak tak po prostu mu ulec. Nie mogę pozwolić, aby Draco ze mną teraz wygrał.
Ubrałam się w koszulę nocną, po czym wyszłam powolnym krokiem z łazienki, kierując się do łóżka. Draco już leżał. Gdy szłam, patrzył na mnie, śledząc każdy mój ruch. Położyłam się i odwróciłam się do niego plecami. Zgasiłam świecę, po czym wtuliłam się w kołdrę.
- Przepraszam – usłyszałam jeszcze w ciemności.

~~*~~

*podobna sytuacja miała miejsce z serialu „Ranczo”.
**wiem, pojechało trochę „Zmierzchem”, a dokładniej „Zaćmieniem”. Ale po prostu nie mogłam się powstrzymać;)
***pasuje chyba taka stanowcza Astoria, do kobiety z szablonu, który wykonała mi Elfaba?
          

22 komentarze:

  1. Rozdział bardzo mi się podobał. Cóż, w każdym małżeństwie są wzloty i upadki. Przedstawiłaś to idealnie. Czuły i kochający Draco... Z drugiej strony nie potrafiący panować nad złością. Dobrze, że Astoria mu nie uległa. Niech wie, że uderzenie kobiety jest niewybaczalne.
    Życzę Ci weny i tego, żeby wszystko Ci się poukładało w życiu.
    PS. Szablon jest bardzo ładny, pasuje do stanowczej Astorii z tekstu ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podobało, ta stanowcza Astoria oczywiście najbardziej, a Dracze jest niegrzeczny jak on mógł ją tak potraktować!, ale bardzo mnie ciekawi co się wydarzy dalej, a jak przeczytałam zapowiedź 8 to już nie mogę się doczekać kiedy się ona ukarze! ciekawe co się takiego stanie, że Asti bd musiała dbać o tego swojego paradoksalnego męża?. Buziaczki :) i czekam niecierpliwie i życzę i powrotu dobrego humoru i poukładania wszystkich twoich spraw:* Choć wiadomo w życiu często bywa ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest bardzo ciekawy.
    Coś mi się wydaje, że Draco i Astoria, będą mieli przez pewien czas ciche dni, zresztą wynika tak przecież z zapowiedzi, która bardzo mi się podoba.
    Ale jak on mógł ją uderzyć?!
    Przecież nic złego nie zrobiła. Dobrze, że Astoria się tak od razu nie poddała.
    Ale wydaje mi się też, że Draco żałuje tego, co zrobił. Hmm...
    Mam nadzieję, że się pogodzą (oczywiśćie nie od razu, bo Draco musi zrozumieć, co narobił) i Malfoy niegdy nie powtózy tego wyskoku, w szczególności, że Astoria po prostu się martwiła.
    Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, ten Draco... Powinien się wstydzić. Ja na miejscu Astorii postąpiłabym dokładnie tak samo. Rozdział ogólnie bardzo mi się podobał. Były jakieś tam błędy, ale to nie było nic wielkiego :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miło, że pojawił się nowy rozdział :D Nie powiem, trochę mnie zaskoczył - najpierw tak romantycznie, a później bum! i wszystko się posypało. Czekam na kolejną notkę! Pozdrawiam Arvene

    OdpowiedzUsuń
  6. Taa... Zwariowana6 września 2012 17:34

    Rozdział bardzo mi się podoba ;D Najpierw było tak pięknie, romantycznie, a później scena się zmieniła i... klapa! Jak Draco mógł się tak zachować?! Jak?! I co się właściwie stało, że był taki zdenerwowany...? No nie, i znowu trzymasz mnie w niepewności xdd ;p I co ja mam z tobą zrobić? xdd Wiem, znajdę cię i będę tak długo męczyć aż powiesz! ;D
    Najbardziej podobała mi się stanowczość Astorii... Masz rację, idealnie pasuje do tej z szablonu :)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki, aby wszystkie sprawy ci się ułożyły! ;D :****

    OdpowiedzUsuń
  7. ieszę się, że wróciłaś:) Mam też nadzieję, że szybko wyjdziesz z problemów.
    "Trudne momenty w życiu są potrzebne po to, żeby później było łatwiej" - To cytat z jednej z moich ulubionych książek, może jakoś poprawi Twoje samopoczucie:)
    No, ten rozdział zawierał sporo wątków. Przestraszyłam się, kiedy Astoria zaczęła tonąć, ale na szczęście dobrze się to ułożyło. Podobała mi się początkowa postawa Dracona, to, że poświęcił Astorii czas. Jednak strasznie mnie zirytował tym uderzeniem żony. Nie mogłam uwierzyć w to, że się do tego posunął! A na domiar złego, zaraz po tym chciał zaciągnąć ją do łóżka. To okropne.
    Na początku rozdziału wspomniałaś, że Dafne ma rodzić już za dwa miesiące, a kilka zdań potem napisałaś, że dziecko pojawi się za miesiąc. To drobna pomyłka, ale warto byłoby poprawić.
    Błędy:
    "- Astorio – powiedział zalotnie co mnie nieco zdziwiło – wolisz bym użył zaklęcia, czy też może chcesz, abym to ja cię nieco rozgrzał póki jestem w domu." - znak za pytanie na końcu
    "Patrzył na swe ręce tak, jakby popełnił jakoś zbrodnie." - jakąś zbrodnię
    "Nie chciałam, aby ujrzał mych łez." - moje łzy
    "Wzmianka o dziecku, mnie nie co zaskoczyła." - nieco
    A, no i oczywiście trudno nie zauważyć nowego szablonu. Jest ślicznie skomponowany:) Ach, Elfaba naprawdę ma talent:D
    Pozdrawiam xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekuję za dedykację :)
    Nie wiem, czy już o tym pisałam (najwyżej się powtórzę), ale szablon jest sliczny :)
    A co do notki to bardzo mi się podobała :) Normalnie serce zaczęło mi walić przy jej scenie z jeziorem. Gdy Astoria szła już w jego stronę i było wspomniane, że jest stromo, to wiedziałam, że coś wykombinuje. I stało się. Dobrze, że draco był w pobliżu, bo aż nie chcę mysleć, co mogłoby się stać. Bo przecież nikt ze służby nie wiedział, że ona tam idzie i gdyby się zorientowali na ratunek mogłoby być juz za późno.
    Muszę stwierdzić, że Draco to bydlak. W pierwszej części tej notki miałam jeszcze o nim dobre zdanie, ale potem juz się zmieniło. Przecież mógł sobie zrobić dzień wolny. Nic by mu się nie stało i ministerstwo też by się nie rozpadło. A po tym jak ją uderzył i chciał zciągnąć do łóżka i jeszcze o dziecku wspomniał, to stracił w moich oczach. Na miejscu Astorii nie wybaczyłabym mu tak łatwo. Niech się głupek z tym wszystkim męczy. A co!
    A tak jeszcze na marginesie, to jedzenia nie można wyczarować.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    [wspomnienia-severusa]

    OdpowiedzUsuń
  9. rozdział bardzo mi się podoba. Warto było czekać na takie cudo ^^ pamiętam tą scenę z "Rancza". Moja mama ogląda ten serial, a ja obserwuję go ukradkiem z mojego pokoju. Z łóżka mam świetny widok na telewizor. Draco nie powinien tak postępować z Astorią. Nie wiem co wydarzyło się w jego robocie, ale nie powinien wyładowywać frustracji na żonie. Choć na początku pomógł jej w tym jeziorze... kurczę... sama nie wiem
    Pozdrawiam i czekam na Twój powrót ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Jednak myślałem, że Draco w Twoim opowiadaniu się zmienił, a jednak wylazł z niego prawdziwy Draco. No i po co on ją uderzył?Po to tylko, że ona się o niego martwiła? To naprawdę jest świnia. Nigdy go nie lubiłem. Ja na miejscu Astorii wyprowadziłbym się.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może zacznę od tego, że z całego serca dziękuję za dedykację ;*** Rozdział naprawdę wspaniały. Tyle opisów, w tym uczuć. I podobał mi się Draco. Szczerze mówiąc, nie wiem co by się stało z Astorią, gdyby nie on... Chociaż ten kawałek o uderzeniu Astorii zepsuł trochę jego wizerunek w tym rozdziale, uważam, że wymyśliłaś ten wątek wyśmienicie! I dobrze, że Astoria nie dała nie udobruchać nawet wspomnieniem o potomku.
    A ten motyw z Zaćmienia idealnie tu pasował. Czasem dostrzegam plusy czytania tej książki (bo tworów Meyer szczerze powiedziawszy nienawidzę, choć czytałam wszystkie części sagi ;3).
    Całuję,
    Leszczyna ;***

    OdpowiedzUsuń
  12. Hejka!!! Notka jest świetna! Strasznie mnie zdezorientowało to jak Draco uderzył Astorie. Moim (skromnym) zdaniem, czarodziejowi z takiego rodu nie pasuje, bić kobiety. Cieszę się, że Astoria i Draco starają się o dziecko :>. Lecę czytać notkę na Scorpiusie!
    Ps. Przepraszam, że tak późno, ale byłam na wakacjach i nie miałam dostępu do internetu.
    Ps2. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział. Naprawdę doskonale to wszystko przedstawiłaś. Podoba mi się Draco. Raz czuły, raz drań. Pozdrawiam i życzę weny ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. W każdym rozdziale pokazujesz wrażliwą i pragnącą ciepła Astorię i trochę bałam się tego, że nie będzie umiała sprzeciwić się Draco, jednak na całe szczęście jej się to udało. Nie może pokazać, że on ma nad nią kontrolę. Mimo wszystko zastanawia mnie zachowanie Draco. Czemu wrócił taki zdenerwowany z pracy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział... po prostu świetny. Szkoda mi trochę Astorii, nie myślałam, że Draco kiedykolwiek ją uderzy. No cóż... Mimo wszystko mam nadzieję, że w następnej notce będą już pogodzeni. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Na wszechmocną Morganę! Napisałam przedwczoraj taki długi komentarz i, cholera jasna, usunął mi się. A wczoraj… Nic. Dziesięć razy próbowałam i się nie dodał. Ach ten Onet. Ach, dobra, dobra. Już jestem grzeczna.

    Astoria postąpiła nieco nierozważnie schodząc po tym zboczu. Strome zbocza są w zimie bardziej strome i nie wystarczy na nich uważać. Najlepiej omijać je szerokim łukiem. Dobrze, że Draco był w pobliżu i ją uratował. Ale co on tam robił? Nie był w pracy.

    Straszny z tego Dracona pracoholik. Wciąż tylko: "Muszę iść do pracy" i "Muszę iść do pracy". Nie sądzę, żeby Malfoyowie mieli takie podejście do zarabiania pieniędzy. Co innego je zarabiać, a co innego harować jak woły. To niearystokratyczne i nie Malfoyowskie. Moim zdaniem ;P

    O Morgano, nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Jak on mógł? Uderzyć kobietę? Cholerny, czystokrwisty kretyn! Aghr! Ja bym mu oddała na miejscu Astorii, a co tam! Ale wcale jej się nie dziwię, że tego nie zrobiła. No była w szoku, a poza tym zawsze uważałam, że jest na to zbyt delikatna. Ale... Ach, wkurzyłam się. Broń mnie Morgano, żebym mu nie przyłożyła za to.

    Stanowcza Astoria? Mnie to nie pasuje. Dla mnie zawsze była takim delikatnym kwiatkiem. A szablon piękny. XD

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział. Nie spodziewałam się tego po Draco, ale w każdym małżeństwie czasem tak bywa. Wracaj szybciutko! Czekam na kolejny rozdział. Buzia ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. Zacznę od tego, że na twojego bloga wpadłam jakiś miesiąc temu, na jakiejś ocenialni, a że na nazwisko Malfoy reaguje szerokim uśmiechem, nie zastanawiałam się długo nad wejściem. I cóż mogę rzec? Bardzo polubiłam twoje opowiadanie:) chociaż są rzeczy, nad którymi musiałabyś trochę popracować. Jednak najpierw to, co mi się podobało:
    Pierwsze to będzie grafika, bo za każdym razem wita mnie piękny szablon wykonany przez Elfabę. Gratuluję konszachtów^^
    Drugie to intrygujący prolog. Jest świetnie napisany.
    Trzy to "Ślub" i "Boże Narodzenie" moja dwa ulubione rozdziały. Czytałam je kilka razy i nadal nie mam ich dość. Są kapitalne.
    Cztery to małżeństwo Daphne i Evana, które stanowi dla mnie zagadkę.
    Kochający i czuły Draco to numer pięć.
    Pewnie znalazłoby się jeszcze sześć i siedem aczkolwiek nie pamiętam, co jeszcze miałam napisać, jak mi się coś kiedyś przypomni to ci na pewno napiszę :)
    Teraz przeszedł czas na te niekoniecznie dobre rzeczy, ale ich jest mniej, znacznie mniej
    Tak więc pierwsze co mnie denerwuje to małżeństwo Astorii i Dracona. Czy oni ze sobą w ogóle rozmawiają? Od czasu do czasu mogłabyś przytoczyć jakąś ich rozmowę. Bo tak to trochę wychodzi na to, że ich małżeństwo opiera się głównie na współżyciu...
    I taka druga rzecz mniej rażąca, ale też ważna. Brakuje mi magii. Tych zaklęć, eliksirów, pojedynków, tego wszystkiego. Zdaje sobie sprawę, że to co chciałaś pokazać w swoim opowiadaniu to trudy urodzenia się w arystokratycznym rodzie i tworzenia własnej rodziny bez miłości (tak mi się wydawało po przeczytaniu prologu, uświadom mnie jeśli się myliłam^^), ale czarodzieje nie obywali się bez swoich różdżek, a u ciebie magia schodzi na drugi plan, więc czasami mam wrażenie, że to są zwykli mugole. Czasami przydałoby się jakieś zaklęcie, czy też eliksir... może jakiś magiczny sprzęt albo romantyczny Draco zabiera Astorię na randkę na miotle *.* piękna wizja... Ogólnie chodzi mi o to, żeby, co jakiś czas machnęli tymi swoimi patyczkami i szlus.
    Tak pod koniec to chciałam przeprosić. Za to, że chociaż opowiadanie przeczytałam już jakiś miesiąc temu, to nie skomentowałam. Każdemu zależy na komentarzach, ale każdy kto ma trochę honoru i dumy o nie nie prosi. Tak, więc przepraszam za swoje lenistwo, bo to one jest tego powodem :]
    A i proszę jeszcze o powiadamianie mnie o nowych notkach. Nie jestem pewna, czy trzeba się u ciebie gdzieś wpisać, ale zaraz to sprawdzę i jeśli tak to zrobię to w odpowiednim miejscu. Na wszelki wypadek adres zostawiam też tutaj
    catherine-black.blog.onet.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękny szablon, ta Elfaba naprawdę dobrze się spisała. Twoje opowiadanie też jest bardzo fajne i wciągnęło mnie. Astoria naprawdę była uległa i cicha. Na wszystko wszystkim pozwalała jakby własnego zdania nie miała, ale ta, którą teraz nam pokazałaś jest lepsza i mam nadzieję, że będzie częściej.
    Draco, choć darzę go wielką sympatią, tutaj zachowuje się jak idiota, głupek itp. Powinien więcej myśleć o własnej żonie.
    Mam nadzieję, że będziesz mnie powiadamiała o nowych notkach jak i zajrzysz do mnie.
    www.dziewczyna-z-gryffindoru.blog.onet.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Achhh... jak zwykle świetnie :) Przez chwilę zamarłam ze strachu, że Astoria jednak się utopi i może będzie krążyć w opowiadaniu jako duch... ale ufff... Draco zdążył. :D Może teraz powinna dla zabicia czasu wziąć się za naukę pływania? :) Świnia z niego, że ją uderzył. Na jej miejscu ja bym go w ogóle do pokoju nie wpuściła. Niech idzie spać na kanapę. :D

    Fakt, był jeden wulgaryzm ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękne i zaskakujące. Piszesz swietnie:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam to opowiadanie i chętnie czytam je jeszcze raz ale chciałam zwrócić na coś uwagę. Jedzenie jest jednym z pięciu wyjątków prawa Gampa dotyczącym transmutacji. Czyli nie można go tak wyczarować z powietrza :(

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy