piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 24 „Scorpius”




„Tam, gdzie nie ma dzieci, bra­kuje nieba.”
- Algernon Charles Swinburne




Strach opanował całe moje ciało, a dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa. Płonęłam w środku, czując narastający ból, który mną zawładnął. Przy swoim boku poczułam moją mamę oraz teściową, mówiły mi ciągle, abym oddychała głęboko. Robiłam to, co kazały, lecz boleść, jaką czułam, była nie do zniesienia. Rodziłam, a ja cały czas byłam przerażona. To nie mogło teraz się stać. To jeszcze za wcześnie. Termin porodu miał być za dwa tygodnie, tak więc dlaczego odchodziły mi wody? Dlaczego pytam?!

Och, skarbie, ale wybrałeś sobie moment. Nie mogłeś te dwa tygodnie zaczekać.

Moje matki także były w ogromniej panice, co mi bardzo nie pomagało. Musiałam głęboko oddychać i nie myśleć o nasilającym bólu. Mama oznajmiła Narcyzie, że zabiera mnie szybko do Munga, natomiast potem usłyszałam, że moja teściowa pójdzie zawiadomić Dracona. Och, tak, potrzebowałam go mieć przy sobie. Potrzebowałam także matki, która teraz mnie podtrzymywała. Jak to dobrze, że akurat dzisiaj przyszła na herbatę wraz z Narcyzą. Już nie chciałam myśleć, co by to było, gdyby nie przyszły. Musiałabym liczyć wtedy na służbę.  
Nawet nie wiedziałam kiedy, a już znalazłam się w szpitalu. Wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam jedynie ból, ból, i tylko ból. Wszystko się we mnie gotowało. Jakaś obca ręka dotknęła mojego ramienia oraz zaprowadziła do sali, kładąc na łóżko.
- Musi pani wyjść, zajmiemy się pańską córką – zwróciła się do mojej matki.
Nie, tylko nie to. Nie chcę tu być sama! Chciałam, aby moja mama była tutaj ze mną, trzymała za rękę! Przecież tak bardzo się boję. Wierciłam się w tym łóżku, jak jakaś opętana. Czułam w środku fale gorąca; myślałam, że zaraz zamienię się w ogień i pozostanie ze mnie popiół niczym feniks.  
- Spokojnie, niech pani głęboko oddycha – słyszałam ją nad moim uchem.
A co ja do cholery robię?! Śpię?! Byłam w okropnym amoku i nie mogłam wydobyć z siebie słowa, aby powiedzieć jej, że mam gdzieś jej rady. Chciałam mieć tu kogoś bliskiego, a ona, ta asystentka uzdrowiciela, pozbawiła mnie mojej matki, którą tak bardzo potrzebowałam w tej właśnie chwili.
Mała istotka pragnęła już wyjść z mojego łona. Pragnęła pooddychać świeżym powietrzem. Rozszerzyłam więc bardziej nogi i zaczęłam przeć, pomimo tego, że ta kobieta mi tego stanowczo zabraniała. Ale co ona mogła wiedzieć, co w danej chwili przeżywałam? Łatwo było jej mówić: „Tylko nie przyj”, skoro mój synek pragnął tego.
Wreszcie wszedł do pomieszczenia pan Dowson i kazał mi od razu przeć. Nie musiał mi tego mówić, bo moje ciało wiedziało, co ma robić. Zacisnęłam mocno zęby i zrobiłam to, na ile miałam na to siły. Bolało strasznie, lecz chciałam za wszelką cenę mieć to za sobą.
Lecz ból trwał i trwał i nie chciał się skończyć. Nie mogłam tego dłużej znieść. Uzdrowiciel kazał mi się nie poddawać i cały czas mówił, abym raz jeszcze mocno spróbowała. A gdy powiedział mi, że widział już główkę, to tym bardziej napięłam mięśnie i z całych sił chciałam go stamtąd wydostać.  
Jeszcze raz poczułam ten okropny ból.
Jeszcze raz przeszył mnie ten sam strach.
Chwilę potem poczułam ulgę, ale coś mi tu nie pasowało. Widziałam zamglonymi oczami, jak kobieta niesie moje dziecko. Lecz czemu on nie płakał? Dlaczego nie słyszałam jego płaczu? Obezwładniła mnie ogromna panika o moje maleństwo.
- Dlaczego on nie płacze? – wydusiłam zrozpaczona, czując łzy na policzkach.
- Spokojnie – usłyszałam Dowsona. – Już zajmujemy się twoim dzieckiem.
Byłam okropnie wyczerpana. Prosiłam ich, aby dali moje dziecko, aby mogła go przytulić, lecz Dowson powiedział mi, żebym teraz odpoczywała i wypiła eliksir, po którym miałam się poczuć lepiej. O tym marzyłam, więc bez zastanowienia upiłam łyk wywaru, a następnie drugi łyk i trzeci.
A potem nastała całkowita ciemność.


~~~~*****~~~~


Draco siedział w sali konferencyjnej, w którym odbywały się główne narady posiedzenia związane z Kupnem i Sprzedażą na Rynku Czarodziejskim. Odkąd wprowadzili na rynek nowy model miotły – Błyskawicę 2000 – sprzedaż tego produktu wzrosła o sześćdziesiąt procent, co dawało firmie niesamowite zyski i odrobili straty, które ponieśli w zaszłym roku. Wszystko szło na dobrej drodze.
Czasami takie posiedzenia Dracona nudziły, bo zwykle jakiś czarodziej wychodził na środek, głównie był nim jego ojciec lub Nestor, i podawał wszystkie wytyczne rozwoju firmy. Jakie produkty sprzedawały się najmniej, jakie produkty najwięcej.
Blondyn już praktycznie zasypiał, jak tu nagle do pomieszczenia wparowała jego matka. Ożywił się, ponieważ po raz pierwszy, od czasu zakończenia wojny, widział ją taką zdenerwowaną oraz zdyszaną. Ich sekretarka przepraszała, że nie powstrzymała ją, że robiła co mogła. Dracona zastanawiało, co też mogło się stać.
- Draco – wydyszała, spoglądając na niego. – Astoria zaczęła rodzić.
Gdy to usłyszał, nie mógł w to wszystko uwierzyć. Przecież doskonale wiedział, że termin był dopiero za dwa tygodnie. Ale gdy widział te zdezorientowane oczy jego rodzicieli, zdał sobie tą sprawę, że mówiła całą prawdę, że Astoria naprawdę zaczynała rodzić, że lada moment zostanie ojcem.
Nie wiele już myśląc, wstał szybko od stołu i wybiegł z sali niczym ta Błyskawica 2000. Nie przejmował się tym, że właśnie opuścił stanowisko pracy. Chciał być przy swojej żonie, chciał zobaczyć swojego syna, nawet nie przejmował się tym, że tuż za nim biegła jego matka. Kominkiem szybko udał się do szpitala. Parę minut mu zeszło, zanim zauważył na korytarzu jego teściową, która chodziła w tę i z powrotem.
- I jak? – wydusił, patrząc na Tamarę.
- Wciąż rodzi – powiedziała zdenerwowana. – Kobieta mnie z sali wyrzuciła. Myślałam, że jej oczy wydrapię. Przecież jestem jej matką, potrzebuje mnie.
Draco oddychał głęboko, i tak jak matka Astorii, zaczął chodzić w tą i z powrotem. Czas dłużył mu się miłosiernie. Wyczekiwał, aż ktoś wreszcie otworzy te cholerne drzwi i powie mu, że może już tam wejść. Panikował… ogromnie panikował. Po raz pierwszy czuł się taki słaby, że ogarnął go strach.
Gdy tylko otworzyły się drzwi, Draco natychmiast podszedł do Dowsona.
- I co z moją żoną? – spytał. – Co z dzieckiem?
- Spokojnie, panie Malfoy, wszystko jest już w porządku. Ma pan zdrowego syna. Przez chwilę nie oddychał, lecz opanowaliśmy sytuację. Pańska żona miała wyczerpujący poród, więc dałem jej eliksir Słodkiego Snu, aby cały ból przespała.
- A czy możemy wyjść? – zapytał mężczyznę.
- Tak, śmiało.
Szybko wyminął uzdrowiciela i wszedł do pomieszczenia.  Na łóżku zobaczył śpiącą Astorię, gdzie przykryta była białym materiałem. Usiadł na krzesełku i ujął dłoń czarnowłosej, całując lekko jej wierzch. Tak wiele musiała poświęcić, aby wydobyć ze swojego drobnego ciała malutką istotkę. Tamara i Narcyza stanęły po drugiej stronie. Matka jego żony usiadła na skraju łóżka, po czym pogłaskała ją po głowie.
Wkrótce do środka weszła kobieta o blond włosach, która niosła na rękach małe zawiniątko. Zbliżyła się do niego i chciała mu go dać. Draco bał się, że może coś mu zrobić, lecz jego matka oznajmiła mu, że nic złego się nie stanie.
Wyciągnął powoli ręce, a po chwili poczuł w swoich ramionach drobną istotkę. Zobaczył po raz pierwszy swojego syna. Mimo iż jego oczęta były zamknięte, to miał wrażenie, że patrzył prosto na niego. Jedno spojrzenie na małego, a Draco już wiedział, że się w nim zakochał. Kochał tego malca. Za jego różane policzki, za jasne włoski, za jego kruchość i bezbronność.
- Cześć, synku, mój mały mężczyzno – przywitał się, uśmiechając się szeroko w stronę brzdąca. – Witaj na świecie, Scorpiusie.
Odkąd dowiedział się, że to będzie syn, zaczął się intensywnie zastanawiać nad imieniem. Przeglądał różne książki, aby poszukać coś sensownego. Nieraz  to nawet robił na tych nudnych posiedzeniach, z którego właśnie uciekł, aby teraz tutaj być. Długo szukał, aż trafił w odpowiednie imię, które będzie godne w rodzinnym drzewie genealogicznym. Scorpius Malfoy – pasuje idealnie.     
- Draconie, czy ty…
- Tak, mamo – odezwał się, patrząc swojej rodzicielce w oczy. – Wasz wnuk będzie się nazywał Scorpius – odparł, po czym ponownie spojrzał na małego.
Blondyn był tak nim zachwycony, że chciałby go trzymać w ramionach już na zawsze. Jego słodka minka i lekkie gaworzenie sprawiły, że jego lodowate serce, które topiło się z dnia na dzień, całkowicie się rozmroziło i był przepełniony gorącym uczuciem do tego małego człowieczka, leżącego na jego ramionach tak zupełnie bezbronny. Obiecał sobie, że będzie go kochał. Będzie chciał istnieć w życiu tego malca. Będzie najlepszym przyjacielem. Nigdy w życiu go od siebie nie odtrąci.


~~~~*****~~~~


Wracała moja rzeczywistość. Słyszałam stłumione szepty, lecz nie potrafiłam ich rozszyfrować. Starałam się otworzyć moje zapadnięte oczy, aby zobaczyć, co się dzieje. Byłam wyczerpana, nie miałam siły, czułam się tak, jakby ktoś wyssał z mojego ciała całą energię życia. Mimo wszystko zaczęłam walkę ze słabością. Chciałam za wszelką cenę być całkowicie przytomna, bo zdawało mi, że słyszałam Dracona.
Moje powieki otworzyły się, a przed sobą zobaczyłam mojego męża, jak trzymał na rękach małe zawiniątko, uśmiechał się do niego. Zdobyłam się na ten sam gest i westchnęłam leciutko. Gdy patrzyłam na ten ładny obrazek, zaczęłam nabierać siły.
- Kochanie, obudziłaś się – usłyszałam głos matki. Odwróciłam lekko głowę w lewą stronę i uśmiechnęłam się do niej. Mój wzrok ponownie spoczął na mojego męża. Uśmiechnął się do mnie i bez słów podał mi nasze dziecko.
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Zobaczyłam mojego małego synka. Patrzyłam na jego jasne włoski, na jego zaróżowione policzki. Był taki maleńki, kruchy, bezbronny. Uśmiechnęłam się, a w moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. Wreszcie trzymałam go w ramionach. Wreszcie mogłam poczuć jego ciepłą skórę. Wreszcie na niego spojrzałam. Draco usiadł obok mnie i otoczył ramieniem, pocałował moje włosy oraz zbliżył swoją głowę do mojej. Czułam teraz ich oboje. Moich dwóch mężczyzn.
- Astorio – odezwał się Draco. – Przywitaj się z naszym synem, Scorpiusem.
Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się do mnie pogodnie. Nie sądziłam, że będzie zastanawiał się nad imieniem dla naszego dziecka. Nie miałam już dla niego siły, ciągle mnie zaskakiwał, a ja nawet nie wiedziałam, jak na to wszystko reagować.
- Witaj, Scorpiusie -  wydusiłam, głaszcząc go po główce. Podobało mi się to imię. Było takie niezwykłe i nieskazitelne.
Wpatrywałam się w mojego syna tak długo, że aż przyszła pora karmienia małego. Moja mama pomogła mi się z tym wszystkim uporać. Odkryła moją lewą pierś, a ja powoli zbliżyłam malucha do siebie. Kiedy poczułam, jak zacisną dziąsłami mój sutek, zadrżałam. Ssał pokarm, a ja czułam się, jakby ktoś w moje ciało wbijał miliony igieł.
- Przyzwyczaisz się do tego, córeczko – rzekła z uśmiechem mama. Pewnie wyczuła u mnie ten mały dreszcz, który po mnie przeszedł. – Czujesz lekkie drżenie, kiedy tak cię ściska dziąsłami, lecz przywykniesz po jakimś czasie.
Patrząc teraz na małego, zapominałam powoli o moim bólu i zmęczeniu. Ogarnęła mnie teraz fala gorącego uczucia, które płynęło z mojego serca. Czułam się szczęśliwa, widząc, jak Scorpius, mój mały syneczek, zaczął żyć, zaczął oddychać.
- Draconie, musisz teraz pomyśleć o pokoiku dla Scorpiusa? – zwróciła się do niego Narcyza.
- Pokój – rzekł zdezorientowany, po czym popatrzył w moją stronę.
- Nie patrz tak na mnie – żachnęłam. – Ja rodzeniem byłam zajęta.
- Ta ja… lecę – rzekł szybko. Pocałował mnie w czoło, małego pogłaskał po główce, pożegnał się i wybiegł z sali.  
Byłam już to ciekawa, co takiego wymyśli z tym pokoikiem dla naszego syna. Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę z małym do naszego domu. Spojrzałam na mojego synka, który pochłaniał pokarm z mojego ciała.


Mój mały Scorpiusie, witaj na świecie.


~~*~~


Sama nawet nie wiem, co myśleć na temat tego rozdziału. Bardzo ciężko mi się go pisało, bo musiałam wcielić się w myśli kobiety, która rodziła, a ja nigdy tego nie doświadczyłam (i nigdy nie doświadczę). Sugerowałam się tutaj opowieściami mojej mamy oraz moich koleżanek na ten temat, dodając jeszcze uczucie karmienia malucha. Zdecydowanie końcówka już bardziej mi się podoba. No i tak oto mały Scorpius pojawił się na świecie. I jeśli ktoś chciałby poznać go jako nastolatka, to zapraszam  <tutaj>

I taka wiadomość dla Was, kochani. Notki teraz będą pojawiać się co dwa tygodnie w piątki, z tego względu, że chciałabym już jak najszybciej zakończyć to opowiadanie potterowskie. W planach mam nowe opowiadanie, moje opowiadanie; jeśli ktoś byłby zainteresowany o czym będzie, zapraszam <tutaj>

A ja już się denerwuję następnym semestrem. Za niedługo mam pierwszy zjazd, a jeszcze planu nie mam, to bardzo wkurzające. I praktyki zaczynam w marcu; miałam zacząć w lutym, lecz pewne nieprzewidziane okoliczności zmieniły termin odbycia moich praktyk na kopalni. 

Pozdrawiam serdecznie:*






14 komentarzy:

  1. Mały Malfoy jest na świecie. Urocze. Rozumiem, że ten rozdział był dla Ciebie trudny i to dało się w jakiś sposób odczuć w trakcie czytania, ale przecież nie wszystko musi iść nam miło, łatwo i przyjemnie. Cieszę się, że Draco pokochał swojego małego synka i mam nadzieję, że będzie dla niego lepszym ojcem niż Lucjusz dla niego.
    Ja już dodałam opowiadanie do odpowiedniego folderu i czekam na pierwszy rozdział. Gdy czytałam opis historii to podobny wątek miał miejsce w serialu "Na Wspólnej" - nie oglądam, ale babcia tak i w różnych kolorowych gazetach zdradzali tajemnice co będzie dalej.
    Pozdrawiam, Lady Spark

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kojarzę, że coś podobnego też było w tym serialu. Za specjalnie go nie oglądam, bo jakoś teraz czasu nie mam, a wszelkie wiadomości także dowiaduje się z gazet^^ Mi to jakoś wpadło znienacka podczas oglądania Chirurgów, no i też skojarzyłam film o podobnym motywie, i tak to powstało^^ Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że jeszcze mogę tu zaglądać bez obaw, że zostanę zjedzona wzrokiem. Przepraszam, że nie było mnie, ale musiałam uporządkować prywatne sprawy.
    Oczywiście rozdział jak zawsze podobał mi się. Myślę, że bardzo wiarygodnie oddałaś chwilę porodu i karmienia.( No i nigdy nie mów nigdy, chyba, że po prostu nie chcesz, lub nie możesz, nie wnikam głębiej)
    Mam nadzieję, że Draco będzie taki, jaki sobie obiecał. Tak czy siak, raczej z pewnością będzie lepszy od Lucjusza.
    Cieszę się, że postanowiłaś dodawać notki częściej :)
    Życzę dużo weny na nowe opowiadanie i pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieć może mogę, nie wiadomo... po prostu nie chcę mieć dziecka, za duża odpowiedzialność i w ogóle jakoś zraziłam się ostatnio, widząc moich małoletnich kuzynów, masakra. Nie wyobrażam siebie jako matki w przyszłości.

      I nie gniewam się, jesteś zawsze tu mile widziana, kiedy tylko chcesz. Rozumiem, że są sprawy ważne i sprawy najważniejsze;) Dzięki za znaleziony dla mnie czas:*

      Usuń
  3. Witaj :)

    Bardzo podobał mi się ten rozdział, został opisany bardzo dokładnie z najmniejszymi szczegółami. Miło ze strony Dracona, że tak szybko wybiegł z pracy i stawił się w szpitalu. Nie miałam wątpliwości do tego, że to będzie chłopczyk oraz, że będzie nazywał się Scorpius ^^
    Nawet, według mnie, nie dało się dostrzec tego, że miałaś chwilę wahania przy pisaniu tego rozdziału. Naprawdę, został bardzo płynnie napisany i ze wszystkich rozdziałów, ten wywarł na mnie największe wrażenie.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Liley

    OdpowiedzUsuń
  4. Scorpius wreszcie pojawił się na świecie :) Czekałam na to, odkąd napisałaś, że Astoria po raz kolejny jest w ciąży. A co do rozdziału, to jest on dobrze napisany. Świetnie opisałaś ciężkie chwile, jakimi są poród i karmienie. Gdy czytałam końcówkę rozdziału, zrobiło mi się szkoda Draco. Wyrwał się z ministerstwa, byleby tylko móc zobaczyć żonę i synka, potrzymał Scorpiusa chwilkę na rękach, a już Narcyza przypomniała mu o pokoju dla dziecka i musiał wracać do domu, nie mogąc dłużej nacieszyć się narodzinami swojego dziecka. Mam nadzieję, że się za to na mnie nie obrazisz, ale według mnie w Twoim opowiadaniu Narcyza jest bardzo nietaktowną osobą. Chyba że to jest celowe ;)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że postanowiłaś dodawać rozdziały co dwa tygodnie, bo wcześniej trochę się zdziwiłam, że mimo iż masz wszystko napisane, to chcesz to tak rozciągać w czasie.
    Opisy porodu na pewno do łatwych nie należą, ale dobrze sobie z nimi poradziłaś i ogólny odbiór jest przyjemny.
    Ale normalnie tej uzdrowicielce to bym w twarz dała. Gdyby jeszcze nie chciała wpuścić Draco, to bym zrozumiała, ale matki?! Kobiecie zawsze przyda się wsparcie drugiej, bliskiej kobiety.
    Moim zdaniem Draco już na tym etapie jest inny niż Lucjusz i nie będzie takim samym ojcem. Przede wszystkim wojna go tak odmieniła.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam to rozszerzyć w czasie, by mieć drugą rocznice (wiem, głupie myślenie, lecz Bonus idealnie by się wpasował w urodziny), ale mając w głowie nowy pomysł na swoje własne opowiadanie, doszłam do wniosku, że nie warto tak długo czekać. Zakończę tego bloga i skupię się na kolejnym:)

      Usuń
  6. A mi się ten rozdział bardzo podobał, serio ^^. Nie mam się do czego przyczepić, co mnie cieszy ;). Naprawdę wiarygodnie opisana scena porodu, wyszła bardzo realistycznie. Ciekawa byłam, jak opiszesz przyjście Scorpiusa na świat, czy może pominiesz to i od razu przejdziesz do momentu, gdy już jest na świecie, ale cieszę się, że jednak zdecydowałaś się to opisać dokładniej. Oddałaś też dobrze emocje Astorii w takiej chwili. Miło też ze strony Malfoya, że rzucił wszystko i zjawił się przy swojej żonie. Musiał ją naprawdę kochać, ale cieszę się, że pokazujesz go jako troskliwego męża i teraz także ojca, a nie jako zimnego drania, który niczym i nikim się nie interesuje. Wolę taki bardziej pozytywny obraz tej postaci.
    Jestem ciekawa, jak potoczą się dalej ich losy, i jak będą wyglądać ich początki jako rodziców. Na pewno nie będzie łatwo, ale dobrze, że są szczęśliwi.
    W sumie trochę szkoda, że już wkrótce kończysz. Bo tajemnice z Manhattanu też zamierzasz wkrótce skończyć :(. No, ale będę cię odwiedzać na Scorpiusie ^^.

    OdpowiedzUsuń
  7. Opisanie porodu, tym bardziej jeśli samemu się go nie doświadczyło, musi być naprawdę bardzo trudne. Ja sama nie wyobrażam sobie, abym mogła choć podejść do próby napisania takiego wątku xd Ale tobie wyszło to naprawdę dobrze! :) Całe te emocje Astorii, jej strach, obawa, niepewność... To wszystko wyszło ci rewelacyjnie :3 Jak to dobrze, że Draco, mając takie ojca jakim był okropny, oziębły Lucjusz, sam jest pełen ciepła i empatii. Widać, jak bardzo pokochał małego Scorpiusa, jak tylko go zobaczył. Jak bardzo zależy mu na żonie i na tym, aby stworzyć prawdziwy dom z dobrą atmosferą. I mam nadzieję, że mu się to uda :)
    Ach, nigdy nie mów nigdy ^^ Być może pewnego dnia i ty znajdziesz się na miejscu Astorii :3 Dzieci są przesłodkie <3 Moja bratanica pobija wszelkie rekordy xd Doprawdy nie wiem za kim ona jest taka niegrzeczna xd Przykładowo do mojej babci, a swojej prababci powiedziała ostatnio "posuń się, stara kobieto" ;p Myślałam, że tam polegnę ze śmiechu :D

    Ściskam,

    OdpowiedzUsuń
  8. uf, uf, uf... dotarłam! jesteś pierwszą osobą, której nadrabiam zaległości. Dlaczego? Cóż, odpowiedź jest prosta. Nie pamiętam czasów, kiedy nie komentowałaś moich opowiadań. Naprawdę mam wrażenie, że byłaś zawsze. Hm?
    Do rzeczy. Trochę się wydarzyło. Mamy naszego małego Scorpiego. Opis porodu był całkiem zgrabny. Podziwiam Cię za odwagę, ja w alternatywie Ginevry subtelnie to pominęłam. To znaczy miałam napisaną tą scenę, ale w czasie korekty uznałam, że wolę nie pisać o czymś o czym nie mam zielonego pojęcia.
    Widać, że Draco jest szczęśliwy z narodzin syna i cieszę się, że ma takie, a nie inne podejście odnośnie ojcowskiej miłości. Jednak trochę mnie zabolało to, że w stosunku do Astorii nadal nie jest taki, jaki powinien. Mam nadzieję, że teraz to sie zmieni.

    Praktyki powiadasz? Wow. Do moich jeszcze trochę. Nie chcę nawet o tym myśleć. A co do nowego opowiadania, kiedy już zaczniesz, możesz się mnie na nim spodziewać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że chyba byłam zawsze^^ Nie licząc tego, że na Ginevrze pojawiłam się dość później;)

      Nie wiem, jak to będzie u Ciebie, gdzie je będziesz odbywać, lecz myślę, że nie ma się bać. Już jestem po pierwszych i nawet wspominam dobrze te dni:) Jestem już ciekawa jakie będą na kopalni^^

      Usuń
  9. Tak, domyślam się, że pisanie z perspektywy rodzącej nie jest łatwe, kiedy się samemu nie rodziło :P Ale myślę, że sobie dobrze poradziłaś. Zwłaszcza początek, kiedy był opis cierpiącej Astorii, zrobił na mnie wrażenie.
    W tym rozdziale niemal namacalnie czuć radość, jaką daje dziecko i czułość jego rodziców. Aż mi się serce ścisnęło, kiedy czytałam o reakcji Dracona i Astorii ;)
    Trochę mnie tylko zaskoczyło, że to Draco wybrał imię dla dziecka, nie uzgadniając go z żoną. No chyba że to taka tradycja czy coś ;)
    Och, Draco...przesłodki był w tym rozdziale. Zwłaszcza przy wzmiance o pokoiku dla dziecka <3 Pod wpływem żony i synka naprawdę z drania zmienił się we wspaniałego mężczyznę. Podziwiam Cię za to, jak ładnie opisałaś jego metamorfozę.
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Domyślam się, że nie było łatwo napisać o czymś, czego nigdy się nie doświadczyło. Ale podołałaś temu świetnie :) Jestem pod wrażeniem emocji, które świetnie opisałaś. No i Draco trzymający Scorpiusa. To musiał być rozczulający widok ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy