„ Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z
drugiej strony także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce
na nową, kolejna fazę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić.”
- Dorota Terakowska
Uliczka na Rowlen Street 13
przerażała swoją ponurością. Marmurowy dom, w którym ukrywał się prawdopodobnie
Denis, był bardzo zaniedbany i mały. Marmur pokrywał gruby mech, a okna zostały
zabite deskami. Wokół mieszkania rosło dużo krzewów i drzew. Panowała istna
cisza. Żadnego podejrzanego ruchu.
Edward
Trianguli dawał swoim ludziom jakieś znaki, a oni na jego komendy ruszali do
akcji. Aurorzy skradali się niczym koty, powoli wchodząc do budynku. Draco wraz
ze swym ojcem, teściem i Evanem czekali na znak, który pozwoli również im
wkroczyć do domu zbiega. Draco już chciał tam wejść. Sądził, że może tu być
Astoria, więc jego zdenerwowanie sięgało zenitu.
Po chwili usłyszał odgłosy
panującej w domu walki. Światła zaklęć widać było nawet zza desek przymocowanych
do okien. Głuchą ciszę przerwały krzyki. Draco już tego nie wytrzymał, musiał
działać. Musiał ratować swoją żonę.
- Ja dłużej tak nie mogę –
zawołał. – Wchodzę tam.
Ruszył przed siebie
przyspieszonym krokiem. Czuł obecność podążającego za nim teścia. Mógł się
domyśleć, że potem dołączył do niego również jego ojciec z Evanem. Będąc już w środku, zobaczył, jak zaklęcia
śmigają wokoło. Przyłączyli się do walki, ale Draco czym prędzej chciał dotrzeć
do Denisa Shammera. Nie mógł pozwolić, aby uszło mu to na sucho. Zapłaci mu za
wszystko, co zrobił. Za to, co stało się z ich firmowymi pieniędzmi. Ale przede
wszystkim za to, że porwał jego żonę.
Nagle usłyszał jego głos.
Wydobywał się z piwnicy. A więc to tam ja trzyma, pomyślał. Czym prędzej
popędził w kierunku głosu, odganiając od siebie przeciwników jednego po drugim
i oszałamiając ich zaklęciami. Zobaczył go. Jego mina była zadowolona. Walczył
teraz z jednym z aurorów. Draco momentalnie wtrącił się do walki.
Blondyn zaczął rzucać w niego
zaklęciami. Auror, który walczył z Denisem, wycofał się, zaskoczony reakcją
Malfoya. Teraz jestem tylko ja i ten zadufany w sobie gnojek, pomyślał Draco.
Nie mógł darować mu niczego. Za wszelką cenę chciał go pokonać. W jego głowie
zaczęły pojawiać się złowrogie zaklęcia. Musiał się jednak powstrzymać od
rzucania Cruciatusa, choć nie było to dla niego łatwe.
Denis patrzył na niego
spojrzeniem pełnym politowania. Myślał, że z nim nikt nie ma szans. Jego duma
miała go zgubić. Draco już wiedział coś na ten temat. Teraz musiał poczuć, co
to znaczy zadzierać z rodziną Malfoyów.
Walczył z nim zaciekle. Odpierał
jego ataki i starał się, aby choć jedno z zaklęć Denisa trafiło swojego
rzucającego. Nie sądził, że będzie taki dobry. Draco jednak o tym nie myślał.
Chciał za wszelką cenę go pokonać. Dotrzeć wreszcie do Astorii, która pewnie
potwornie się bała. To dla niej to robi. Dla niej i ich dziecka.
Niespodziewanie Draco zaczął
radzić sobie z zaklęciami mężczyzny, co wywołało u Shammera lekkie zaskoczenie.
Po chwili Malfoy wreszcie rozbroił swojego przeciwnika.
- Petrifikus Totalus – zawołał
szybko.
Ciało Shammera zastygło. Draco
podszedł do niego wściekle, po czym kopnął nogą w jego nos. Niech ma za swoje,
zaśmiał się w myślach. Denis już nigdy nie będzie z niego drwił.
Po chwili do piwnicy wbiegli
aurorzy. Widząc nieruchomego Denisa, zaczęli go stamtąd wynosić. Draco
rozejrzał się teraz dookoła, szukając jakiś drzwi. Gdy dostrzegł metalowe
kraty, podszedł do nich automatycznie. Kiedy zobaczył za nimi bezwładne ciało
swojej żony, rozwalił pręty i wbiegł do pomieszczenia. Uklęknął przy niej.
- Astorio, słyszysz mnie? –
wołał, biorąc jej twarz w swoje dłonie. – Odezwij się, proszę – błagał ją, lecz
ona ani drgnęła.
Wyswobodził jej ręce z lin i
przytulił ją mocno do piesi. Słyszał bicie jej serca. Było jednak słabe.
Pocałował ją w czoło i lekko zakołysał. Wziął ją na ręce, aby czym prędzej
teleportować się do szpitala.
- Żyje – rzekł Nestor, podchodząc
do niego z Evanem i Lucjuszem.
- Tak, ale jest słaba. Musimy
zabrać ją do świętego Munga.
Nestor szedł tuż obok niego,
biorąc bezwładną dłoń córki w swoją. Draco nie zwracał już na nikogo uwagi.
Chciał jak najszybciej dostać się do szpitala.
- Lucjuszu, teleportujmy się do
domu. Musimy zawiadomić dziewczyny, aby się już nie denerwowały – odparł Evan. – Spotkamy się w szpitalu –
rzucił w stronę Dracona i Nestora, po czym po kilku sekundach już ich nie było.
~~*~~
Od prawie pół godziny Draco
czekał na korytarzu szpitala po to, aby wreszcie zobaczyć się z Astorią.
Siedział skulony, chowając swoją twarz w dłonie i czochrając czasami swoje
włosy. Tuż obok jego matka starała się go uspokoić. Czuł jej ręce na swoich ramionach.
Bardzo dziękował za jej wielką troskę, którą mu dawała. Tyle jej zawdzięczał.
Gdyby nie ta, on i jego ojciec byliby skończeni. Jej miłość do syna górowała
nad posłusznością dla Voldemorta. To dzięki niej został ocalony. Teraz też. Jej
wsparcie było dla Dracona bardzo potrzebne.
Obok niej siedział jego ojciec.
Widać było po nim, że walczy sam ze sobą. Nie chciał pokazać po sobie słabości.
Nie wygrał jednak z nią. Martwił się o swoją synową i jego przyszłego wnuka lub
wnuczkę.
Naprzeciw nich znajdowali się
rodzice Astorii oraz Dafne i Evan. Także po nich widać było zdenerwowanie. Jego
teściowa czuła się lepiej, gdy dowiedziała się, że jej córka żyje, lecz teraz
nawiedził ją niesamowity niepokój. Nestor otaczał ją ramieniem, pozwalając jej
głowie opaść na jego tors.
- Dafne. – Draco usłyszał głos
Evana. – Wiem, że chciałabyś tu zostać, ale chyba powinniśmy pójść do domu.
Mama się pewnie niepokoi.
- Evan, ale…
- Ja wiem, że to twoja siostra.
Też się martwię o jej stan, lecz nie sądzisz, że Lawrence jest już dość długo bez swoich
rodziców?
- Evan ma rację – odparła Tamara.
– Idź. Gdyby Astoria się obudziła, powiadomimy cię. Będziemy tutaj z nią.
- Dobrze – rzekła po chwili, lecz
Draco wyczuł w jej głosie, że nie jest jej to na rękę. Kochała mocno swoją siostrę
i chciała być przy niej. Opiekować się nią. Lecz wiedziała, że musi zająć się
dzieckiem. – Ale dajcie znać. Będę się denerwować, jak nie dostanę żadnej
wiadomości o jej stanie.
- Powiadomimy cię. – Tamara
uścisnęła swoją najstarszą córkę. – Leć do małego.
Gdy pożegnali się z resztą,
poszli korytarzem w stronę wyjścia ze szpitala. I znów nastała cisza. Ta
irytująca, głucha cisza. Draco westchnął, błagając, aby wreszcie ktoś z personelu do nich podszedł. Chciał już być
przy Astorii. Złapać ją za rękę. Przytulić. Zobaczyć jej niebieskie oczy.
Chciał, aby byli już w domu.
Wkrótce zauważyli, jak w ich stronę zmierza pan Dowson, który
prowadził ciąże Astorii. Draco poderwał się szybko, podchodząc do uzdrowiciela.
- Jak moja żona?
- Już lepiej. Zrobiliśmy badania
i teraz podajemy jej najpotrzebniejsze eliksiry.
- Czy możemy zobaczyć córkę? –
zapytała Tamara.
- Tak, nie widzę przeciwwskazań.
Pacjentka jest w śpiączce, ale jestem pewny, że obudzi się za kilka godzin,
kiedy eliksiry zaczną działać.
- A co z dzieckiem? – zapytał go
jeszcze Draco.
- Tego jeszcze nie wiemy.
Wszystko okaże się po badaniach.
Za uzdrowicielem poszli do sali,
w której leżała Astoria. Gdy Draco tam się już znalazł, zobaczył ją śpiącą,
opatuloną w białą kołdrę. Była bardzo blada. Podszedł do niej i od razu złapał
ją za rękę. Usiadł na pobliskim krześle, dotykając dłonią jej policzka.
Pragnął, aby poczuła jego obecność. Żeby wiedziała, że jej mąż jest tuż obok
niej. Westchnął, biorąc jej bladą dłoń w rękę, którą przyłożył do swego policzka.
Jego rodzice stali tuż obok
niego, natomiast Tamara usiadła na krześle naprzeciwko Dracona, a Nestor
położył swą dłoń na jej ramieniu. Teściowa Dracona patrzyła na córkę ze
smutkiem, ujmując jej drugą dłoń.
Mężczyzna tak bardzo pragnął, aby
Astoria wreszcie otworzyła oczy. Żeby szepnęła do niego, że go kocha. Że
wybacza mu krzywdy, które jej wyrządził. Tak bardzo nienawidził się za to, co
jej zrobił. Tak bardzo ją zranił. Nie uprzedził jej, aby nigdzie nie
wychodziła. Nawet nie napisał tego w liście, który jej zostawił. Pisał, żeby
czekała na niego, lecz nic o tym, aby została w domu.
Przed jego oczami ukazały się
wspomnienia z Astorią. Te lepsze i gorsze dni. Najbardziej wspominał jednak,
kiedy to spędził z nią cudowny czas, gdy uratował ją przed utonięciem.
Przekonała go skutecznie, aby został w domu. Wytargował te półtorej godziny, by
przy niej być…
Draco wstał z łóżka, aby się ubrać. Jego
żona kręciła się koło niego, a on czuł na sobie jej wzrok. Zapinał właśnie
pasek od spodni, kiedy spojrzał na nią. Była taka promienna i radosna.
- Proszę, zostań jeszcze – błagała go, opierając swoją rękę o głowę.
- Astorio, minęło już półtorej godziny. Muszę już iść.
- Wcale nie musisz – zaprotestowała, wstając z pozycji leżącej.
Atłasowa pościel odkryła jej piękne, nagie ciało. Wiedziała dokładnie, jak to
na niego reaguje. Celowo go prowokowała, aby do niej przyszedł. – Chcesz mnie
tak zostawić? Nagą i wykorzystaną?
- Ciekawe kto kogo wykorzystał – zaśmiał się dziarsko, zapinając swój
ostatni guzik koszuli. – Ubierz się już – dodał po chwili.
Jego żona i tak go nie posłuchała. Opadła na poduszki, specjalnie się
nie zakrywając. Draco nie mógł już znieść tego widoku. Jego żona powoli
pobudzała jego zmysły. Aby nad tym zapanować, odwrócił się od niej. Chciał już
sięgnąć po krawat, kiedy niespodziewanie poczuł, jak ręce Astorii przyciągają
go do siebie. Opadł na łóżko, będąc w ramionach tej czarnowłosej złośnicy.
Przybliżyła do niego swoją twarz i zaczęła go zachłannie całować. Draco nie
miał już siły, aby jej nie ulec. Objął ją rękoma, zaczynając dotykać jej smukłe
ciało. Słyszał zadowolenie żony, która jęknęła prosto w jego usta.
- Jesteś zła – powiedział do niej z uśmiechem, po czym powrócił do
pocałunku. Położył ją teraz na plecach, aby przejąć inicjatywę. Znał już tak
doskonale całą budowę jej ciała. Każdy jej gest, ruch warg. Lecz za każdym
razem doznawał czegoś nowego. Nie nudziła mu się – przeciwnie, pragnął jej coraz
bardziej.
Czuł jej ręce pod koszulą, gdzie dotykała jego pleców. Przeszły przez
niego ciarki. Przestał ją całować, aby wyswobodzić jej dłonie. Jej mina była
niezadowolona. Myślała, że na tym koniec i pójdzie do pracy. Lecz on uśmiechnął
się do niej, zaczynając rozpinać swoją koszulę. Po chwili Astoria westchnęła
głęboko, kiedy dotknęła jego nagiego torsu.
Znów zaczął smakować jej ust, a wraz z tym zajęciem płynął powoli czas.
Tak dobrze pamiętał ten dzień.
Ten czas, który spędzili ze sobą w ich azylu. Pamiętał każdy jej ruch ciała.
Napawał się jej zmysłowością, jej pięknem. Nie mógł też zapomnieć o tym, jak
tamtego dnia ją uderzył. Nienawidził siebie za to. Wtedy był taki wściekły na
Denisa. Na to, co zrobił w jego firmie. Nie chciał nic mówić Astorii, bo
przekonywał samego siebie, że to nie powinno jej dotyczyć. Nie pohamował się.
Stała zbyt blisko. Uderzył ją. Zranił. Teraz znów to zrobił. A to wszystko wina
tego Denisa. Tego zakichanego drania.
- Synu, ja będę musiał lecieć do
firmy – odezwał się po chwili Lucjusz. – Muszę powiedzieć reszcie o tym, co się
stało. Zajmę się twoimi sprawami. Zostań z żoną.
- Dzięki, tato.
- Narcyzo, poinformuj mnie o
wszystkim.
- Dobrze, zawiadomię cię, gdyby
Astoria się obudziła.
- Nestorze, twoimi sprawami też
się zajmę.
- Dziękuję, Lucjuszu – odparł pan
Greengrass nieco zaskoczonym tonem.
Po wyjściu swojego ojca Draco
westchnął, przybliżając znów swoją twarz do bladej dłoni Astorii. Obudź się,
błagał w myślach. Otwórz oczy. Przemów do mnie.
Wkrótce, jakby usłyszała jego
nieme pragnienia, poruszyła się. Poczuł, jak mimowolnie ściska jego dłoń. Draco
natychmiast podniósł głowę. Jego żona miała jeszcze zamknięte oczy, lecz lekko
poruszała głową, czując zapewne ból. Zobaczył, jak jej czoło zmarszczyło się
pod wpływem. Otworzyła powoli oczy.
- Gdzie… Gdzie ja jestem? –
zapytała cicho.
- W szpitalu. Jesteś już
bezpieczna – odezwał się Draco, gładząc jej włosy.
- Draco, ja… Przepraszam.
- Moja droga, nie masz za co. To
jest tylko i wyłącznie moja wina – powiedział, siadając na skraju jej łóżka. –
To moja wina, że ten bydlak cię porwał. Ale już spokojnie. Jesteś już
bezpieczna.
Przytulił ją do siebie. Tak
bardzo cieszył się, że wreszcie odzyskała świadomość. Że mógł usłyszeć jej głos. Wyswobodził się z jej
objęć, aby jej matka także mogła ją przytulić.
- Astorio, tak się cieszę, że nic
ci się nie stało. – Tamara objęła córkę z całych sił.
- Już dobrze, mamo.
- Dafne też się martwiła. Z
trudem namówiliśmy ją, aby wreszcie poszła do domu do swego synka.
- Wybaczcie, że narobiłam tyle
kłopotu.
- Co ty wygadujesz,
córeczko? – odezwał się Nestor.
Przybliżył się do Astorii i przytulił ją tak samo mocno. – To jest moja wina.
To przez moje kłopoty w firmie.
- Nestor – rzekł stanowczo Draco.
– Już ci coś o tym mówiłem.
- Wiem, ale to nie tylko twoja
wina. To także i moja.
- Panowie – odezwała się Narcyza.
– Nie mówmy już o tym, czyja to wina. Ważne, że Astorii już nic nie grozi.
–Uśmiechnęła się do synowej.
- Mama ma rację – rzekła Astoria.
– Nie mówcie mi takich rzeczy. Za bardzo was obu kocham, aby za cokolwiek was
winić.
Do pomieszczenia wszedł Gregory
Dowson. Miał przy sobie jakąś małą fiolkę i parę papierów w ręce. Podszedł do
poręcza łóżka.
- Ma pan już wyniki? – odezwał
się Draco.
- Co z dzieckiem? – zapytała
Astoria.
- Przykro mi – odezwał się smutno
uzdrowiciel. – Płód tego nie wytrzymał. Substancja, którą pani wstrzyknął, była
zbyt silna.
- Straciłam… dziecko? – zadała
pytanie łamiącym się głosem.
- Niestety.
Draco nie mógł w to uwierzyć.
Przez tego łajdaka Astoria poroniła. Zobaczył, jak oczy jego żony się
zaszkliły. Nie minęła sekunda, kiedy wybuchła płaczem. Ułożył się wygodnie koło
niej i pozwolił, aby mogła się do niego przytulić. Uczyniła to, czując, jak jej
słone łzy spadają na jego koszulę. Nie przejmował się tym. Mocno ją objął,
gładząc ją także po jej włosach. Nie chciał nic mówić. Wiedział, że jest to dla
niej potworny ból. A także i dla niego. Było to ich wspólne dziecko. Ich
potomek, który miał się narodzić. A teraz go nie ma…
- Proszę dopilnować, aby
pacjentka to wypiła – rzekł Dowson do matki Astorii. – Wiem, że to nie
odpowiednia chwila, aby o tym wspominać – zaczął powoli – ale jako uzdrowiciel
muszę przekazać stan zdrowia państwa córki.
- Oczywiście – odezwał się
Nestor.
- Pacjentka jest już w pełni
zdrowa. Oczywiście zatrzymamy ją jeszcze na kilka dni na obserwacji.
- A czy córka może zajść ponownie
w ciążę? – zapytała Tamara.
- Tak. Mimo… poronienia, pani córka
może jeszcze zajść w ciążę. Zostawię was.
- Dziękujemy panu – dodała na
koniec Narcyza.
Doktor kiwnął lekko głową i
wyszedł z pomieszczenia. Draco ciągle uspokajał roztrzęsioną Astorię, która
wypłakiwała się w jego ramionach. Nie wiedział, co zrobić. Kiedy spojrzał na teściową,
wyciągnęła w jego stronę eliksir, który dostała od uzdrowiciela. Wziął do ręki
flakonik, po czym namówił Astorię, aby wypiła jego zawartość.
Posłuchała go. Po chwili czuł,
jak jej oddech się uspokaja. Przestała płakać, a jej powieki zaczęły opadać.
Zasnęła w jego ramionach.
~~*~~
prześliczna historia
OdpowiedzUsuńRozdział śiwetny:), co nie zmienia faktu, że smutny! Wiedziałam, że tak się stanie a wiesz dlaczego? jak czytałam w poprzedniej notce o tym, że on jej coś wstrzykuje, a jakieś mikstury i ciąża to dwie paradoksalne rzeczy! co nie zmienia faktu, że Cię wirtualnie duszę^^. Żartuje oczywiści, buziaczki:* i czekam na następny!
OdpowiedzUsuńZabije Cię..... Uduszę własnymi rękami..... Jeszcze rok i będę miała prawo jazdy.....
OdpowiedzUsuńStrzeż się!!! Jak mogłaś? Zaczęłam ryczeć jak dziecko, a nie płakałam do 7 lat!!!
Buuu..... Nie lubię Cię....
Jak mogłaś? Jeszcze wtedy, gdy mam tak trudy okres w życiu!
Zepsułam ładowarkę do laptopa!!! Przez Ciebie!!!
Nie zadedykuję ci notki na moim blogu..... Za karę!!!
Dobra już mi przeszło. Jestem na Ciebie zła, ale mam nadzieje, że Astoria zajdzie w ciąże. Co się stało, że było to białe pole i sklejone wyrazy? Czyżby onet? I jeszcze Mi net nie chodzi dobrze! Wszyscy przeciwko mnie!
Rozdział...niesamowity. Było w nim zawartych tyle uczuć, od ulgi aż do rozpaczy. Jestem wzruszona postawą Dracona(nawiasem mówiąc ostatnio też jestem jego wielką fanką, więc notka jego oczami przypadła mi do gustu). On naprawdę się zmienił, naprawdę nauczył sie kochać, naprawdę zrozumiał, co jest najważniejsze w życiu...Pięknie ukazałaś tą jego stopniową przemianę;)
OdpowiedzUsuńAstoria straciła dziecko? Nieee! Tak mi przykro z tego powodu...Cieszę się, że nic jej się nie stało, ale poronienie to straszna sprawa...
No nic, muszę się pozbierać. Liczę, że szczęście niebawem znów zawita w progu domu państwa Malfoy'ów ;)
Ja Cię uduszę! I bynajmniej nie za to, że Astoria poroniła, ale za to, że nie opisałaś dokładnie emocji Draco na wieść o tym! Rozdział stracił przez to na wartości, a ja liczyłam na jakiś smutny opis, dzięki któremu się popłaczę. A tu nic. Niestety, nie potrafię kłamać w komentarzach. Sama wolę, jak ktoś komentuje zgodnie z prawdą moje notki, więc i ja jestem szczera. Zawiodłam się.
OdpowiedzUsuńZnajdę Cię!
Tak podejrzewałam, że coś się stanie z tą ciążą, bo zdziwiło mnie, że Astoria spotyka Ginny u ginekologa, a w końcu James Potter był starszy o rok od Scorpiusa. Choć przypuszczałam jeszcze, że dasz Scorpiusowi rodzeństwo ;D
OdpowiedzUsuńW ogóle, fajnie by było, gdybyś kiedyś napisała rozdział z perspektywy Dracona w narracji pierwszoosobowej - jego przemyślenia, spojrzenie na swiat ;D
A coż to się stało z tymi białymi polami? Tak po prostu się zrobiły?
Jeny, jak już u ciebie pełno w tym "mojego autorstwa" ;D Nie powiem, zazdroszczę, że masz tyle chęci i wgl ;D
Całuję,
Leszczyna [dowiesc-niewinnosci]
No szkoda, że Astoria poroniła. Też się prawie rozpłakałem, ale PRAWIE!!! Jakoś to wytrzymałem i doczytałem do końca. Wiadomo chociaż czy to był chłopiec czy dziewczynka? Dobrze, że złapali tego Dennisa.
OdpowiedzUsuńNie wierzę. Normalnie nie wierzę, że ty to zrobiłaś. Biedna Astoria. Nawet nie chcę się domyślać, co może czuć po stracie tak wyczekiwanego przez siebie i Draco dziecka. Musi się czuć z pewnością rozgoryczona. A tego Denisa czy jak temu obywatelowi tam było na imię to bym normalnie łeb ukręciła. Wsadzić klienta na krzesło elektryczne lub go zgilotynować. Coś czuję, że kolejne kilka rozdziałów będą opisywały uczucia Astorii po straci dziecka. Nawet już sobie wyobrażam jak siedzi w jadalni, którą oświetla nikłe światło świec i spożywa kolację w ciszy, smutku i w zadumaniu. Tak mi jej żal. Bardzo jej współczuję. Ciekawa jestem, co zrobią z tym mordercą Denisem. Innego określa nie znam na niego. Naprawdę. Rozdział bardzo mi się podobał. Świetnie opisałaś wszystkie uczucia. Pozdrawiam i do następnego. :*****
OdpowiedzUsuńJa... Cię... UDUSZĘ! Jak mogłaś doprowadzić do tego żeby Astoria poroniła, co?! A ja już czekałam na ich maluszka,no! Niech ja cie tylko dorwę! Nie, bić cię nie będę, co ty! Tak sobie tylko żartuję. Czekam niecierpliwie na kolejną wspaniałą notkę!
OdpowiedzUsuńJak mam być szczera, to muszę przyznać, że musiałam skopiować notkę do Worda, bo niestety na tym tle nie dało się czytać. Wydaje mi się, że mogło to się stać, bo coś kopiowałaś, tutaj Petrificus Totalu, bo od tego zaczyna się to nieszczęście. Przynajmniej mi tak się czasem dzieje przy kopiowaniu.
OdpowiedzUsuńPrzez cały czas byłam przekonana, że Twoje opowiadanie o Scorpiusie jest tak jakby sequelem do tego opowiadania, a tu proszę taka niespodzianka i jednak nie. Niektóre fakty rzeczywiście się zgadzają , ale teraz wiem, że nie wszystko może potoczyć się tak, jak tam jest opisane.
Nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, co muszą czuć Draco i Astoria po stracie dziecka. Ból nie do opisania, tym bardziej, że tak bardzo się cieszyli. Przynajmniej jej nic nie jest, chociaż tyle dobrego w tym ogromie tragedii.
I w końcu nic dziwnego, że cały rozdział jest z perspektywy Draco, bo z Astorii mogłoby być ciężko ;)
Pozdrawiam serdecznie :)
[wspomnienia-severusa]
Rozdział świetny;)
OdpowiedzUsuńAle smutny;(
Odnośnie białego pola. To mnie też to kiedyś wnerwiało, ale na blogu o moim i moich koleżanek projekcie, właśnie coś takiego się pojawiło i ni w ząb nie szło tego usunąć.
Cieszę się, że znaleźli Astorię. Ale Dennisa to pozostaje tylko udusić, ewentualnie zabić w jakiś bolesny sposób. Bo jak on mógł zabić ch dziecko? Dla mnie to jest niepojęte.
Szkoda tylko, że radość Dracona z powodu odnalezienia Astorii przyćmiewa rozpacz po utracie dziecka.
Zabijać za końcówkę nie będę, bo pomimo, że prawie zaczęłam płakać przy jej czytaniu, to w jakiś niepojęty dla mnie sposób pasuje mi ona do klimatu ostatnich rozdziałów, poza tym podejrzewam, że będzie pasowała też do reszty opowiadania.
Cóż czekam na nowy rozdział i pozdrawiam
Asia
Cieszę się, że Astoria jest już bezpieczna. Ale przykro mi, że straciła dziecko... Chociaż jest jeszcze jedno "ale". Myślę, że ogrom tragedii, jakim jest jej poronienie, może zbliżyć ją i Dracona jeszcze bardziej do siebie. Każdy medal ma dwie strony i myślę, że zawsze należy patrzeć na tą pozytywną. Także i w tym przypadku. Rozdział świetny, niecierpliwie czekam na następny!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny! :) :*
szczerze? nie było źle, ale mogło być lepiej. Moim zdaniem niektóre sceny były trochę... suche. Mam na myśli zachowanie Draco i przebudzenie się Astorii. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam tym stwierdzaniem.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi, ze Astroia straciła dziecko. Zastanawiam się, jak sobie z tym poradzi. To musi być okropny wstrząs dla kobiety.
Pozdrawiam i czekam na news.
Strasznie przepraszam za opóźnienie, ale od kiedy ponownie trzeba było wrócić do szkoły, mój czas znów się kurczy. ;/ A przechodząc do notki... Astoria poroniła?! Czyli jednak... ;( Biedna, tak bardzo jej współczuję. Podobał mi się opis walki i te wszystkie opisane przez ciebie odczucia bohaterów. :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że Astorii nic się nie stało, że nie jest gorzej, nić jest... Ale może ponownie zajść w ciążę, więc bardzo się z tego cieszę. ;D Mam nadzieję, że teraz już nic nie będzie zagrażać ani jej, ani Draconowi, ani ich przyszłemu dziecku. :)
A teraz idę czytać rozdział pierwszy na twoim nowym blogu, bo jestem strasznie ciekawa co stworzyłaś. ;D
Pozdrawiam i życzę weny! :**
Jestem w kompletnym szoku! Astoria straciła dziecko? Nie no, jej świat się zawali w tym momencie, przecież to najgorsze co może spotkać matkę. A jeszcze tak się o to dziecię starali. Ech. Przynajmniej sama jest cała i zdrowa. Cieszę się, że Draco pokonał Dennisa i uratował żonę. Rozdział interesujący i zaskakujący! Pozdrawiam i szczęścia w 2012 :)
OdpowiedzUsuńO ty zły człowieku! Żartuję.;) Rozdział bardzo dobry. Wyzbywając się osobistych uczuć do Twoich bohaterów powiem Ci, że to było potrzebne.
OdpowiedzUsuńNie, nie, niee! Dlaczego?? Dlaczego straciła to dziecko? Tak bardzo tego pragnęli i teraz po prostu go nie ma? Nie podoba mi się. No dobra, rozdział mi się podoba, ale ta końcówka.... też jest ok, tylko dlaczego to zrobiłaś i sprawiłaś jej tyle bólu?? Droga ARS, jesteś człowiekiem bez serca, żeby tą nieszczęsną Astorię w taki sposób potraktować... No nie no, żartuje. To wszystko przez Denisa. Na niego się zrzuci winę :D Ale tak ogólnie, to podoba mi się, jak jest napisany rozdział, z perspektywy zwykłego narratora, bardzo fajnie i w miarę szybko się go czyta. No i co będzie teraz dalej z nimi? Jestem ciekawa, co teraz wymyślisz. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńOch, dziękuję, dziękuję. No cóż, naprawdę nasi bohaterowie dość mocno się różnią, ale wiesz, każdy ma inną wizję na temat tej samej postaci. Gdyby nie to, nigdy nie powstałby żaden fanfick ;)
OdpowiedzUsuńJestem wielką fanką wszelkiego rodzaju dramatów, więc Cię nie pobiję. Choć muszę przyznać, że nieco się zmartwiłam, bo nie przypuszczałam, że tak to zakończysz. Myślałam, że to dziecko się urodzi. Jestem zszokowana. Ach, szkoda mi ich, tyle na nie czekali... Trzymam żałobę po nienarodzonym potomku Malfoyów.
Bea
Szkoda... Żałuję, że Astoria poroniła. Nie wiem, czy piszesz zgodnie z fabułą książki, ale jeśli tak, to dziecko urodziłoby się zbyt wcześnie, niż było to ukazane w epilogu. Jednak mimo wszystko zrobiło mi się tak jakoś smutno :(
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno dodaję komentarz. Popsuł mi się komputer, i chociaż miałam go już we wtorek, to zupełnie nie miałam czasu, aby przeczytać notkę.
Pozdrawiam ;*
Rozdział świetny, ale za tą końcówkę uduszę... Znaczy, dobra jest, ale taka smutna :( No wiesz, jak tak można? Szkoda mi Astorii, tak się cieszyła. No cóż... Pozostaje czekać na Scopiusa. Z perspektywy Dracona czytało się całkiem nieźle, taka odmiana. Dobrze, że wreszcie złapali tego Denisa. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń