„Tam,
gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba.”
-
Algernon Charles Swinburne
Strach
opanował całe moje ciało, a dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa.
Płonęłam w środku, czując narastający ból, który mną zawładnął. Przy swoim boku
poczułam moją mamę oraz teściową, mówiły mi ciągle, abym oddychała głęboko.
Robiłam to, co kazały, lecz boleść, jaką czułam, była nie do zniesienia.
Rodziłam, a ja cały czas byłam przerażona. To nie mogło teraz się stać. To
jeszcze za wcześnie. Termin porodu miał być za dwa tygodnie, tak więc dlaczego
odchodziły mi wody? Dlaczego pytam?!
Och,
skarbie, ale wybrałeś sobie moment. Nie mogłeś te dwa tygodnie zaczekać.
Moje matki także były w ogromniej panice,
co mi bardzo nie pomagało. Musiałam głęboko oddychać i nie myśleć o nasilającym
bólu. Mama oznajmiła Narcyzie, że zabiera mnie szybko do Munga, natomiast potem
usłyszałam, że moja teściowa pójdzie zawiadomić Dracona. Och, tak, potrzebowałam
go mieć przy sobie. Potrzebowałam także matki, która teraz mnie podtrzymywała.
Jak to dobrze, że akurat dzisiaj przyszła na herbatę wraz z Narcyzą. Już
nie chciałam myśleć, co by to było, gdyby nie przyszły. Musiałabym liczyć wtedy
na służbę.
Nawet nie wiedziałam kiedy, a już
znalazłam się w szpitalu. Wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam jedynie
ból, ból, i tylko ból. Wszystko się we mnie gotowało. Jakaś obca ręka dotknęła mojego
ramienia oraz zaprowadziła do sali, kładąc na łóżko.
- Musi pani wyjść, zajmiemy się pańską
córką – zwróciła się do mojej matki.
Nie, tylko nie to. Nie chcę tu być sama!
Chciałam, aby moja mama była tutaj ze mną, trzymała za rękę! Przecież tak
bardzo się boję. Wierciłam się w tym łóżku, jak jakaś opętana. Czułam w środku
fale gorąca; myślałam, że zaraz zamienię się w ogień i pozostanie ze mnie
popiół niczym feniks.
- Spokojnie, niech pani głęboko oddycha –
słyszałam ją nad moim uchem.
A co ja do cholery robię?! Śpię?! Byłam w
okropnym amoku i nie mogłam wydobyć z siebie słowa, aby powiedzieć jej, że mam
gdzieś jej rady. Chciałam mieć tu kogoś bliskiego, a ona, ta asystentka
uzdrowiciela, pozbawiła mnie mojej matki, którą tak bardzo potrzebowałam w tej
właśnie chwili.
Mała istotka pragnęła już wyjść z mojego
łona. Pragnęła pooddychać świeżym powietrzem. Rozszerzyłam więc bardziej nogi i
zaczęłam przeć, pomimo tego, że ta kobieta mi tego stanowczo zabraniała. Ale co
ona mogła wiedzieć, co w danej chwili przeżywałam? Łatwo było jej mówić: „Tylko
nie przyj”, skoro mój synek pragnął tego.
Wreszcie wszedł do pomieszczenia pan
Dowson i kazał mi od razu przeć. Nie musiał mi tego mówić, bo moje ciało
wiedziało, co ma robić. Zacisnęłam mocno zęby i zrobiłam to, na ile miałam na
to siły. Bolało strasznie, lecz chciałam za wszelką cenę mieć to za sobą.
Lecz ból trwał i trwał i nie chciał się
skończyć. Nie mogłam tego dłużej znieść. Uzdrowiciel kazał mi się nie poddawać
i cały czas mówił, abym raz jeszcze mocno spróbowała. A gdy powiedział mi, że
widział już główkę, to tym bardziej napięłam mięśnie i z całych sił chciałam go
stamtąd wydostać.
Jeszcze raz poczułam ten okropny ból.
Jeszcze raz przeszył mnie ten sam strach.
Chwilę potem poczułam ulgę, ale coś mi tu
nie pasowało. Widziałam zamglonymi oczami, jak kobieta niesie moje dziecko.
Lecz czemu on nie płakał? Dlaczego nie słyszałam jego płaczu? Obezwładniła mnie
ogromna panika o moje maleństwo.
- Dlaczego on nie płacze? – wydusiłam
zrozpaczona, czując łzy na policzkach.
- Spokojnie – usłyszałam Dowsona. – Już
zajmujemy się twoim dzieckiem.
Byłam okropnie wyczerpana. Prosiłam ich,
aby dali moje dziecko, aby mogła go przytulić, lecz Dowson powiedział mi, żebym
teraz odpoczywała i wypiła eliksir, po którym miałam się poczuć lepiej. O tym
marzyłam, więc bez zastanowienia upiłam łyk wywaru, a następnie drugi łyk i
trzeci.
A potem nastała całkowita ciemność.
~~~~*****~~~~
Draco siedział w sali konferencyjnej, w
którym odbywały się główne narady posiedzenia związane z Kupnem i Sprzedażą na
Rynku Czarodziejskim. Odkąd wprowadzili na rynek nowy model miotły – Błyskawicę
2000 – sprzedaż tego produktu wzrosła o sześćdziesiąt procent, co dawało firmie
niesamowite zyski i odrobili straty, które ponieśli w zaszłym roku. Wszystko
szło na dobrej drodze.
Czasami takie posiedzenia Dracona
nudziły, bo zwykle jakiś czarodziej wychodził na środek, głównie był nim jego
ojciec lub Nestor, i podawał wszystkie wytyczne rozwoju firmy. Jakie produkty
sprzedawały się najmniej, jakie produkty najwięcej.
Blondyn już praktycznie zasypiał, jak tu
nagle do pomieszczenia wparowała jego matka. Ożywił się, ponieważ po raz
pierwszy, od czasu zakończenia wojny, widział ją taką zdenerwowaną oraz zdyszaną.
Ich sekretarka przepraszała, że nie powstrzymała ją, że robiła co mogła. Dracona
zastanawiało, co też mogło się stać.
- Draco – wydyszała, spoglądając na
niego. – Astoria zaczęła rodzić.
Gdy to usłyszał, nie mógł w to wszystko
uwierzyć. Przecież doskonale wiedział, że termin był dopiero za dwa tygodnie.
Ale gdy widział te zdezorientowane oczy jego rodzicieli, zdał sobie tą sprawę,
że mówiła całą prawdę, że Astoria naprawdę zaczynała rodzić, że lada moment
zostanie ojcem.
Nie wiele już myśląc, wstał szybko od
stołu i wybiegł z sali niczym ta Błyskawica 2000. Nie przejmował się tym, że
właśnie opuścił stanowisko pracy. Chciał być przy swojej żonie, chciał zobaczyć
swojego syna, nawet nie przejmował się tym, że tuż za nim biegła jego matka.
Kominkiem szybko udał się do szpitala. Parę minut mu zeszło, zanim zauważył na
korytarzu jego teściową, która chodziła w tę i z powrotem.
- I jak? – wydusił, patrząc na Tamarę.
- Wciąż rodzi – powiedziała zdenerwowana.
– Kobieta mnie z sali wyrzuciła. Myślałam, że jej oczy wydrapię. Przecież
jestem jej matką, potrzebuje mnie.
Draco oddychał głęboko, i tak jak matka
Astorii, zaczął chodzić w tą i z powrotem. Czas dłużył mu się miłosiernie.
Wyczekiwał, aż ktoś wreszcie otworzy te cholerne drzwi i powie mu, że może już
tam wejść. Panikował… ogromnie panikował. Po raz pierwszy czuł się taki słaby,
że ogarnął go strach.
Gdy tylko otworzyły się drzwi, Draco natychmiast
podszedł do Dowsona.
- I co z moją żoną? – spytał. – Co z
dzieckiem?
- Spokojnie, panie Malfoy, wszystko jest
już w porządku. Ma pan zdrowego syna. Przez chwilę nie oddychał, lecz
opanowaliśmy sytuację. Pańska żona miała wyczerpujący poród, więc dałem jej
eliksir Słodkiego Snu, aby cały ból przespała.
- A czy możemy wyjść? – zapytał mężczyznę.
- Tak, śmiało.
Szybko wyminął uzdrowiciela i wszedł do
pomieszczenia. Na łóżku zobaczył śpiącą
Astorię, gdzie przykryta była białym materiałem. Usiadł na krzesełku i ujął dłoń
czarnowłosej, całując lekko jej wierzch. Tak wiele musiała poświęcić, aby
wydobyć ze swojego drobnego ciała malutką istotkę. Tamara i Narcyza stanęły po
drugiej stronie. Matka jego żony usiadła na skraju łóżka, po czym pogłaskała ją
po głowie.
Wkrótce do środka weszła kobieta o blond
włosach, która niosła na rękach małe zawiniątko. Zbliżyła się do niego i
chciała mu go dać. Draco bał się, że może coś mu zrobić, lecz jego matka
oznajmiła mu, że nic złego się nie stanie.
Wyciągnął powoli ręce, a po chwili poczuł
w swoich ramionach drobną istotkę. Zobaczył po raz pierwszy swojego syna. Mimo
iż jego oczęta były zamknięte, to miał wrażenie, że patrzył prosto na niego.
Jedno spojrzenie na małego, a Draco już wiedział, że się w nim zakochał. Kochał
tego malca. Za jego różane policzki, za jasne włoski, za jego kruchość i
bezbronność.
- Cześć, synku, mój mały mężczyzno –
przywitał się, uśmiechając się szeroko w stronę brzdąca. – Witaj na świecie,
Scorpiusie.
Odkąd dowiedział się, że to będzie syn,
zaczął się intensywnie zastanawiać nad imieniem. Przeglądał różne książki, aby
poszukać coś sensownego. Nieraz to nawet
robił na tych nudnych posiedzeniach, z którego właśnie uciekł, aby teraz tutaj
być. Długo szukał, aż trafił w odpowiednie imię, które będzie godne w rodzinnym
drzewie genealogicznym. Scorpius Malfoy – pasuje idealnie.
- Draconie, czy ty…
- Tak, mamo – odezwał się, patrząc swojej
rodzicielce w oczy. – Wasz wnuk będzie się nazywał Scorpius – odparł, po czym
ponownie spojrzał na małego.
Blondyn był tak nim zachwycony, że
chciałby go trzymać w ramionach już na zawsze. Jego słodka minka i lekkie
gaworzenie sprawiły, że jego lodowate serce, które topiło się z dnia na dzień,
całkowicie się rozmroziło i był przepełniony gorącym uczuciem do tego małego
człowieczka, leżącego na jego ramionach tak zupełnie bezbronny. Obiecał sobie,
że będzie go kochał. Będzie chciał istnieć w życiu tego malca. Będzie
najlepszym przyjacielem. Nigdy w życiu go od siebie nie odtrąci.
~~~~*****~~~~
Wracała moja rzeczywistość. Słyszałam
stłumione szepty, lecz nie potrafiłam ich rozszyfrować. Starałam się otworzyć
moje zapadnięte oczy, aby zobaczyć, co się dzieje. Byłam wyczerpana, nie miałam
siły, czułam się tak, jakby ktoś wyssał z mojego ciała całą energię życia. Mimo
wszystko zaczęłam walkę ze słabością. Chciałam za wszelką cenę być całkowicie
przytomna, bo zdawało mi, że słyszałam Dracona.
Moje powieki otworzyły się, a przed sobą
zobaczyłam mojego męża, jak trzymał na rękach małe zawiniątko, uśmiechał się do
niego. Zdobyłam się na ten sam gest i westchnęłam leciutko. Gdy patrzyłam na
ten ładny obrazek, zaczęłam nabierać siły.
- Kochanie, obudziłaś się – usłyszałam
głos matki. Odwróciłam lekko głowę w lewą stronę i uśmiechnęłam się do niej.
Mój wzrok ponownie spoczął na mojego męża. Uśmiechnął się do mnie i bez słów
podał mi nasze dziecko.
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
Zobaczyłam mojego małego synka. Patrzyłam na jego jasne włoski, na jego
zaróżowione policzki. Był taki maleńki, kruchy, bezbronny. Uśmiechnęłam się, a
w moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. Wreszcie trzymałam go w ramionach.
Wreszcie mogłam poczuć jego ciepłą skórę. Wreszcie na niego spojrzałam. Draco
usiadł obok mnie i otoczył ramieniem, pocałował moje włosy oraz zbliżył swoją
głowę do mojej. Czułam teraz ich oboje. Moich dwóch mężczyzn.
- Astorio – odezwał się Draco. –
Przywitaj się z naszym synem, Scorpiusem.
Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się
do mnie pogodnie. Nie sądziłam, że będzie zastanawiał się nad imieniem dla
naszego dziecka. Nie miałam już dla niego siły, ciągle mnie zaskakiwał, a ja
nawet nie wiedziałam, jak na to wszystko reagować.
- Witaj, Scorpiusie - wydusiłam, głaszcząc go po główce. Podobało
mi się to imię. Było takie niezwykłe i nieskazitelne.
Wpatrywałam się w mojego syna tak długo,
że aż przyszła pora karmienia małego. Moja mama pomogła mi się z tym wszystkim
uporać. Odkryła moją lewą pierś, a ja powoli zbliżyłam malucha do siebie. Kiedy
poczułam, jak zacisną dziąsłami mój sutek, zadrżałam. Ssał pokarm, a ja czułam
się, jakby ktoś w moje ciało wbijał miliony igieł.
- Przyzwyczaisz się do tego, córeczko –
rzekła z uśmiechem mama. Pewnie wyczuła u mnie ten mały dreszcz, który po mnie
przeszedł. – Czujesz lekkie drżenie, kiedy tak cię ściska dziąsłami, lecz
przywykniesz po jakimś czasie.
Patrząc teraz na małego, zapominałam
powoli o moim bólu i zmęczeniu. Ogarnęła mnie teraz fala gorącego uczucia,
które płynęło z mojego serca. Czułam się szczęśliwa, widząc, jak Scorpius, mój
mały syneczek, zaczął żyć, zaczął oddychać.
- Draconie, musisz teraz pomyśleć o
pokoiku dla Scorpiusa? – zwróciła się do niego Narcyza.
- Pokój – rzekł zdezorientowany, po czym
popatrzył w moją stronę.
- Nie patrz tak na mnie – żachnęłam. – Ja
rodzeniem byłam zajęta.
- Ta ja… lecę – rzekł szybko. Pocałował
mnie w czoło, małego pogłaskał po główce, pożegnał się i wybiegł z sali.
Byłam już to ciekawa, co takiego wymyśli
z tym pokoikiem dla naszego syna. Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę z małym
do naszego domu. Spojrzałam na mojego synka, który pochłaniał pokarm z mojego
ciała.
Mój
mały Scorpiusie, witaj na świecie.
~~*~~
Sama nawet nie wiem, co myśleć na temat tego rozdziału. Bardzo ciężko mi się go pisało, bo musiałam wcielić się w myśli kobiety, która rodziła, a ja nigdy tego nie doświadczyłam (i nigdy nie doświadczę). Sugerowałam się tutaj opowieściami mojej mamy oraz moich koleżanek na ten temat, dodając jeszcze uczucie karmienia malucha. Zdecydowanie końcówka już bardziej mi się podoba. No i tak oto mały Scorpius pojawił się na świecie. I jeśli ktoś chciałby poznać go jako nastolatka, to zapraszam <tutaj>
I taka wiadomość dla Was, kochani. Notki teraz będą pojawiać się co dwa tygodnie w piątki, z tego względu, że chciałabym już jak najszybciej zakończyć to opowiadanie potterowskie. W planach mam nowe opowiadanie, moje opowiadanie; jeśli ktoś byłby zainteresowany o czym będzie, zapraszam <tutaj>
A ja już się denerwuję następnym semestrem. Za niedługo mam pierwszy zjazd, a jeszcze planu nie mam, to bardzo wkurzające. I praktyki zaczynam w marcu; miałam zacząć w lutym, lecz pewne nieprzewidziane okoliczności zmieniły termin odbycia moich praktyk na kopalni.
Pozdrawiam serdecznie:*
Mały Malfoy jest na świecie. Urocze. Rozumiem, że ten rozdział był dla Ciebie trudny i to dało się w jakiś sposób odczuć w trakcie czytania, ale przecież nie wszystko musi iść nam miło, łatwo i przyjemnie. Cieszę się, że Draco pokochał swojego małego synka i mam nadzieję, że będzie dla niego lepszym ojcem niż Lucjusz dla niego.
OdpowiedzUsuńJa już dodałam opowiadanie do odpowiedniego folderu i czekam na pierwszy rozdział. Gdy czytałam opis historii to podobny wątek miał miejsce w serialu "Na Wspólnej" - nie oglądam, ale babcia tak i w różnych kolorowych gazetach zdradzali tajemnice co będzie dalej.
Pozdrawiam, Lady Spark
Tak, kojarzę, że coś podobnego też było w tym serialu. Za specjalnie go nie oglądam, bo jakoś teraz czasu nie mam, a wszelkie wiadomości także dowiaduje się z gazet^^ Mi to jakoś wpadło znienacka podczas oglądania Chirurgów, no i też skojarzyłam film o podobnym motywie, i tak to powstało^^ Pozdrawiam.
UsuńMam nadzieję, że jeszcze mogę tu zaglądać bez obaw, że zostanę zjedzona wzrokiem. Przepraszam, że nie było mnie, ale musiałam uporządkować prywatne sprawy.
OdpowiedzUsuńOczywiście rozdział jak zawsze podobał mi się. Myślę, że bardzo wiarygodnie oddałaś chwilę porodu i karmienia.( No i nigdy nie mów nigdy, chyba, że po prostu nie chcesz, lub nie możesz, nie wnikam głębiej)
Mam nadzieję, że Draco będzie taki, jaki sobie obiecał. Tak czy siak, raczej z pewnością będzie lepszy od Lucjusza.
Cieszę się, że postanowiłaś dodawać notki częściej :)
Życzę dużo weny na nowe opowiadanie i pozdrawiam ciepło ;*
Mieć może mogę, nie wiadomo... po prostu nie chcę mieć dziecka, za duża odpowiedzialność i w ogóle jakoś zraziłam się ostatnio, widząc moich małoletnich kuzynów, masakra. Nie wyobrażam siebie jako matki w przyszłości.
UsuńI nie gniewam się, jesteś zawsze tu mile widziana, kiedy tylko chcesz. Rozumiem, że są sprawy ważne i sprawy najważniejsze;) Dzięki za znaleziony dla mnie czas:*
Witaj :)
OdpowiedzUsuńBardzo podobał mi się ten rozdział, został opisany bardzo dokładnie z najmniejszymi szczegółami. Miło ze strony Dracona, że tak szybko wybiegł z pracy i stawił się w szpitalu. Nie miałam wątpliwości do tego, że to będzie chłopczyk oraz, że będzie nazywał się Scorpius ^^
Nawet, według mnie, nie dało się dostrzec tego, że miałaś chwilę wahania przy pisaniu tego rozdziału. Naprawdę, został bardzo płynnie napisany i ze wszystkich rozdziałów, ten wywarł na mnie największe wrażenie.
Pozdrawiam serdecznie,
Liley
Scorpius wreszcie pojawił się na świecie :) Czekałam na to, odkąd napisałaś, że Astoria po raz kolejny jest w ciąży. A co do rozdziału, to jest on dobrze napisany. Świetnie opisałaś ciężkie chwile, jakimi są poród i karmienie. Gdy czytałam końcówkę rozdziału, zrobiło mi się szkoda Draco. Wyrwał się z ministerstwa, byleby tylko móc zobaczyć żonę i synka, potrzymał Scorpiusa chwilkę na rękach, a już Narcyza przypomniała mu o pokoju dla dziecka i musiał wracać do domu, nie mogąc dłużej nacieszyć się narodzinami swojego dziecka. Mam nadzieję, że się za to na mnie nie obrazisz, ale według mnie w Twoim opowiadaniu Narcyza jest bardzo nietaktowną osobą. Chyba że to jest celowe ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały :*
Cieszę się, że postanowiłaś dodawać rozdziały co dwa tygodnie, bo wcześniej trochę się zdziwiłam, że mimo iż masz wszystko napisane, to chcesz to tak rozciągać w czasie.
OdpowiedzUsuńOpisy porodu na pewno do łatwych nie należą, ale dobrze sobie z nimi poradziłaś i ogólny odbiór jest przyjemny.
Ale normalnie tej uzdrowicielce to bym w twarz dała. Gdyby jeszcze nie chciała wpuścić Draco, to bym zrozumiała, ale matki?! Kobiecie zawsze przyda się wsparcie drugiej, bliskiej kobiety.
Moim zdaniem Draco już na tym etapie jest inny niż Lucjusz i nie będzie takim samym ojcem. Przede wszystkim wojna go tak odmieniła.
Pozdrawiam serdecznie :)
Chciałam to rozszerzyć w czasie, by mieć drugą rocznice (wiem, głupie myślenie, lecz Bonus idealnie by się wpasował w urodziny), ale mając w głowie nowy pomysł na swoje własne opowiadanie, doszłam do wniosku, że nie warto tak długo czekać. Zakończę tego bloga i skupię się na kolejnym:)
UsuńA mi się ten rozdział bardzo podobał, serio ^^. Nie mam się do czego przyczepić, co mnie cieszy ;). Naprawdę wiarygodnie opisana scena porodu, wyszła bardzo realistycznie. Ciekawa byłam, jak opiszesz przyjście Scorpiusa na świat, czy może pominiesz to i od razu przejdziesz do momentu, gdy już jest na świecie, ale cieszę się, że jednak zdecydowałaś się to opisać dokładniej. Oddałaś też dobrze emocje Astorii w takiej chwili. Miło też ze strony Malfoya, że rzucił wszystko i zjawił się przy swojej żonie. Musiał ją naprawdę kochać, ale cieszę się, że pokazujesz go jako troskliwego męża i teraz także ojca, a nie jako zimnego drania, który niczym i nikim się nie interesuje. Wolę taki bardziej pozytywny obraz tej postaci.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa, jak potoczą się dalej ich losy, i jak będą wyglądać ich początki jako rodziców. Na pewno nie będzie łatwo, ale dobrze, że są szczęśliwi.
W sumie trochę szkoda, że już wkrótce kończysz. Bo tajemnice z Manhattanu też zamierzasz wkrótce skończyć :(. No, ale będę cię odwiedzać na Scorpiusie ^^.
Opisanie porodu, tym bardziej jeśli samemu się go nie doświadczyło, musi być naprawdę bardzo trudne. Ja sama nie wyobrażam sobie, abym mogła choć podejść do próby napisania takiego wątku xd Ale tobie wyszło to naprawdę dobrze! :) Całe te emocje Astorii, jej strach, obawa, niepewność... To wszystko wyszło ci rewelacyjnie :3 Jak to dobrze, że Draco, mając takie ojca jakim był okropny, oziębły Lucjusz, sam jest pełen ciepła i empatii. Widać, jak bardzo pokochał małego Scorpiusa, jak tylko go zobaczył. Jak bardzo zależy mu na żonie i na tym, aby stworzyć prawdziwy dom z dobrą atmosferą. I mam nadzieję, że mu się to uda :)
OdpowiedzUsuńAch, nigdy nie mów nigdy ^^ Być może pewnego dnia i ty znajdziesz się na miejscu Astorii :3 Dzieci są przesłodkie <3 Moja bratanica pobija wszelkie rekordy xd Doprawdy nie wiem za kim ona jest taka niegrzeczna xd Przykładowo do mojej babci, a swojej prababci powiedziała ostatnio "posuń się, stara kobieto" ;p Myślałam, że tam polegnę ze śmiechu :D
Ściskam,
uf, uf, uf... dotarłam! jesteś pierwszą osobą, której nadrabiam zaległości. Dlaczego? Cóż, odpowiedź jest prosta. Nie pamiętam czasów, kiedy nie komentowałaś moich opowiadań. Naprawdę mam wrażenie, że byłaś zawsze. Hm?
OdpowiedzUsuńDo rzeczy. Trochę się wydarzyło. Mamy naszego małego Scorpiego. Opis porodu był całkiem zgrabny. Podziwiam Cię za odwagę, ja w alternatywie Ginevry subtelnie to pominęłam. To znaczy miałam napisaną tą scenę, ale w czasie korekty uznałam, że wolę nie pisać o czymś o czym nie mam zielonego pojęcia.
Widać, że Draco jest szczęśliwy z narodzin syna i cieszę się, że ma takie, a nie inne podejście odnośnie ojcowskiej miłości. Jednak trochę mnie zabolało to, że w stosunku do Astorii nadal nie jest taki, jaki powinien. Mam nadzieję, że teraz to sie zmieni.
Praktyki powiadasz? Wow. Do moich jeszcze trochę. Nie chcę nawet o tym myśleć. A co do nowego opowiadania, kiedy już zaczniesz, możesz się mnie na nim spodziewać.
Pozdrawiam :)
Możliwe, że chyba byłam zawsze^^ Nie licząc tego, że na Ginevrze pojawiłam się dość później;)
UsuńNie wiem, jak to będzie u Ciebie, gdzie je będziesz odbywać, lecz myślę, że nie ma się bać. Już jestem po pierwszych i nawet wspominam dobrze te dni:) Jestem już ciekawa jakie będą na kopalni^^
Tak, domyślam się, że pisanie z perspektywy rodzącej nie jest łatwe, kiedy się samemu nie rodziło :P Ale myślę, że sobie dobrze poradziłaś. Zwłaszcza początek, kiedy był opis cierpiącej Astorii, zrobił na mnie wrażenie.
OdpowiedzUsuńW tym rozdziale niemal namacalnie czuć radość, jaką daje dziecko i czułość jego rodziców. Aż mi się serce ścisnęło, kiedy czytałam o reakcji Dracona i Astorii ;)
Trochę mnie tylko zaskoczyło, że to Draco wybrał imię dla dziecka, nie uzgadniając go z żoną. No chyba że to taka tradycja czy coś ;)
Och, Draco...przesłodki był w tym rozdziale. Zwłaszcza przy wzmiance o pokoiku dla dziecka <3 Pod wpływem żony i synka naprawdę z drania zmienił się we wspaniałego mężczyznę. Podziwiam Cię za to, jak ładnie opisałaś jego metamorfozę.
Pozdrawiam ^^
Domyślam się, że nie było łatwo napisać o czymś, czego nigdy się nie doświadczyło. Ale podołałaś temu świetnie :) Jestem pod wrażeniem emocji, które świetnie opisałaś. No i Draco trzymający Scorpiusa. To musiał być rozczulający widok ;)
OdpowiedzUsuń