„Zostawiając
mnie tonącą
Jak łowca w nocy
Byłam Twoją zdobyczą
A Twoje serce było zimne i mroczne
Zostawiłeś mnie krwawiącą
Twoja zaraza miała na celu zabijać.”
Jak łowca w nocy
Byłam Twoją zdobyczą
A Twoje serce było zimne i mroczne
Zostawiłeś mnie krwawiącą
Twoja zaraza miała na celu zabijać.”
Vanilla Ninja -
„Kingdom burning down”
Życie
czasem bywa zaskakujące. Nigdy nie wiesz, co przyniesie ci los. Niby piszemy
swój scenariusz życia, a przyjdzie taki dzień, że wszystkie zrównają się z
ziemią, a chęci na pisanie kolejnych uciekną niczym spłoszone wiewiórki w
lesie. Czas się zatrzymuje. Macie wrażenie, że wasze dotychczasowe życie jest
nic nie warte. Jest tylko głuchy mrok ciągłych cierpień.
Wszystko układało się pomyślnie, dopóki w
progach naszego domu nie pojawił się Marcuis Clouser. Każdego dnia widziałam,
jak moja teściowa przeżywała ogrom cierpienia zadane przez jej własnego męża.
Jak Evan próbuje bronić swoją matkę. Ta bestia była bardzo cwana. Wszystkie
brudy prała w naszym domu, a po za nim sprawiał wrażenie miłego i kulturalnego
czarodzieja. Sprawiedliwość nie istniała. Musieliśmy żyć w ciągłym strachu.
Modliliśmy się codziennie, aby koszmar się skończył.
To, co mi się przydarzyło, nie należy do
rzeczy przyjemnych. Jeszcze nie jest za późno. Nikt nie broni ci wycofania się.
Nikt nie każe tego czytać. Ja tylko ostrzegam.
Wszystko zaczęło się wtedy, gdy pewnego
dnia zostałam sama w domu. Zastanawiałam się przez cały ten czas, kiedy
wreszcie przyjdzie Evan. Czuję zawsze pustkę w moim sercu, gdy nie ma go w
pobliżu. Zakochaliśmy się w sobie, mimo iż nasze małżeństwo było przymusowe.
Nie wiem, jak to mogło się stać. Czy to można nazwać przeznaczeniem?
Pamiętałam, jak za mąż wychodziła jedna z
moich szkolnych koleżanek. Naprawdę trafiła na złego męża. Z tego, co się
zorientowałam, dla niego liczyły się tylko pieniądze i sława. Poślubił Yvonne,
aby urodziła mu dziedzica. Gdy na świecie pojawił się już ich syn, małżonek dał
jej dwa tysiące galeonów za jego urodzenie. Za to, że nie urodziła im się
córka. Czasami nie potrafię nawet słuchać takich opowieści. Niektóre historie
są naprawdę przykre.
Na początku bałam się tego małżeństwa.
Bałam się, że będę miała zimnego męża, dla którego liczyłby się tylko dobry
status w społeczeństwie. Bałam się, ponieważ początki naszego małżeństwa się
nie układały. Widziałam w oczach Evana zniechęcenie, kiedy po raz pierwszy nas
przedstawiono. Po jego zachowaniu doszłam do wniosku, że nie chciał się ze mną
żenić. Ale w sumie ja też nie chciałam wychodzić za mężczyznę, którego nie
kochałam. Naszą noc poślubną można opisać jednym słowem – katastrofa. Nawet nie
chcę wspominać, że to jednak był mój pierwszy raz. Evan nawet nie kwapił się do
tego, aby ta noc była wyjątkowa. Tak, stała się ona sztuczna i bardzo napięta.
A ja, przez ten czas, czułam tylko ból. Łzy spływające mi po policzkach piekły
moją skórę. Wtedy pomyślałam, że będzie
tak, jak z Yvonne. Ale jednak było zupełnie inaczej.
Zakochaliśmy się w sobie. Po wielu
trudach i rozmowach nasze małżeństwo znalazło prostą drogę. Pamiętam do dziś,
jak kiedyś Evan uklęknął przy mnie i przeprosił mnie za początkowe zachowania w
małżeństwie. Za to, że nie był czuły wobec mnie. Bawiło mnie to. Uśmiechnęłam
się wtedy do niego i także uklęknęłam. Przytuliliśmy się do siebie. Trwaliśmy w
uścisku, milcząc przez długą chwilę. Tak bardzo za nim tęskniłam. Będąc w
naszej sypialni, spoglądałam na nasze ślubne zdjęcie z wielkim uśmiechem.
Ułożyłam je z powrotem na komodę, po czym zaczęłam porządkować swoje
rzeczy.
Nagle usłyszałam zamykające się drzwi.
Odwróciłam się i zobaczyłam ciemną sylwetkę mężczyzny w średnim wieku o
czarnych jak smoła włosach. Był nim Marcuis Clouser. Przeraziłam się na jego
widok. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie z zawiścią. Zaczęłam słabnąć,
przez co moja różdżka spadła na ziemie i poturlała się pod komodę. Chciałam po
nią sięgnąć, lecz poczułam, jak coś mnie odpycha i rzuca mną o ziemie.
Popatrzyłam na ojczyma Evana. Miał wyciągniętą różdżkę, którą skierował w moim
kierunku. Na jego twarzy widniał drwiący uśmieszek. Podniosłam się, aby
spróbować ucieczki. Lecz wiedziałam, że zataczam jedynie błędne koło.
Siła jego zaklęć znów mnie odepchnęła i
uderzyłam o kant łóżka. Czując straszny ból, dotknęłam dłonią swojej lewej
skroni. Czerwona posoka spływała teraz po mojej ręce. Ledwo wstałam na równe
nogi. Poczułam, jak silne dłonie bestii zaciskają się na moim nadgarstku.
Chciałam się uwolnić, walczyć, lecz on był silniejszy.
Uderzył mnie w twarz, a ja upadłam na
łóżko. Byłam przerażona. Moje serce biło szybciej, a krew pulsowała w moich
żyłach. Odsuwałam się, lecz to i tak nic nie dawało. Mężczyzna podszedł do
łóżka z drwiącym uśmieszkiem, a w jego oczach tkwiła żądza
podniecenia.
- Odsuń się ode mnie! – krzyknęłam.
Zadrwił z moich słów.
- Tak się składa, laluniu – rzekł
cynicznie – że ty nie masz czym się bronić. To ja mam różdżkę i zrobisz teraz
wszystko, co ci każe.
Z moich oczu popłynęły łzy. Jego zaklęcie
spowodowało u mnie całkowity paraliż. Moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Nie
mogłam nic zrobić, kiedy jego ręka
zaczęła dotykać mych ud lub kiedy zaczął rozrywać moją sukienkę.
Moje ciało pulsowało. Nieprzyjemne
dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa. Czułam ból. Piekielny ból. Chciałam
się obudzić z tego potwornego snu. Chciałam, aby ta bestia znikła z mojego
koszmaru. Chciałam, aby Evan przy mnie był.
Mężczyzna działał z przerażającą
szybkością. Zerwał ze mnie bieliznę, wiedząc, że nie mogę obronić się w żaden
sposób. Jego szorstkie dłonie dotykały z łapczywie moich piersi. Płakałam.
Płakałam, bo nie mogłam unieść ręki, aby go powstrzymać. Byłam w pułapce. Nie
miałam szans, by się od niego uwolnić. Co mogłam zrobić? Nic. Musiałam czekać.
Czekać, aż skończy się ten ból. Kiedy wreszcie obudzę się z tego koszmarnego
snu.
Zamknęłam szybko oczy, gdy zdałam sobie
sprawę, że zaczyna ściągać swoje spodnie. Po chwili poczułam, jak rozchyla moje
nogi. Jak gasi swoje pożądanie. Ból przenikał przez moje ciało. Trwał i nie
chciał się skończyć. Oddychałam głęboko, czując, jak krew spływała mi po
twarzy.
Evan,
proszę, przyjdź do mnie…
Evan…
Evan!
Byłam bezsilna. Nawet wtedy, kiedy bestia
cofnęła zaklęcia i byłam zdolna do poruszania się. Jednak nie miałam już na to
sił. Łzy spływały mi po policzkach. Czułam, jak cała się trzęsę. Zaczęłam
szamotać się na łóżku, zaczynając dotykać moje zbluzgane ciało. Chciałam za
wszelką cenę zmyć nieczysty dotyk potwora. A on się śmiał. Słyszałam jego
plugawy śmiech. Miałam tego dość. Chciałam umrzeć…
Usłyszałam otwierające się drzwi.
Podniosłam powieki do góry. Zobaczyłam go. Zobaczyłam Evana. Popatrzył na mnie,
a potem na swego ojczyma. Nie potrzebował czasu, aby zrozumieć, co się stało. W
jego oczach momentalnie zagościła nienawiść połączona z wściekłością.
- Jak mogłeś to zrobić! – usłyszałam
krzyk męża. – Jak mogłeś dotknąć moją żonę!
Zamknęłam ponownie oczy i skuliłam się w
kłębek. Słyszałam, jak świsty zaklęć przeszywają całe pomieszczenie. Otworzyłam
oczy, gdy usłyszałam, jak bestia krzyknęła z bólu. Zobaczyłam wtedy, że mój oprawca wije się po podłodze, a Evan
zadaje mu jeszcze ostatni cios czerwonym zaklęciem. Potem oczy potwora stały
się nieprzytomne, a wkrótce mój mąż ostatecznie sparaliżował jego ciało.
Zamknęłam ponownie powieki, bo nie wiedziałam, co robić. Ciągle czułam zapach
bestii na mojej skórze. Jakby oprawca wszczepił we mnie swoją woń.
Po chwili uświadomiłam sobie, że mój mąż
zaczął mnie delikatnie kołysać i całować moje włosy. Tak bardzo dziękowałam
Bogu, że Evan wreszcie przyszedł i mogłam przytulić się do znanego mi ciała.
Tylko dlaczego wciąż czułam ten obrzydliwy zapach?
- Evan, ja tak bardzo cię przepraszam –
jęknęłam. Moje łzy spadały teraz na jego koszulę.
- Cichutko – uspokajał mnie. – To nie
twoja wina.
- Evan, zabierz mnie stąd – błagałam. –
Zabierz mnie do łazienki i umyj. Nie chcę go czuć. Tak bardzo nie chcę go
czuć!
Evan wziął mnie na ramiona i zaniósł do
łazienki. Położył mnie nagą w brodziku, a ciepła woda zaczęła spływać po moim
ciele. Chciałam pozbyć się okropnej woni za wszelką cenę. Jednak to i tak nic
nie dało. Ciągle czułam ten potworny zapach. Zapach, którego nie zapomnę do
końca mego życia.
Moje
powieki zaczęły opadać. Byłam już taka zmęczona. Czułam zimne dreszcze na całej
skórze. Zasnęłam powoli, widząc jeszcze przerażoną twarz mojego męża.
~~*~~
Fajnie, że się przeniosłaś ;)
OdpowiedzUsuńLinki na swoim blogu niebawem poprawię, ale jestem w trakcie przenoszenia Rejestru, więc prosiłabym o zmianę linków u siebie na http://rejestr-blogow.blogspot.com
Pozdrawiam :)
Supcio^^ Nie będzie już żadnego siłowania się :)
UsuńWidzę, że też przeniosłaś się na blogspot ;). Masz rację, tutaj bloguje się dużo lepiej ^^.
OdpowiedzUsuńPodmienię sobie w linkach adresy twoich blogów na te nowe, czy jeszcze będziesz prowadzić na onecie?
Nie! Już nie będę użerać się z Onetem. Możesz śmiało podmienić adresy ;)
UsuńOk, już podmieniłam ^^.
UsuńPs. u mnie na marmurowe-serce nowy rozdział. Powiadomienia wysyłam o NN na blogspocie, bo nie mam siły do publikowania na onecie.
Można powiedzieć, że cieszę się, że przeniosłaś się na blogspot. Nie będę dostawać palpitacji sądząc, że blog, który czytam został skasowany, kiedy to tylko fanaberie onetu. Zresztą sama zastanawiam się, czy nie przenieść bloga.
OdpowiedzUsuńPonieważ nie skomentowałam jeszcze tego dodatku, to nadrabiam ;)
Podoba mi się.
Naprawdę bardzo chciałam poznać całą historię Dafne.
Cieszę się, że pomimo trudnych początków jej małżeństwo jest udane.
I naprawdę współczuję jej z powodu tego, co zrobił jej Marcuis.
Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam
Asia
Tak, to jest wkurzające, że Onet tak utrudnia nam spokojnie blogowanie:( Po co się męczyć, skoro może się spakować i rozpakować się gdzie indziej ;)
UsuńDziękuję Ci za opinię:* Cieszę się bardzo, że Bonus o Dafne przypadł do gustu;)
Pozdrawiam serdecznie:**
Wiesz co? Pokochałam twój blog, twoje opowiadanie i szczerze powiedziawszy serce mnie zabolało, gdy dowiedziałam się, że się przeniosłaś. Wclae nie mam do ciebie pretensi, broń Boże! Nie dziwie ci się. W końcu, nie każdy jest w stanie wytrzymać to co onet wyprawia. Ja też zastanawiałam się nad przeniesieniem, poza tym chciałam stworzyć nowego bloga, na blogspocie, ale niestety na razie nie jestem w nim obczajona :D Ale dość o mnie. Tak jak mówiłam, szkoda, że się przeniosłać, ponieważ przywiązałam się do tego bloga na onecie, poza tym ten szablon był przepiękny, ale w końcu i tak, i tak to piszesz ty, i tak, i tak jest to, to samo opowiadanie, więc do tego na blogspocie też od razu się przywiązałam :) Mam nadzieję, że brak kłopotów z onetem, korzystnie wpłynie na twoją wenę i już niedługo, będę mogła razem z innymi czytelnikami, przeczytać o nowych przygodach Astorii :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Twoje słowa naprawdę spowodowały, że na mojej twarzy pojawiły się rumieńce:) Dziękuję Ci ślicznie:* Dla mnie to także był cios rozstawać się z tamtym szablonem, lecz nie wytrzymałam już tego ciągłego "Lista postów jest pusta". Jednak plusem jest to, że taki piękny i niesamowity szablon Elfaby zostanie już tam na zawsze:)
UsuńDługo jeszcze będzie ten lipny obrazek za nagłówek?
OdpowiedzUsuńchyba nie nagłówek jest najważniejszy na blogu, prawda?
UsuńKochana, mam dla Ciebie to, o co prosiłaś :) http://c.wrzuta.pl/wi7654/c6348016000b99884fb6a389/5ttt
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, ze Ci się spodoba.
Dziękuję:** Jest śliczny:) Dziękuję, że poświęciłaś czas:* No i za to wstawiennictwo u góry. Już miałam coś takiego na Tajemnicach, teraz tu. Jakoś to nie mieści mi się w głowie, co też ludzie mogą na wypisywać. Pozdrawiam :**
Usuńkto jak kto, ale ja doskonale wiem, co czujesz ^^najlepiej w ogóle się tym nie przejmować.
Usuńjuż jestem :) trochę trzeba było na mnie czekać, ale wiesz dlaczego więc chyba mam jakieś wytłumaczenie, prawda? :D
OdpowiedzUsuńBardzo podobał mi się ten wpis. Cieszę się, ze dodałaś taki przerywnik choć byłam ciekawa jak dalej potoczą się losy Astorii i Draco. Podziwiam Cię, że tak dobrze wczułaś się w rolę skrzywdzonej przez los Dafne. Jej przemyślenia były bardzo głębokie.
Czekam na kolejny rozdział.
Ps: jeśli masz ochotę, to założyłam nowego bloga. Coś mi mówi, ze na white-aubergine nie wrócę. Wymyśliłam coś, co ciężko mi opisać w słowach. Ach... jak zwykle pomysły mnie przerosły. Więc zapraszam na coś, co stosunkowo lepiej mi wychodzi. Obyczajówka: http://with-the-rain.blogspot.com/
Dziękuję Ci ślicznie za opinię:*
UsuńCieszę się, że Bonus przypadł do gustu:) A losy Astorii i Dracona już będzie w następnej notce. Drugi bonus o Dafne mam zamiar dać trochę później:) A na Twojego nowego bloga zajrzałam i wydaje się interesujący:) Ale to jutro skomentuję, bo już troszkę późno:)
Pozdrawiam:*
Brrr... Trudno aż to skomentować. Ale opowieść ciekawa, choć mrozi krew w żyłach. Ja się dziwię, że Evan tylko lekko poturbował tego potwora.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Szkoda, że nie widziałaś mojego uśmiechu, gdy weszłam na poczte i zobaczyłam, że zostawiłaś komentarz w Spamowniku :P Nie mogłam już się doczekać nowej notki. Choć nie jest to o Astorii, ta notka mnie zauroczyła. Naprawdę, mimo brutalnego zachowania ojczyma Evana. Sama miałam ochotę walnąć w nim Crucio (jeśli była taka możliwość). Jestem ciekawa jak to dalej się rozwinie, więc mam nadzieję, że będę mogła jeszcze poczytać o Dafne, zwłaszcza, że to część pierwsza. Ciekawe jak poradzi sobie z tą sprawa. Mam nadzieję, że tak jak w przypadku Astorii, jej mąż będzie przy niej i sądzę, że istnieje na to duże prawdopodobieństwo. Czekam z niecierpliwością na następną notkę :) Pozdrawiam :**
OdpowiedzUsuńMi się ta notka bardzo spodobała ;). Wydawała się być realistyczna i dobrze wyszły ci opisy, naprawdę nie wiem, czemu kiedyś narzekałaś na swoje części opisowe. Wszystko jest jak powinno być, dialogi także brzmiały naturalnie, a sytuacja była odpowiednio napięta i na brak akcji narzekać nie mogłam.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że tak rzadko coś dodajesz, ale rozumiem, że pewnie przytrafił ci się wenobrak ;). Mam nadzieję, że mnie to nie dopadnie, ale na szczęście mam jeszcze 15 notek w zapasie, więc na razie się martwić nie muszę xD.
[skrajnie-rozni]
Super, naprawdę udał Ci się ten bonus :) Myślę, że każdego czytelnika w głębi interesowała przykra sprawa siostry Astorii i cieszę się, że nam ją tu przedstawiłaś. Szczególnie ujęły mnie myśli Dafne o Evanie i historia ich miłości. Co do gwałtu to też wyszedł realistycznie i szczerze współczuję kobiecie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejną notkę :D
A co do bonusa - bardzo fajny pomysł. Ciekawie przedstawiłaś historię miłości Dafne i Evana oraz nie bałaś się brutalności sceny gwałtu ;)
OdpowiedzUsuńmam jeszcze do ciebie jedno zastrzeżenie, które nasunęło mi się, gdy sprawdzałam Ci rozdział. Chodzi mi o przestażałe zaimki typu "mego", "twego" itd. Brzmi to dość nienaturalnie. W tym rozdziale wszystkie Ci poprawiłam, ale na przyszłość staraj się ich nie pisać ^^ Lżej brzmią "mojego", "twojego" i tym podobne ;D
Całuję,
Leszczyna [dowiesc-niewinnosci]
Napisać krótką i nijaką notkę to nie sztuka, ale napisać krótką i wciągającą to jest coś, co Ci się w 100% udało. Naprawdę podobało mi się, choć w pierwszej chwili nie mogłam się zorientować o co chodzi, ponieważ dawno nie było tu wpisu. Ucieszyłam się, gdy dostałam wiadomość o nowej notce. Co do Onetu, to chyba podpisałam z nim chwilowy rozejm, ale wolę to odpukać. Mam nadzieję, że i Tobie uda się z nim "dogadać" ;) Rozumiem, że jako czytelniczka mogę sobie przypisać część dedykacji, więc dziękuję za nią bardzo. Pozdrawiam serdecznie ;*
OdpowiedzUsuńNotka mi się spodobała. Cieszę się, że mogłam poznać historię Dafne. Z niecierpliwością czekam na część drugą. Pozdrawiam ;* PS. Czy już mówiłam (pisałam), że Elfaba robi dla Ciebie piękne szablony?
OdpowiedzUsuńA więc spóźniona Taa Zwariowanaa melduje się, że dotarła i z uśmiechem na twarzy przeczytała notkę ;) Przepraszam za spóźnienie, a moje jedyne usprawiedliwienie to to, że miała testy gimnazjalne, od których nauczyciele powariowali, a ja nie wyrabiałam na zakrętach -.- Ale już po, na szczęście :D
OdpowiedzUsuńBonus wyszedł ci naprawdę bardzo dobrze! Krótki, ale strasznie ciekawy i wciągający! Nie o Astorii, lecz o Dafne, co cieszy mnie równie bardzo, bo uwielbiam tę postać :) Miło było poznać jej życie i przeczytać o niej calutki bonusik :D
Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się, że onet już powrócił do normy... :D Całe szczęście!
Ściskam,
Tutaj taka długość nie przeszkadza, tym bardziej, że w treści zostało zawarte wszystko. Nie wyobrażam sobie rozciągania tego.
OdpowiedzUsuńJak już pisałam wcześniej, to okropne co przydarzyło się Dafne, tym bardziej, że doznała tego ze strony rodziny swojego męża. I to tej naprawdę bliskiej. I pewnie te blizny emocjonalne zostaną już w niej do końca życia.
Zastanawiam się, co by się stało, gdyby Evan przyszedł później. Czy jego ojczym zostawiłby Dafne już w spokoju, czy dręczył by ją dalej. W końcu w umyśle takiego czlowieka mogło tworzyć się wszystko.
Przy okazji zapraszam także na nowy rozdział na http://bracia-duszy.blogspot.com.
I jeżeli to nie problem prosiłabym o powiadamianie o nowych postach u Ciebie właśnie na tym blogu. Wchodzę na niego znacznie częsciej, a tak dopiero po kilku dniach zorientowałam się o notce u Ciebie.
Pozdrawiam serdecznie :)
[wspomnienia-severusa]
Przeczytałam trzy razy, bo tak mi się spodobało. Świetnie opisane uczucia, a już najbardziej to chyba mnie ruszyło to takie wołanie do Evana oraz teksty o zapachu oprawcy.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na następną notkę.